Ruskie slipy na wsiegda

Kiedy Ojciec był mały, usłyszał dowcip, który już wtedy był stary: że ruskie slipy są niepraktyczne, bo cisną pod pachami i przecierają się na kolanach.

Dzisiaj Rodzice zdecydowali, że wobec ochłodzenia na dworze, najwyższy czas zrobić z Juniorem przegląd odzieży zimowej. Po przymierzaniu rajtuzów i spodni, przyszła pora na wielki (otrzymany w prezencie, więc wcześniej nie testowany) kombinezon na całe ciało. Junior od początku był wobec niego nastawiony nieprzyjaźnie, więc już po chwili Ojciec usłyszał, że kombinezon ciśnie Juniora na biodrze. Kombinezon przebijał więc ruskie slipki, bo cisnął zanim został włożony na nogi…

A po założeniu okazał się w sam raz, nawet z rezerwą na całę zimę.

Don’t Speak

Ten kawałek podobał mi się od zawsze. Zawsze zarażał mnie energią, choć nie do końca wiedziałem dlaczego. Ostatnio wpadłem na niego grzebiąc po YT, i puściłem go sobie w odsłuchu.

Przez pierwsze minuty nadal nie wiedziałem o co mi chodziło. Piosnka ładna, dźwięczna, rytmiczna, choć nic szczególnego na pierwszy rzut oka, ot rockowy kawałeczek (aczkolwiek czaiła się w nim jakaś ukryta energia). Dwie zwrotki, zwrot i przejście do przyjemnej gitarowej solówki, jak w klasycznym schemacie. Potem znowu od początku kawałek partii wokalnej prawie bez wspomagania…

O różnicy między geniuszem a banałem decydują niesamowicie proste drobiazgi. Po 2’45” piosenki ładnej, lecz prawie bez właściwości, nastąpiło do bólu proste uderzenie basem, które niczym zwolniona sprężyna uwolniło całą skrywaną dotąd energię z siłą kilku kiloton. Od tego momentu aż do końca głowa ruszała się w rytmie bez względu na to, czego chciał od niej rozum.

Nie należy nic mówić, po prostu poddać się temu. Uwaga na głowy.

Taniej nie będzie

Robiłem porządki w papierach. Wziąłem do ręki zawiadomienie z banku o aktualnej wysokości raty kredytu od Franka. Z odrobiną zadowolenia przyjąłem, że rata trochę znów niższa, i tak sobie przeleciałem szybko wzrokiem po całości, aż dotarłem do aktualnej stopy oprocentowania. I – aż zwątpiłem. Zastanowiłem się przez chwilę, popatrzyłem jeszcze raz w niedowierzaniu i wyciągnąłem z segregatora umowę kredytową. Było dokładnie tak, jak mi się wydawało: stopa oprocentowania była równa marży powiększonej o stopę referencyjną w wysokości 0,005% rocznie (słownie: pięć tysięcznych procenta). 

Nawet jeśli Szwajcarzy utrzymają ujemne stopy procentowe w banku centralnym, to na rynku międzybankowym chyba jednak nikt nie będzie brał pożyczek, do których będzie dopłacał.

Progi i mandaty, czyli czy zagłosować tym razem na PO

Jak wielu ludzi, zastanawiam się intensywnie, gdzie postawić krzyżyk na karcie w niedzielę (co na niej przy okazji dopisać, to akurat można swobodnie puścić wodze fantazji). Listy kandydatów są jakie są, raptem jeden kandydat znajomy na tyle, żeby można mieć do niego odrobinę zaufania (oczywiście całą masę sześciorzędnych polityczków z nazwiska też znam), aczkolwiek do jego ugrupowania wielkim entuzjazmem nie pałam (zresztą chyba od dekady nie ma już takiego, do którego mógłbym zapałać).

Przeprowadziłem małą analizę matematyczną. Sięgnąłem po wyniki ostatnich wyborów do sejmiku, uznajac je najbardziej miarodajne (sondaży dla poszczególnych okręgów się nie robi). Porównałem sobie granice okręgów – mój obecny okręg jest sumą dwóch okręgów sejmikowych, pomniejszoną o powiat pszczyński i miasto Zabrze. Podliczyłem więc sobie głosy w tych okręgach, przeliczyłem na mandaty – i wyszło mi, że gdyby ludzie głosowali tak samo jak przed rokiem, to na 12 mandatów 5 zgarnęłaby PO, 3 – PiS, a po 2 – SLD i RAŚ.

Wyniki te są oczywiście nie do powtórzenia, bo RAŚ nie startuje w wyborach do Sejmu. Część ich elektoratu prawdopodobnie zostanie w domu, część może poprzeć PO (jeden z kandydatow cieszy się nieformalnym poparciem), nie wykluczam też poparcia dla Palikota (ostatnio niektórzy dostrzegli w jego programie przychylność dla regionalizacji). Spodziewam się więc, że rozkład mandatów będzie w którejś z następujących kombinacji: 6-3-2-1, 6-4-1-1, 5-4-2-1, 5-3-2-2 (PO miała na tyle dużą przewagę, że nie bardzo widzę możliwość ich przegranej w tym okręgu). 

I w związku z tym mam dylemat – czy zagłosować:
a/ na kandydata, o którym już była mowa, za którego indywidualnie się wstydzić raczej nie będę – który jednakże z racji wysokiego dość miejsca, powinien zgarnąć mandat i tak (a ja nie będę uczestniczył w nakręcaniu dobrego samopoczucia partii rządzącej),
b/ na anonimowego łosia z ugrupowania absolutnie niebiorącego w moim okręgu (musiałoby być dwa razy tyle mandatów), które jednak ma szansę sporo zgarnąć w innych regionach, jeżeli tylko przekroczy próg – a jeśli polegnie na progu, to jego potencjalne mandaty trafią raczej w ręce PiS.

Mam jeszcze kilka dni do ostatecznego namysłu. 

O własnej twardości, czyli o łupaniu orzechów

Jackie Chan w jednym ze swoich starszych filmów (w „Pijanym mistrzu”) rozłupywał orzechy włoskie dwoma palcami (nie żeby się szczycił tym szczególnie, raczej pokazywał ciężką swoją dolę, kiedy jako uczeń musiał w ramach treningu nałupać ich całą miskę).

Nasza swojska Sienkiewiczowska Jagienka preferowała rozłupywanie orzechów (laskowych pewnie) sempiterną. O twardą ławę na szczęście.

Którą metodę byście wybrali, tę cudzoziemską, czy tę rodzimą? Ja dzisiaj rozłupywałem rękami. No dobra, nie paluszkami, tylko całymi dłońmi. No dobra, tylko takie nadtłuczone. Dziadka do orzechów zresztą mam.

(miałem właściwie napisać zupełnie inną, poważniejszą notkę, ale nastroju nie mam; za to mam połupane orzechy)

Obrazy kłamią

Jest taka powieść Jerzego Kosińskiego „Kokpit”. Jej bohater, człowiek po Kosińskiemu szczególny, staje się pewnego razu świadkiem wypadku samochodowego. Wyciąga swój prawie nieodłączny aparat fotograficzny, robi całe serie zdjęć rozmaitych szczegółów, po czym przegląda odbitki (tak, to czasy przedcyfrówkowe) i układa z nich dwa zestawy. Każdemu z uczestników wypadku wysyła jeden zestaw: taki, z którego wynika, że ta druga strona była winna wypadku.

Przypomina mi się ta scena, ilekroć powraca temat powtórek wideo w sporcie profesjonalnym. Kiedy patrzymy bowiem na różne powtórki, też się zdarza, że widzimy zupełnie różne wersje. Ot, w niedawnym omalże legendarnym meczu Polski z Niemcami, kiedy przyjrzymy się powtórkom wślizgu Głowackiego na Muellera, po którym podyktowano karnego – patrząc z jednej strony, widzimy, że Głowacki nie zahacza o lewą nogę Muellera, natomiast prawdopodobne wydaje się, że trafia go w prawą. Powtórka z przeciwnej strony pokazuje zaś dla odmiany, że Głowacki omija prawą nogę Muellera, natomiast lewa wygląda jak celnie trafiona… Ile powtórek musimy obejrzeć, żeby wyrobić sobie zdanie, i przede wszystkim – kto będzie dokonywać ich wyboru?

I żeby nie wyszło, że tylko malkontencę – w siatkarskiej PlusLidze wprowadzono tego roku na wzór tenisowy challenge (chyba 1 na set). I już w pierwszej kolejce, w meczu Trefla Gdańsk ze Skrą Bełchatów, Wlazły zakwestionował wywołanie autu po jego ataku. Z powtórek puszczanych przez realizatora TV wynikało, że piłka odbiła się wyraźnie za linią. Ale kiedy realizator pokazał widok na monitor sędziego technicznego (nie obraz z tego monitora, tylko widok na monitor właśnie), to piłka była wyraźnie na linii…

Może jestem jakiś staromodny, ale jeżeli mam do wyboru zdać się w spornych sytuacjach na tradycyjne oko sędziego, albo na wybór powtórek dokonywany przez realizatora, to wolę zaufać sędziemu. Zwłaszcza że powtórki też mogą być niewystarczające – skoro do rozstrzygnięcia, czy w meczu Liverpool-Chelsea po strzale Luisa Garcii piłka przekroczyła wystarczająco linię, potrzebna była technologia rakietowa. I nie przypominajcie mi wszystkich błędnych decyzji sędziowskich, ja o nich wiem i pamiętam.


Rewia traktorów

W sobotnie popołudnie spacerujemy sobie bocznymi ścieżkami. Niby październik, a na polach praca wre, traktory huczą. Jedne przewracają lub zbijają w bele siano, inne uprawiają orkę, jeszcze inne kopią kartofle. Junior obserwuje je wszystkie bacznie, po czym komentuje:

– O, a ten traktor to kabriolet..

Istotnie, jeden był bez kabiny. Rodzice natychmiast zaczęli w duchu rozważać, który byłby sedan, a który limuzyna.

Aniołki Avitala (a nie Ariego, oczywiście)

Włączyłem dziś wieczorem telewizor, żeby się zrelaksować. Champignons League nie mam dostępnej, więc znalazłem relację z siatkarskich Mistrzostw Europy, gdzie Azerki grały z Holenderkami.

Na parkiecie działo sie ciekawie, bo Azerki nie dość, że nie chciały się poddać, ale momentami solidnie lały faworytki, wygrały pierwszego seta i śmiało zmierzały do powtórki w drugim. Laniu przewodziła atakująca Rahimowa, która tłukła z siłą i dynamiką młodego Wlazłego, a że dostawała co najmniej połowę piłek, to i wyniki miała efektowne (choć było to jednak bardziej podobne do często spotykanego w siatkówce kobiecej modelu „gramy na wysoką skuteczną atakującą, która trafi nawet z ławki rezerwowych”).

Holenderki jakimś cudem wygrały jednak drugiego seta, broniąc cztery setbole, a Rahimowa podzieliła los Wlazłego – zabrakło zdrowia, to i skuteczność się skończyła, ledwo potrafiła skończyć cokolwiek. Od tego momentu mecz zaczął przypominać egzekucję (w pierwszych dwóch setach 50:50, w dwu następnych 50:33 dla Oranje) i można było patrząc na efektowną grę Holenderek, mniej odczuwać wyrzutów, kiedy wzrok z piłki uciekał na grające. A drużyna holenderska była wręcz świetlista od blond czuprynek (oczywiście z pewnymi wyjątkami). Debby Stam mam w pamięci zakodowaną od dawna, ale rozgrywająca Laura Dijkema to odkrycie tego turnieju. Diabolicznie piękna i zabójczo skuteczna, albo na odwrót.

Laura Dijkema Holandia Netherlands

A gdyby Vettela nie było

Tegoroczny sezon F1 zdaje się nudny, bo zdominowany przez jednego aktora. Doprawdy, tylko fantaści są w stanie rozważać, czy Jenson Button ma jeszcze szanse przegonienia aktualnego lidera – potrzebuje do tego ni mniej, nie więcej, tylko kompletu zwycięstw w ostatnich pięciu wyścigach i najlepiej do tego kontuzji Vettela, żeby przez przypadek nie zdobył ani punktu. Nieco tyko mniej pewny jest tytuł zespołowy dla RedBulla, bo żeby nawiązać jakąkolwiek walkę, to McLaren musiałby trzykrotnie ich ograć dubletem do zera, żeby w pozostałych dwóch wyścigach była jakaś szansa na rywalizację (Ferrari nie ma szans nawet teoretycznych). 

Dominacja Vettela przesłania nam zarazem sytuację za jego plecami, która jest równie ciekawa, jak walka o tytuł w ostatnich kilku sezonach. Oto bowiem między drugim a czwartym miejscem są ledwie trzy punkty różnicy, a piąty Hamilton, seryjnie gubiący ostatnio punkty, traci ich do drugiego miejsca raptem 17, czyli mniej niż za jedno drugie miejsce. I stąd tytułowe pytanie: a gdyby Vettela nie było, to jak bardzo fascynująca byłaby walka o tytuł? Wiedziony odruchem nawet chciałem zacząć przeliczać wyniki, żeby Vettela z list usunąć, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że to bez sensu: trzeba się sporo narobić, a jednocześnie zmieniając zawodnikom pozycje i odpowiednio przeliczając liczbę uzyskanych punktów, a doświadczenie uczy, że sposób przeliczania miejsc na punkty nie jest najważniejszy. Poza tym gdyby nawet wygumować Vettela niczym nieprawomyślnych komunistów ze zdjęć partyjnych w Sojuzie, to jednak przecież nachodzi człowieka myśl, że Red Bull jednoosobowo by nie jeździł, i gdyby tam do drugiego fotela wcisnąć choćby Ricciardo, to też kto wie jak by się sprawował (czy bardziej jako Badoer zastępujący Massę, czy jak Vettel zastępujący Kubicę). 

Gratulując więc obrony tytułu miestrzowskiego, będę spoglądał na tor tak jakby Vettela na nim nie było. A w ogóle to przecież o jazdę chodzi, nie o to kto wygra, przynajmniej w tym sezonie. 

Życiowa szansa

Dostałem interesującą ofertę. Mailem, bo dzisiaj interesujące oferty potrafią przyjść przeróżnymi drogami (kiedyś headhunter namierzał mnie przez Naszą-klasę, może dlatego już tam w zasadzie nie bywam). Oferta wydała mi się na tyle po Churchillowsku atrakcyjna i grzeczna zarazem, że aż postanowiłem się nią podzielić z innymi, bo ja chyba nie skorzystam, ale może ktoś…

Szanowny Przyjacielu,

Nasza firma oferuje Ci mozliwosc wziecia udzialu w kursie przygotowawczym
dla osob ubiegajacych sie o stanowisko w dziale zarzadzania platnosciami.
Podczas kursu nasi menedzerowie naucza Cie, jak poslugiwac sie
nowoczesnymi instrumentami kontroli platnosci. Musisz byc uwazny, skupiony, gotowy do
ciezkiej pracy i rozwijania swoich umiejetnosci w duzej firmie.

Za kurs obowiazuje oplata (1000 EUR).
Kurs przygotowawczy trwa jeden miesiac.

Plan zajec kursu jest elastyczny (2-4 godziny dziennie, 2-4 dni w tygodniu).
Uczestnicy sa zobowiazani do podpisania oficjalnej umowy obowiazujacej
w okresie trwania kursu przygotowawczego. Jesli chcialbys zglosic sie do
uczestnictwa w kursie, prosimy o przyslanie nam swojego CV
na nasz adres e-mail: exxo.denmark@juno.com

Nasz menedzer skontaktuje sie z Toba w celu wypelnienia formularza rejestracyjnego.

Dostałem już ze 3 razy, więc wolne miejsca jeszcze chyba są. Sprzedajcie butelki (handlowanie własnymi nerkami odradzam) na opłatę przygotowawczą i znajdźcie w sobie gotowość do ciężkiej pracy!