Minęło niedawno ćwierć wieku, odkąd miałem okazję zetknąć się z jego państwem. Był wszędzie ze swoimi podobiznami oraz cytatami ze swojego wielkopomnego dzieła. Dzisiaj trudno mi może odnaleźć dokładne odzwierciedlenia podobizn z tamtego czasu, ale te dwa będą nienajgorsze:

Był to towar powszechnie dostępny i żartowaliśmy sobie nieraz, że pokażemy przywiązanie nabywając dywanik, po czym przeznaczymy go na wycieraczkę (były też pomysły z tarczą do rzutek, ale to już bardziej sztampowe). Nie ukrywajmy: nie odważylibyśmy się tego zrobić tam na miejscu, gdzie na wszelki wypadek traktowaliśmy go jak Sami-Wiecie-Kogo, nie wymawiając nazwiska, żeby nie prowokować głupich myśli ze strony lokalnych; w stałym użyciu były pseudonimy typu „prezes”, „Kazio” czy „Kowalski” (to z tych, które dobrze zapamiętałem), a i to najlepiej wśród swoich (różni Libijczycy sporo czasu spędzali w Polsce i nigdy nie było wiadomo, który ile być może po polsku rozumie). Aż nagle zobaczyłem sceny, które to wszystko przypomniały:
(za blogiem Al Jazeera, choć nie wiem, czy zdjęcie robione na ulicach libijskich)
Kiedy ponad 20 lat temu odzyskiwaliśmy w wyborach wolność, byłem wśród tych portretów. Jechaliśmy na głosowanie jakieś 100 czy 150 km, potem nasłuchiwaliśmy Jedynki i Wolnej Europy, co powiedzą o wynikach, nie uczestnicząc bezpośrednio w tej radości. Dzisiaj, kiedy Libijczycy być może odzyskają wolność, jestem równie daleko od nich, jak wtedy „od nas” i wypatruję strzępów wiadomości, jakie można znaleźć przez Internet. Mam nadzieję, że skończy się dla nich radośnie. Dla niego..