Odcinek trzeci
W tunelu pierwszym zaskoczeniem jest, że można sobie wzdłuż niego przejść, że nie jest przeznaczony wyłącznie dla samochodów. Drugim zaskoczeniem jest, kiedy po drugiej stronie tunelu widzę bramę, prowadzącą do jakiegoś warsztatu – tego akurat się nie spodziewałem znaleźć. Niestety, wszystkie obrazy z wnętrza tunelu będę przywoływał tylko z pamięci, szkoda że Państwo tego nie widzą.

Po opuszczeniu tunelu w odróżnieniu od kierowców nie musimy szczególnie przyzwyczajać wzroku, ale czujemy się niepewnie – bo nie widać szykany. Nie byle jakiej, bo Nouvelle Chicane, trudno przegapić, ale droga jednak prosto jak strzelił. Idziemy, rozglądamy się, rozumiemy. Droga biegnie prosto, ale z boku wielkie donice z kwiatami ograniczają możliwość wjazdu do portu, wystarczy sobie wyobrazić, że ich nie ma – i oto jest miejsce na szykanę, przy czym bariery są konieczne, żeby nie wpaść do wody (podczas wyścigu oczywiście). Idziemy więc teraz wzdłuż nabrzeża Quai des Etats-Unis, patrząc na zaparkowane jachty, i myśląc, że w tym momencie idziemy dokładnie torem w kierunku Tabac.

Przy Tabac niestety musieliśmy zejść z toru, ale nie dlatego, że nas wyrzucili, można było iść dalej torem wzdłuż nabrzeża. Żałuję, że nie podszedłem do basenu za zakrętem Chiron, i nie wiem na jakich warunkach można w nim zażyć kąpieli (to i tak byłaby wiedza dla zasady).

Do oglądania wyścigu basen raczej by się nie nadawał, chyba żeby zająć miejsce na szczyci zjeżdżalni, ale kto wytrzyma tyle czasu na zjeżdżalni?

A port sobie biegnie dalej w kierunku Rascasse.

Część piąta