Niemoralne tajemnice służby zdrowia

W służbie zdrowia od dawna dzieje się źle, przy czym ostatnio największym problemem jest brak pieniędzy i spowodowane nim rozmaite kreatywne metody reperowania budżetu.

Musiałem ostatnio odwiedzić jeden ze szpitali. Jadąc windą, zerknąłem na zamieszczony w niej schemat organizacyjny i uświadomiłem sobie, jak nisko można upaść, starając się służyć ludziom.

schemat organizacyjny szpitala

Nie widzicie? To popatrzcie uważnie, kto rezyduje na najniższym poziomie.

sutenerzy w suterenie a dziwki gdzie?

Gdzie przesiadują „panienki”, to nie wiadomo, ale sutenerów wiadomo, gdzie szukać.

Nihil novi sub sole – jak pisze historyk, w średniowieczu „z powodu skąpstwa przełożonej, zakonnice musiały płatną miłością zarabiać na swój chleb powszedni”.

Zagadka 10 procent

Śledząc cząstkowe wyniki wyborów, byłem powaznie zaskoczony ilością głosów nieważnych, znacząco wyższą niż w większości dotychczasowych głosowań, oscylującą około 10 procent. Póki wyniki były cząstkowe, podejrzewałem jakiś błąd w oprogramowaniu (były zresztą ku temu podstawy), jednak wyniki ostateczne niczeo w tym nie zmieniły (ba, wyszło nawet, że średnia dla całego kraju to około 12 procent).

Jedną z pierwszych myśli było, że mamy do czynienia z masowym protestem wyborczym, nad którym wielu ludzi poważnie się zastanawiało przy poprzednich wyborach (ja tym razem rozważałem tę opcję co najwyżej w wyborach na prezydenta miasta). Z ciekawości przejrzałem więc wyniki innych głosowań w moim okręgu (bo niestety nie mam dostępu do szczegółówych wyników w rozbiciu na obwody, przynajmniej na razie). I prawdę mówiąc, ta jakże kusząca teza wydaje się nie sprawdzać. Gdybyśmy bowiem – moim zdaniem – mieli do czynienia z protestem, to spodziewałbym się, że największą skalę osiągnąłby on w największych ośrodkach. Tymczasem analiza wyników głosowania na szczeblu powiatowym pokazuje inną prawidłowość: im większy ośrodek, tym mniejszy procent głosów nieważnych; w moim okręgu katowickim (niecałe 8% głosów nieważnych do sejmiku), w wyborach powiatowych (miejskich) mamy w powiecie bieruńsko-leszczyńskim prawie 7% głosów nieważnych, w pszczyńskim nieco ponad 6%, w mieście Tychy 4,5%, w mieście Mysłowice nieco ponad 3,5%, w Katowicach niecałe 2,5%. Dla porównania w okręgu bielskim (do sejmiku ponad 12% nieważnych): Bielsko-Biała 3,5%, powiat bielski powyżej 5,5%, powiat żywiecki  ponad 8%, powiat cieszyński ponad 7%.  Zazwyczaj w mieście w danym powiecie liczba głosów nieważnych jest niższa, niż w sąsiednich wsiach.

Jeżeli miałbym się więc pokusić o jakiekolwiek tłumaczenie: ludzie się po prostu pogubili przy płachcie do sejmiku (bo nie widzę powodu, dla którego wieś miałaby protestować w większym stopniu niż miasto, prędzej by ludzie po prostu nie przyszli). We własnej komisji sam byłem proszony przez kogoś o wyjaśnienie, jak się właściwie na tej płachcie głosuje. Szkoda.

Cennik – czy na pewno chcesz go znać?

Z pewnego zupełnie błahego powodu zainteresowała mnie cena wody (i ścieków) w mieście Zabrze. Odnalazłem stronę zabrzańskich wodociągów, zacząłem szukać cennika. Po kilku minutach odgadłem, że oczywiście należy w tym celu wybrać „Co i jak załatwić”. Kliknięcie w „Cennik” nie stanowiło jednak banalnego zakończenia, gdyż wtedy okazało się, że „na szybko” to można poznać jedynie  jakże ważne inne opłaty, takie jak koszt godziny pracy koparko-ładowarki (plus VAT) – cena wody natomiast znajduje się w specjalnym pliku zawierającym całą taryfę (tak, jest obowiązek uchwalania takiej). Kolejne kliknięcie w „Cennik do pobrania” przenosi nas, a jakże, do działu „Dział plików”, gdzie już-już na nas czeka wymarzony cennik. Klikamy więc w „Pobierz”, i naszym oczom ukazuje się:

wodociągi zabrze wtf

Nie wiem, z czym można by się było nie zgodzić, ani czym groziłoby Wodociągom, że ktoś by się z taryfą nie zgodził, ale jest faktem, że nie da się ściągnąc aktualnego cennika bez wyrażenia zgody na.. no właśnie, na co?

Ciekawi mnie tylko, czy na ten pomysł wpadł prawnik, czy (raczej) informatyk. W każdym razie, ktoś powinien ich solidarnie wyśmiać i w ten sposób przywołać do rzeczywistości.

Queen of F1

Skończył się sezon Formuły 1 AD 2010. Wiele by się chciało o nim mówić, ale nie chcę się powtarzać za wieloma innymi serwisami i forami. Chodzą za mną natomiast rozmaite drobne refleksje i skojarzenia, w których słowa odgrywają pomniejszą, acz niebagatelną rolę. Wyrażać je będą – obrazy i zespół Queen.

Lewis Hamilton pushing his car after Canada 2010 qualifying

What do you mean: Flash Gordon approaching?

 

Oglądając ten filmik.. ściszcie głos. Muzykę ktoś podłożył do kitu.

PS. Do tych obrazków, zastanawiałem się nad różnymi kawałkami. Jak macie lepsze propozycje, walcie śmiało:)

 

Nowy wymiar starej tradycji

Jest taka chrześcijańska tradycja, że przed Bożym Narodzeniem sporządza się specjalne kalendarze adwentowe, obejmujące – w zależnośći od wersji – czas bądź to od pierwszej niedzieli adwentu, bądź od pierwszego grudnia, aż do Bożego Narodzenia, żeby odmierzać czas zbliżania się Świąt właśnie.  Kalendarze takie, chowające pod kolejnymi datami małe niespodzianki na każdy dzień, daje się dzieciom.

kalendarz adwentowy

Dzisiaj się dowiedziałem, że wymyślono takie kalendarze także dla zwierząt, psów lub kotów. Zastanawiam się, jakie przeżycia duchowe są udziałem obdarowanych w ten sposób zwierząt. Moje zwierzęta domowe również dostają coś dla siebie przy każdej okazji, ale kalendarza adwentowego im poskąpię (poza tym byłaby nierówność, że pies może, a żółw – nie)

Do Soczi daleka droga

Nie wiem jaki jest narciarski odpowiednik „Bomba w górę”, ale sezon narciarski właśnie się rozpoczął. Nie bez zdziwienia odnotowałem fakt, że w zawodach sztafetowych wystawiliśmy także drużynę męską, gdyż posucha wśród biegaczy była spora. Średnia wieku tej sztafety wynosiła 23 lata, a i to nieźle ją zawyżał Maciej Kreczmer. Wynik, cóż – pochwalić można jedynie, że dobiegli do końca, czym zdystansowali Francuzów (których zawiódł Vittoz). Czasy jednak chalebne nie były. Najmłodszy Sebastian Gazurek być może ustanowił mały rekord, bo był wolniejszy o ponad półtorej minuty od drugiego najwolniejszego biegacza w stawce (klasykiem, więc i w ogóle). Mariusz Michałek, mający wszak już na swoim koncie punkty Pucharu Świata, był najwolniejszy na swojej zmianie, lecz szczęśliwie wyprzedzając dwóch nieboraków ze zmiany czwartej, na której przegonił ich także debiutujący w Pucharze Maciej Staręga. Kreczmer zaś może się prawie pochwalić, że prześcignął nie tylko dwóch na swojej zmianie, ale i czterech ze zmiany drugiej (wliczając, a jakże, Gazurka). Łącznie prawie 10 minut straty. Odnotujmy także, że najszybszym zawodnikiem na trasie był – co za niespodzianka – Ole Einar Bjoerndalen.

Wśród pań nastroje tylko ciut lepsze. Zaczęło się oczywiście z pozoru znakomicie, bo Justyna Kowalczyk zrobiła sobie arcymocny trening, uzyskując oczywiście bezwzględnie najlepszy rezultat w klasyku, ale to były miłe złego początki. Debiutujące w PŚ Ewelina Marcisz i Martyna Galewicz (średnia wieku 20 lat) straciły w sumie 3 minuty, tak że Paulina Maciuszek, i tak nierewelacyjnie dysponowana, wiele już też zrobić nie mogła, i skończyło się na 17 miejscu. Może z Sylwią Jaśkowiec byłoby z minutę lepiej, co mogłoby dać miejsce 10-tce.

Mam nieodparte wrażenie, że te młode sztafety są szykowane nawet nie na tegoroczne Mistrzostwa Świata ani na te następne, ale raczej już na Soczi. Droga do Soczi na razie daleka, chyba na szczęście.

Kaczusia Piotrusia

Beaujoulais Noveau est arrivee!*  W taki dzień podczas wieczornego spaceru z psem tym milej śpiewa się stare piosenki.  Tę poznałem w klimatach zapiewajłów ogniskowych (chyba grał i śpiewał ją Tomek Gajownik, pozdroofka), potem zapoznałem autorską wersję Zespołu Reprezentacyjnego.

Kaczusia Piotrusia zdążyła jajko znieść
Lecz tak była uparta, że zmarła i cześć.

Kaczusia Piotrusia zły rum zrobiła,  
Choć się go potem wyparła, bo zmarła, a co.

Kaczusia Piotrusia na jajku siedząc wspak
Now pióra wydarła i zmarła, a jak.

Kaczusia Piotrusia samotnie żyła,
Więc jajka i pióra także są nasze, okay.

Cholera, my nieraz, pytamy patrząc w dal
Jak tam w niebie kaczusia Piotrusia się ma, kwa-kwa..

Uroda tekstu sprawia, że śpiewać możemy i do oryginału, czyli La cane de Jeanne Brassensa.

Ale tubka z Zespołem Reprezentacyjnym też nie zawadzi.

*pardon my french