Święto Wszystkich Świętych to właściwie powinien być dzień radosny, bo to jest jak zbiorowe obchodzenie imienin przez wszystkich (tak, wiem, że nie wszyscy obchodzą imieniny, ze mną samym włącznie), a nostalgiczne Święto Zmarłych to dopiero jutro. Pogoda dziś była tak śliczna, a na dodatek złotopolskojesienny październik utrzymał na drzewach większość kolorowych liści, że tegoroczny kurs po cmentarzach odbywałem (mimo pewnych przeszkód) w optymistycznym nastroju, i takim go wolę wspominać.
Po wizycie na jednym z cmentarzy zbłądziliśmy z napotkanymi członkami rodziny do knajpy na napój gorący lub zimny (wg uznania). W ciągu spędzonych tam pół godziny, więcej niż klientów było chętnych do skorzystania z toalety, których obsługa konsekwentnie odsyłała do odległego o 300 m szaletu. Zdarzył się jednak i typ, który na takie dictum zamówił piwo, skorzystał z toalety i bez słowa pomknął dalej, pozostawiając złoto wypełnioną szklanicę (a nie wyglądał na takiego, co musi natychmiast). Cóż, za te 6 zł, które zapłacił, to mnie już byłoby szkoda nie skorzystać, ale może nie mam gestu.
Przebojem sezonu były podobno aplikacje na telefony, które pomagały wyszukać właściwy grób i nawigowały do niego. Ja póki co trafiam na swoje, natomiast mniej zaawansowanym technologicznie przydałby się może terminal na wejściu do cmentarza, pomagający w odszukaniu na miejscu. Oczywiście pod warunkiem, że na samym cmentarzu pojawiłby się jakiś sensowny system oznaczeń, na razie to zwykły plan jest rzadkością (jak już gdzieś zobaczyłem, zaraz zapamiętałem).
A w ogóle to najfajniejszy był miejski autobus przegubowy, reklamujący kursy autobusem nad morze. Przegubowcem??






