Kanapka z pomidorem

Weź kromkę chleba, najlepiej porządnego polskiego chleba, co się nie starzeje zbyt szybko (nie musi być uberświeży, bo wtedy najlepiej smakuje sam sobie). 

Weź coś do posmarowania chleba, zasadniczo według uznania, mnie najlepiej chyba wchodzi majonez, a oliwa znacznie mniej. 

Weź dojrzałego pomidora (mniej dojrzałe, a zwłaszcza zimowe, nie gwarantują rezultatu), ukrój odpowiednią liczbę plastrów, ułóż. 

Posól i podoprawiaj wedle uznania. 

Zrób od razu drugą, oszczędzisz sobie chodzenia. 

Miłośników bruschetty też pozdrawiamy.

Małe jest urocze

Jak już nieraz pisałem, na igrzyskach olimpijskich uwielbiam obserwowanie przedstawicieli państw małych i/lub egzotycznych. Czasem tworzą oni jedynie barwne tło, jak Eric Moussambani czy sprinterzy z wysp Pacyfiku (okazujący się de facto kulomiotami), a czasem walczą w swoich konkurencjach jak równy z równym po olimpijską chwałę i nawet miejsce na podium.

W tym roku po ośmiu dniach, medale zdobyli przedstawiciele 58 państw.* Większość medali oczywiście zgarniają przedstawiciele potęg, wiele przypada państwom z aspiracjami (realistycznie zaliczam nas do tej właśnie kategorii), sporo jednak zostaje i dla maluczkich. W tabeli medalowej widzę takie mikrusy jak Singapur i Hongkong, czy niewiele większy Tajwan, Katar i Gwatemalę. 

Tym smutniej mi się zrobiło, kiedy wczoraj w strzelectwie, przedstawicielka San Marino wystrzelała drugi wynik, ale razem z dwiema innymi zawodniczkami – i dogrywkę o medale przegrała, zostając na czwartym miejscu. Tym smutniej, że uwierzyłem telewizji, iż ona ten srebrny medal już ma ex aequo. Tym smutniej, że z San Marino mam miłe wspomnienia, to fajne miejsce na ziemi, malutkie a urocze. 

*wiem, powinienem był zaczekać z tym końca Igrzysk, ale jakoś..

W poszukiwaniu toru (5)

Odcinek czwarty

Wszystko się kiedyś kończy. Kiedy trasa toru odskakuje od portu, to już za chwilę mamy pomnik Fangio i zakręt Noghes. Te donice się przed wyścigiem zdejmuje, jak sądzę.

Monaco Noghes Turn zakręt

A potem już tylko prosta startowa i da capo al fine. To znaczy kierowcy, na co dzień to chyba jedynie rowerzysta mógłby ćwiczyć 70 okrążeń.

Monaco Boulevard Albert prosta startowa

Oczywiście, kierowcy po przejechaniu linii mety muszą jeszcze dojechać do alei serwisowej.

Monaco pitlane aleja serwisowa

W sumie aleja serwisowa poza czasem wyścigowym, była całkiem przyjemnym miejscem do spacerowania:-)

Monaco pitlane aleja serwisowa

Akurat składali jakieś karuzele i inne atrakcje dla dzieci.

Do początku

W poszukiwaniu toru (4)

Odcinek trzeci

W tunelu pierwszym zaskoczeniem jest, że można sobie wzdłuż niego przejść, że nie jest przeznaczony wyłącznie dla samochodów. Drugim zaskoczeniem jest, kiedy po drugiej stronie tunelu widzę bramę, prowadzącą do jakiegoś warsztatu – tego akurat się nie spodziewałem znaleźć. Niestety, wszystkie obrazy z wnętrza tunelu będę przywoływał tylko z pamięci, szkoda że Państwo tego nie widzą.

Monaco tunnel exit wyjście z tunelu

Po opuszczeniu tunelu w odróżnieniu od kierowców nie musimy szczególnie przyzwyczajać wzroku, ale czujemy się niepewnie – bo nie widać szykany. Nie byle jakiej, bo Nouvelle Chicane, trudno przegapić, ale droga jednak prosto jak strzelił. Idziemy, rozglądamy się, rozumiemy. Droga biegnie prosto, ale z boku wielkie donice z kwiatami ograniczają możliwość wjazdu do portu, wystarczy sobie wyobrazić, że ich nie ma – i oto jest miejsce na szykanę, przy czym bariery są konieczne, żeby nie wpaść do wody (podczas wyścigu oczywiście). Idziemy więc teraz wzdłuż nabrzeża Quai des Etats-Unis, patrząc na zaparkowane jachty, i myśląc, że w tym momencie idziemy dokładnie torem w kierunku Tabac.

Monaco port

Przy Tabac niestety musieliśmy zejść z toru, ale nie dlatego, że nas wyrzucili, można było iść dalej torem wzdłuż nabrzeża. Żałuję, że nie podszedłem do basenu za zakrętem Chiron, i nie wiem na jakich warunkach można w nim zażyć kąpieli (to i tak byłaby wiedza dla zasady).

Monaco Louis Chiron Turn Zakręt Basen Pool

Do oglądania wyścigu basen raczej by się nie nadawał, chyba żeby zająć miejsce na szczyci zjeżdżalni, ale kto wytrzyma tyle czasu na zjeżdżalni?

Monaco port Basen Pool Turn Zakręt

A port sobie biegnie dalej w kierunku Rascasse.

Monaco F1 Track tor Port Piscine

Część piąta

W poszukiwaniu toru (3)

Odcinek drugi

W tej części jest zawsze powoli i leniwie. Od Mirabeau rozpoczyna się najwolniejszy odcinek w całej Formule 1. Jest faktem, że trzeba się poruszać powoli, kiedy trzeba zwracać uwagę na zaparkowane wzdłuż ulicy motocykle.

Monaco F1 track tor Mirabeau turn zakręt

Aż w końcu miejsce niepowtarzalne – nawrót Fairmont przed Grand Hotelem. Jak widać wszyscy mają tu dość czasu i miejsca.

Monaco Fairmont Grand Hotel hairpin turn zakręt

Po nawrocie teoretycznie wszyscy się zaczynają rozpędzać. Chociaż szału nie ma, to przynajmniej drogi nie sposób pomylić.

Monaco F1 Mirabeau Bas turn zakręt

Zaraz za Mirabeau Bas, będzie zakręt Portier prowadzący do tunelu. I tu jak się ktoś pośpieszy, to może się zdziwić, że pojechał niezupełnie tam, gdzie zamierzał.

Monaco track tor F1 Portier turn zakręt

Jakbyście mieli problem w tym miejscu, to pamiętajcie – nie pierwsza w prawo, tylko ta następna na rondku, za znakami na Port.

Część czwarta

W poszukiwaniu toru (2)

Odcinek pierwszy

Do góry można się było rozpędzać, potem jednak przed Massenet trzeba zwolnić. To właściwie zrozumiałe, robi się ciasno. No i trzeba rozważyć, czy nie wpaść na chwilę do sklepu.

monaco track tor f1 massenet turn zakręt

Massenet się ciągnie i ciągnie, dobrze jednak że nie jedziemy niczym bo można oglądać widoki, aż w końcu trzeba zwolnić, bo docieramy w okolice kasyna. A tam tłok, od ludzi i od samochodów, jedne do kasyna, drugie do hotelu po drugiej stronie ulicy.

Monaco track f1 tor Casino turn zakręt

I to samochodów nie byle jakich. Rodzina szejka z Dubaju bez wyjątku używała ferrari stojących jedno koło drugiego. Stojące nie opodal nich audi A6 na rumuńskich numerach wyglądało jakby należało do opiekunki do dziecka. Pora jednak ruszać dalej, na szczęście droga idzie teraz w dół kierunku Mirabeau.

Monaco turn zakręt casino place du casino

I to solidnie w dół.

Część trzecia

W poszukiwaniu toru (1)

Wychodzimy z dworca i rozglądamy się. Kierunek może być tylko jeden: w dół, tam musi być morze, gdzie morze tam port, gdzie port, tam.. Idziemy, dochodzimy do bulwaru, przeciskamy się przez pas parkingowy wchodząc na przejście dla pieszych, zmuszamy samochody do zatrzymania się, szybko uciekamy z buspasa. Rozglądamy się – drzewa wyglądają jakby znajomo.. Idziemy kawałek wzdłuż bulwaru, i wreszcie Ją widzimy, oto jest:

monaco boulevard albert chequered flag prosta startowa

Skoro mamy już prostą startową, to dalsza droga jest oczywista: do pierwszego zakrętu. Niestety, nie da się go pokonać na skróty – albo przejściem podziemnym, albo serią przejść przez boczne uliczki. Kiedy w końcu jesteśmy na zewnętrznej, zaczynamy się cieszyć, że nie musieliśmy go przejeżdżać, bo łatwo się w nim zgubić. I w ogóle wygląda nie tak. Na szczęście jego patronka Święta Dewota spogląda z boku i ogólnie czuwa.

monaco ste sainte devote turn zakręt

Teraz zaczynamy żałować, że nie mamy do dyspozycji żadnych koni mechanicznych. Od Sainte Devote droga biegnie w górę, i to solidniej niż to się wydaje w telewizji. Beau Rivage majaczy gdzieś w górze..

monaco avenue ostende beau rivage tor track

Dobrze, że po drugiej stronie ulicy szeroki chodnik, z coraz lepszym z każdą chwilą widokiem na port, jachty i całą resztę z tunelem włącznie.

monaco avenue ostende beau rivage tor track

Dobrze, że przed Zakrętem 3 zrobi się bardziej płasko. Ale to następnym razem.

Część druga

Zagrożenie dla tenisa?

Tenis na Igrzyskach przeżywał różne koleje – najpierw był od samego początku, potem na długo zniknął, nieśmiało powracał jako sport pokazowy, by wreszcie dumnie stanąć znów obok wioślarstwa czy kolarstwa jako sport olimpijski. Za jego czasową nieobecność odpowiadało wiele przyczyn, ale jako jedną z nich wymienia się nieprzewidywalność czasu trwania meczów tenisowych – w 1920 roku Anglik Lowe i Grek Zerlandii grali ze sobą półtora dnia (wtedy w ogóle zdaje się nie było tie-breaków). 

Tenis powrócił, stare problemy nie znikły – pomimo iż organizatorzy zrobili co mogli, ograniczając wszystkie pojedynki do dwóch wygranych setów. Nie zdecydowali się jednak na wprowadzenie tie-breaków w trzecim secie i oczywiście stało się, co się mogło stać: zaczęły się sety prawie bez końca. Najpierw Tsonga grał z Raonicem prawie cztery godziny, wygrywając trzeciego seta 25-23. Dziś, w półfinale, osiągnięcie to przebili Federer i Del Potro – w sumie grali 4 godziny i 26 minut, końcowy set trwał 2 godziny 43 minuty, 36 gemów. Rozbili tym prawie całkowicie porządek gier tego popołudnia, doprawdy nie wiem, co organizatorzy następnych Igrzysk mogą chcieć z tym zrobić. Ale za to jak pięknie grali momentami.

Federer zwycięski (a jakże) poszedł odpocząć, Argentyńczyk natomiast tym meczem ukrzywdził się podwójnie: nie tylko o medal musi dopiero powalczyć z Djokoviciem, ale też tego samego popołudnia czekał go jeszcze ćwierćfinał miksta – i cudów nie było, gładko przegrał z wypoczętymi Amerykanami. Nie mógł niestety zbyt daleko przekładać, bo tak się dla niego pechowo złożyło, że inni też byli tuż po swoich meczach.

Pięć kółek z fejsa (1) – otwarcie

Tytułem wstępu: światy się przenikają, człowiek się w nich gubi, a fejs na dodatek fatalnie archiwizuje. Parę bezcennych myśli sformułowanych podczas igrzysk postanowiłem w ten oto sposób uratować przed Zuckerbergiem dla potomności.
——————–

nie żebym był rasistą, ale w widoku czarnoskórego angielskiego dżentelmena w cylindrze coś jednak nie pasuje (patrz: ceremonia otwarcia)

Królowa nie musiała skakać z helikoptera, żeby przebić Bonda. Ale to trzeba być królową brytyjską.

Boję się pomyśleć, co symbolizują piżamy chóru dziecięcego śpiewającego God Save The Queen. 

Muszę sobie ściągnąć dyskografię tego Johna Vangelisa. [tak, było już poruszane]

Czeskie kalosze rządzą. Nie wiem jak jest rządzą po czesku. [dzięki za podpowiedź gdzie je można kupić]

a nie mówiłem, że rządzą?

London Londyn 2012 otwarcie opening Czesi Czech

Czech rain boots czeskie kalosze London 2012

PS to właściwie dyskryminacja uważać, że ufoki nie mogą pooglądać otwarcia igrzysk

Nie dać się zrobić w Jelonka

Nie będę ukrywał, starzeję się, to i w nowościach muzycznych słabo zorientowany jestem. Kiedy więc po raz pierwszy zobaczyłem tę nazwę kapeli (w entuzjastycznym kontekście), nie bardzo wiedziałem, czy to Nowe Polskie, czy to jakiś projekt emigracyjny a’la De Press, czy jakaś formacja zagraniczna o incydentalnie swojsko brzmiącej nazwie. Nie byłem też na tyle zainteresowany, żeby dogrzebać się na tubkach

Nadszedł jednak taki dzień, kiedy w samochodzie usłyszałem w radio zapowiedź, że teraz zostanie zagrany Jelonek. Nastawiłem więc uszy uważnie, zabrzmiało, i po jakichś trzydziestu sekundach w ciężkim zaskoczeniu stwierdziłem, że to brzmi jak Ankh sprzed dwudziestu lat! (którego płyty -pardon, kasety – już pewnie w życiu nie odgrzebię, a gdyby nawet, to będę się bał przesłuchać na zakurzonym magnetofonie). 

W domu zaraz uruchomiłem (byłem) wyszukiwarkę i zrobiłem się prawie dumny (blady nie bardzo, bo się wystawiam na słońce tego lata). Istotnie, Jelonek to projekt tego samego faceta, który odpowiadał za klimat pierwszej płyty Ankha; jego obecności w incydentalnie zasłyszanym Hunterze nie wyczułem, bo na czym innym się wtedy skupiałem.

Ale promować go mi się nie chce.