W zimowej mgle

Wyszedłem jak co rano na spacer z psem. Przyzwyczaiłem się już, że niebo o poranku potrafi być śnieżnie bielutkie, jakby prześcieradłem zasłonił, dzisiaj jednak ta biel była ciut inna, bo jeszcze mgłą zaciagnięta. Podreptaliśmy na łąkę z jej ćwierć metrem śniegu, zaczęliśmy wchodzić głębiej w biel.

Było – dziwnie, tak biało aż do przesady. Szczyt zaskoczenia osiągnąłem w chwili, kiedy znalazłem miejsce, gdzie równa połać śniegu nie była zmącona żadnym wystającym badylem, ani nawet żadnymi wydeptanymi akcentami, a jednocześnie wszystkie bardziej odległe punkty zniknęły we mgle. Stałem i patrzyłem: nie było wiadomo, czy niebo sięga aż do stóp, czy śnieg wspina się gdzieś w górę, granicy między nimi nie było.

To naprawdę interesujące uczucie, kiedy zupełnie niemetaforycznie ostatnią rzeczą, jaką widzisz przed sobą, jest czubek własnego nosa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s