Down, down, Muammar

Kiedy dekady temu spędzałem czas w bezpośrednim sąsiedztwie mnogości portretów Muammara, telewizję włączaliśmy rzadko, bo lokalna TV (dostępna dziś na satelitach) pokazywała mało co (a do łapania sygnału z innych państw trzeba było solidnej anteny i korzystnej pogody). Była wyłącznie po arabsku, oczywiście, więc zrozumieć się wiele nie dało, ale obrazy zawsze coś mówią. I na zawsze będę pamiętać mapy, na których w miejscu Izraela ziała czarna dziura („tam jest coś, co nie istnieje”) oraz spontaniczne demonstracje ludowe, na których tradycyjnie protestanci palili amerykańskie flagi i skandowali „Down, down, USA”.

Odkąd się zaczęło powstanie, któremu szczerze kibicowałem, planowałem, że pod takim właśnie tytułem napiszę notkę z okazji ostatecznego upadku Kaddafiego. Teraz już mogę. I szczerze mówiąc, nie odczuwam szczególnej radości z jego śmierci. Nie w ten sposób, na pewno. Być może czas i odległość ostudziły moje uczucia, a być może to nawet jakiś przejaw syndromu sztokholmskiego.

Pojawiają się rozmaite zdjęcia, umarłego, umierającego czy jeszcze żywego, każdy może sam znaleźć, Ja jego koniec zilustruję zdjęciem jego pistoletu, od którego być może zginął. 

golden gun of Kaddafi złoty pistolet Kaddafiego
(zdjęcie: Thaier Al-Sudani, Reuters)

Halas.

Dodaj komentarz