Słyszałem na własne uszy. Ale nie, to nie transferowa sensacja sezonu wśród sprawozdawców sportowych. To tylko Eurosport rozpoczął intensywną kampanię reklamową i chwali się w radio, że pokazuje biathlon i całość sezonu sportów zimowych.
Pojsencja
Ja rozumiem, że jest czas handlowych żniw i każdy sposób dobry, żeby zachęcić ludzi do Jeszcze Większych Zakupów, także poprzez zatrudnienie w sklepie kogoś, kto będzie przez głośniki nieustająco opowiadał o tym, co jeszcze by kupić można. Zazwyczaj udaje mi się jego opowieści puszczać mimo uszu, lub co najmniej na wylot, tak aby nic z tego co opowiada (w niesłusznym przekonaniu, że jest zabawny) nie pozostało w najciemniejszym nawet zakamarku umysłu.
Mózg jednak ma swoje prawa i uaktywnia się niemal mimowolnie, kiedy usłyszy coś fałszywego. Dzisiaj tak właśnie w sklepie sobie czegoś spokojnie poszukiwałem ignorując zachęty z głośników, kiedy mózg nagle zadał mi zagadkę: co to są pojsencje, do których zakupu właśnie byłem namawiany? Oczywiście, nie była to trudna zagadka.
Ale za to jest dobra okazja do wrzucenia optymistycznego, kolorowego zdjęcia:)
Trochę czerwieni na zimę
Jadę autem przez bialy, zimny świat, a tu Niedźwiedź snuje wspomnienia z gorącego lata 1986 roku. To, co zapodał, kojarzy się raczej z ciepłym wieczorem, niż z upalnym dzionkiem, ale koniec końcow też może rozgrzać do czerwoności. No i można radośnie przy tym pośpiewać:
The lady in red is dancing with me cheek to cheek
There’s nobody here, it’s just you and me,
It’s where I wanna be
But I hardly know this beauty by my side
I’ll never forget, the way you look tonight…
Żeby jeszcze więcej letniej czerwieni w tę zimę wlać, przypomnijmy że drugim najlepszym osiągnięciem Chrisa de Burgh jest jego córka, Rosanna Davison, w końcu Miss World 2003. Nie wypadało znaleźć innego zdjęcia, niż w czerwieni..
Żeby jednak uniknąć przegrzania, pamiętajmy, że z kobietami w czerwieni trzeba… hmmm.. ostrożnie:
That’s all, folks!
A na rynku w Mikołowie
Jakoś zima nie mobilizuje do pisania, aż się niemiło robi. Za to – jak się odrobinę pozytywnego nastawienia – dużo lepiej się na świat patrzy, dostrzega i rejestruje.
Przejeżdżałem popołudniem przez Mikołów i odwiedzałem sklep nieopodal Rynku. Zerknąłem na Rynek, i wyciągnąłem telefon.

Hordy góralskich kolędników na gościnnych występach szczęśliwie udało się obiektywem uniknąć.
Bez bilokacji nawet Bjoerndalenowi będzie trudno
Czytam dzisiaj, w jednym źródle za drugim, że Ole Einar Bjoerndalen zamierza wystartować w dwóch jednocześnie rozgrywanych mistrzostwach świata: biathlonowych w Chanty-Mansyjsku i narciarskich w ojczystym Oslo. Żeby nie przeredagowywać za wiele, wkleję tekst z jednego z wielu źródeł, niech będzie to dość wiarygodny zwykle Eurosport:
„Bjoerndalen ma pobiec na trzeciej zmianie sztafety, która będzie rozgrywana w Oslo 4 marca. Tego samego dnia odbędzie się biathlonowy sprint w Chanty-Mansyjsku lecz biathlonista z niego zrezygnuje. Weźmie i tak udział w czterech pozostałych konkurencjach biathlonowych MŚ: 6 marca w biegu pościgowym, 8 marca w indywidualnym, 11 marca w sztafecie oraz 12 marca w biegu masowym.”
W realizacji tego planu dostrzegam jeden malutki problem. Oczywiście, są sponsorzy, którzy to sfinansują, samoloty, które dowiozą spod jednego stadionu na drugi, ekipy posłusznie na Mistrza czekające w obu miejscach, słowem: logistyka nie powinna sprawić zasadniczych trudności. Nie umiem sobie jednak wyobrazić, jak Bjoerndalen miałby wystąpić w biegu pościgowym, będącym kontynuacją sprintu, z którego rezygnuje… Federacja biathlonowa nawet dla Bjoerndalena nie byłaby chyba w stanie wymyślić furtki.
Swoją drogą, poza polskimi serwisami na razie nie znalazłem potwierdzenia tej informacji, nawet na własnej stronie Bjoerndalena ani na jego profilu na Facebooku…
Prawie jak UFO
Miał jakieś może półtora metra wysokości, szerokości nie umiem ocenić. Wisiał nad drogą na skraju osiedla, może dwa metry nad ziemią. Zachowywał się jakby nie zwracał uwagi na otoczenie, nie uciekał, także kiedy zacząłęm iść w jego stronę. Kiedy do niego doszedłem, otulił mnie jakby chciał mnie poznać, póki nie przeszedłem.

Nigdy dotąd nie widziałem tak wyraźnie wyodrębniającego się paska mgły.
Papier ważna sprawa
Ojciec dzwoni do Matki ze sklepu. Po drobnych konsultacjach Matka mówi:
– Czy to wszystko, bo jesteśmy zajęci pracami papierniczymi..
– Papierniczymy! – słychać w tle głos Juniora.
W zimowej mgle
Wyszedłem jak co rano na spacer z psem. Przyzwyczaiłem się już, że niebo o poranku potrafi być śnieżnie bielutkie, jakby prześcieradłem zasłonił, dzisiaj jednak ta biel była ciut inna, bo jeszcze mgłą zaciagnięta. Podreptaliśmy na łąkę z jej ćwierć metrem śniegu, zaczęliśmy wchodzić głębiej w biel.
Było – dziwnie, tak biało aż do przesady. Szczyt zaskoczenia osiągnąłem w chwili, kiedy znalazłem miejsce, gdzie równa połać śniegu nie była zmącona żadnym wystającym badylem, ani nawet żadnymi wydeptanymi akcentami, a jednocześnie wszystkie bardziej odległe punkty zniknęły we mgle. Stałem i patrzyłem: nie było wiadomo, czy niebo sięga aż do stóp, czy śnieg wspina się gdzieś w górę, granicy między nimi nie było.
To naprawdę interesujące uczucie, kiedy zupełnie niemetaforycznie ostatnią rzeczą, jaką widzisz przed sobą, jest czubek własnego nosa.
Bohemian F1 rhapsody Vol. 2
O tym już wprawdzie pisałem, ale nic to. Pewne rzeczy nigdy się nie nudzą.
Will you let me go?
Bismillah! No, we will not let you go!
Tym razem podkład muzyczny w wersji koncertowej.
No i dla miłośników, także i pojedynek w wersji extended.
Na zimę jak znalazł.
Zamordyści
Jeden z najbliższych meczów został uznany za mecz podwyższonego ryzyka.
W związku z tym, na meczu pojawią się dodatkowe oddziały policji, które będą pilnowały porządku i bezpieczeństwa. Jeśli ktoś będzie się niedpowiednio zachowywał (bluzgał, albo rzucał czymś), zostanie natychmiast wyprowadzony przez ochroniarzy i policję. Nawet anty- transparenty i koszulki będą zabronione.
To mecz polskiej Ekstraklasy? Nie, to mecz hamerykańskiej zawodowej NBA. Szczegóły i zacytowane (dla niepoznaki bez cudzysłowu i z małymi przycinkami) zdania na Supergigancie.



