Trzymać ręce na kierownicy

Jednym z przykazań wtłaczanych każdemu młodemu kierowcy jest „trzymaj ręce cały czas na kierownicy”, tak aby być gotowym w każdej chwili do wykonania natychmiastowego manewru, jeżeli zajdzie taka konieczność. Wielu kierowców z pewnym jednak doświadczeniem dochodzi do przekonania, że na tyle dobrze panuje nad samochodem, że spokojnie do prowadzenia wystarczy im jedna ręka, a drugą można sobie położyć w wygodnym miejscu lub używać do włączania, wyłączania, przełączania i co tam jeszcze jest dostępnego. Nawet przy dużych szybkościach.

Oczywiście, zwykli kierowcy nie osiągają swoimi samochodami prędkości 200 i więcej km/h, jak kierowcy Formuły 1. A właśnie dziś kierowcy Ferrari Fernando Alonso i Felipe Massa wyrazili obawę, że w nadchodzącym sezonie będą musieli w trakcie jazdy poświęcać zbyt wiele uwagi na wciskanie rozmaitych guzików na kierownicy, takich jak aktywację dostosowania tylnego skrzydła czy (znanego już) KERS-u. Zwłaszcza że wykonywanie tych operacji może być konieczne także w zakrętach.

Czy to uzasadnione obawy? Wydaje się to może w pierwszej chwili przesadzone, takie robienie złej miny do dobrej gry, ale też można sobie przypomnieć zeszłoroczne GP Belgii. Robert Kubica jadąc na zmianę opon, zaczął wciskać guziki na kierownicy, zmieniając ustawienia. I mimo nieznacznej szybkości na pitlane, zdekoncentrował się tym na tyle, że na śliskiej nawierzchni przegapił punkt hamowania i lekko poturbował swoich mechaników (a przy okazji stracił kilka sekund na miarę drugiego miejsca na podium). Wolę nie wyobrażać sobie podobnej sytuacji w szybkim zakręcie.

Dlatego, na wszelki wypadek, pomimo mniejszych prędkości, starajmy się porządnie trzymać ręce na kierownicy.

 

Mister Futbolu

Jeżeli kiedykolwiek jeszcze będziecie wzdychać, dlaczego nie doceniono Xaviego Hernandeza i nie dano mu Złotej Piłki ani za genialne Mistrzostwa Europy 2008 (tytuł najlepszego zawodnika) ani choćby za poprowadzenie Hiszpanii do tytułu Mistrza Świata – pamiętajcie, że liczy się już tylko tani bajer, błyszczyk (bo w meczach ze słabeuszami trudno mówić o błysku) i żel. Od dzisiaj o Złotą Piłkę mogą rywalizować rokrocznie Leo Messi z Cristiano Ronaldo.

Pytanie tylko, jak wynagrodzić Wielkich Piłkarzy, którzy wznoszą się na wyżyny umiejętności nie przeciwko maluczkim, lecz przeciwko najlepszym. Takich jak Wesley Sneijder, Diego Forlan czy Iker Casillas.

Jak walczyć z wirusem?

Na jednych przychodzi to wcześniej, na innych później (na Rodziców przyszło w wieku pełnoletnim) – Junior złapał ospę wietrzną. Oczywiście siedzi w domu, wygląda jak Indianin i powoduje konieczność wymyślania nowych zajęć (żeby nie umrzeć z nudów przy wielokrotnych powielaniu dotychczasowych). Jednym z pomysłów jest tłumaczenie zjawiska ospy – Matka cierpliwie opowiada o wirusie Herpes virus varicella, pokazując nawet znalezione w Internecie zdjęcia. Junior słucha, patrzy, coś w duchu przyswaja.

A potem, kiedy jest zły, wypala:

– A ja będę gryźć Varicellę, żeby sobie poszła!

Gryzienie jest sposobem na każde niechciane zjawisko.

I’m going slightly F1 mad

Ciąg dalszy cyklu Queen of F1, tym razem o GP Japonii. Wyścig ten doczekał się już co prawda swojej notki, ale teraz będzie z zupełnie innej beczki…

Robert Kubica losing wheel Japan Suzuka 2010

I’m driving only three wheels these days

*

But my dear how about you

Lewis Hamilton in his three wheel bubble car

I’m going slightly mad, I’m going slightly mad…

Od ostatniego wyścigu minęły dwa miesiące, dwa miesiące do następnego – ci, którzy są l99ekko zwariowani na punkcie F1, doznają już lekkiej wariacji w oczekiwaniu na początek sezonu:)

*film zastępczy

Stefan Grot-Rowecki, tajemnicza postać

W konkursach promocyjnych – żeby uniknąć zarzutu, że się organizuje loterię – wprowadza się wymóg dokonania czynności o charakterze nielosowym, na przykład wymyślenia hasła ocenianego przez specjalną komisję lub udzielenia odpowiedzi na pytanie rodem z audiotele.

Ostatnio w sklepie nieopodal też urządzono promocję dla klientów – trzeba było zrobić zakupy na kwotę X i odpowiedzieć na pytanie „kim był Stefan Grot-Rowecki” (to z okazji, że patronuje ulicy). Można był wygrać pralkę (sztuk 1) i lodówkę (sztuk 1). Wpadłem już po zakończeniu promocji i patrzę ze zdziwieniem: lodówka stoi. Zerkam na tablicę ogłoszeń i widzę zabójczy protokół z ogłoszenia wyników – komisja w składzie przedstawiciel organizatora, przedstawiciel klientów, stwierdza, że konkurs przedłużono w zakresie I nagrody, bo wylosowano kupon nieważny (nieprawidłowa odpowiedź).

Pamiętając możliwe odpowiedzi znajdujące się na kuponie* można tylko zadać pytanie – Stefan Rowecki to pierwszy powojenny prezydent RP, czy wybitny polski grotołaz?

Musza płeć

Dialog codzienny z Juniorem:
– A czy są panie muchy?
– Są.
– A czy są panowie muchy?
– Są, tylko trudno odróżnić od pań.
– A to, co nam spada ze strychu*, to ja myślę że to są sami brzydcy panowie muchy…

*jak się otwiera klapę prowadzącą na strych, to zwykle na niej leżą jakieś zdechłe muchy i inne owady..

Wery izy rajder

Napisałem kiedyś notkę o Izy Rajderze Daukszewicza. Zadedykowałem ją Zosi, duchowi bezkompromisowo niezależnemu, a zarazem Człowiekowi przez wielkie C (i na dodatek okazjonalnemu użytkownikowi nicka izy_rajder). Tamtą notką trochę zaklinałem, żeby wróciła bezpiecznie z terapii, do przyjaciół z Internetu i z tego świata bardziej rzeczywistego.

Wtedy wróciła. Teraz już nie wróci.

Idę poszukać czegoś adekwatnego do posłuchania, bo choć wiedziałem, co się święci, to nastrój mam głęboko pod psem.

Kalendarz do łazienki

Nowy Rok to także ten czas, kiedy w całym domu zdejmuje się stare kalendarze, a wiesza nowe (oczywiście jeżeli komuś kalendarz służy także do podpowiadania daty, a nie jedynie tylko i wyłącznie do celów dekoracyjnych, bo wtedy rocznik i miesiąc przestają być istotne). Wyciągnęliśmy więc kalendarze pozyskane drogą kupna bądź prezentem (co się zresztą nie wyklucza – sprawdzić czy nie czytają dzieci wierzące w Mikołaja). Odbyliśmy demokratyczną dyskusję na temat co gdzie powiesić. I jak już osiągnęliśmy konsens co do poszczególnych pomieszczeń, okazało się, że nadal jest co wieszać. Juniorowi wcisnęliśmy do pokoju dodatkowy kalendarz z teatru, na zasadzie „patrz, na tych przedstawieniach byłeś, na której ścianie powiesić?”, ale nadwyżki pozostawały. Do wyboru mieliśmy garaż, przedpokój, łazienkę i kąt pod schodami.

Stanęło na łazience. Wisi na rurze, można się przyglądać spędzając czas w łazience (to zwykły kalendarz ze zdjęciami fotoreporterów Wyborczej, więc nie ma co sobie wyobrażać żadnych cudów:)) Skoro są tacy, którzy mają w łazienkach telewizory..

A teraz coś z zupełnie innej beki

Sa takie kawałki, które lubimy właściwie nie wiadomo za co. W tym konkretnym przypadku bierze mnie energia, którą całość kipi, i to powiedziałbym taka niezła energia, jakąś rolę odgrywa zapewnie jakość zabawy na syntezatorach (w jakiejś chwili zastanawiałem się czy nie maczał w tym palców Chris Lowe) i młodzieżowe wspomnienia dyskotekowe (odrzucam kategorycznie wszelkie sugestie wizualne, bo teledysk po raz pierwszy widziałem.. wczoraj, jak i tropy filmowe, bo za tym konkretnym filmem, z którym kawałek jest związany, szczególnie nie przepadam).

Znakomicie się ten kawałek nadaje na zimowe imprezy typu sylwestrowego (czy ja już nie wspomniałem dyskotekowości), więc jak znalazł. A jeszcze na dodatek ktoś mi go puścił w radio, w mroźny dzień było jak znalazł.

Taaaak. Głupio, czy nie, jak już zacząłem o nim pisać, to konsekwentnie do końca:) A zatem, lejdis and ge..coś tam: Geri Halliwell, It’s raining men (tu sto nieskoordynowanych ruchów). I na rozgrzewkę go!