Zawalidrogi

Wjeżdżam do miasteczka, dobrze sobie znaną drogą. Przede mną, na moim pasie ustawiła się wielka ciężarówka, w skrócie tir (na niemiejscowych numerach rejestracyjnych). Zerkam ostrożnie na przeciwległy pas, czekam aż przejadą ci z naprzeciwka, omijam tira. Jakieś dziesięć minut później wyjeżdżam tą drogą z miasteczka, tir nadal jest na drodze, lecz… tym razem na przeciwnym pasie (czyli znów mi na drodze staje). Wlokąc się się koło za kołem obserwuję, jak tir ostrożnie cofa do nieodległego skrzyżowania, na którym zmylił drogę.

A znów parę dni wcześniej jechałem do innego miasteczka, drogą przez wieś, pole i las. Nie popędzałem auta (bo właśnie sprawdzałem, czy uda mi się pobić rekord zasięgu na baku, co mi się i udało, i nie), co pozwalało przejeżdżać leśne zakręty bez odjęcia, dojechałem do końca lasu. Zobaczyłem przed sobą cysternę, wydawało się że jedzie sprawnie, lecz zaczęła zwalniać, obszar zabudowany, pomyślałem, zwolniłem. Wydało mi się że zwalnia coraz bardziej, zerknąłem w łuku… potem jeszcze raz się wysunąłem zza niej na prostej… i aż mi się wierszyk w głowie zaczął układać.

Jedzie cysterna
przed cysterną tir
przed tirem autobus
przed autobusem dźwig 

Lubię takie historyjki składać po trzy na raz (omne trinum perfectum), ale nie będę ściemniał, trzecia mi się szczególnie nie zapamiętała żadna, a zmyślać… mi się nie chce. Już w końcu niejedną taką zanotowałem.

Problem uchodźców na jednym zdjęciu

Nie, nie będzie trzyletniego Aylana na plaży.

Miałem kiedyś kolegę. Poznaliśmy się w Afryce jako nastolatki (on był kilka miesięcy młodszy), wieki temu, byliśmy całkiem zaprzyjaźnieni. Pół roku później wyjechał i już go nie widziałem, dopiero w czasach fejsbuka nawiązaliśmy ponownie kontakt (choć on używa fejsa bardzo oględnie). I tak pośród flejmów o uchodźców i ich przyjmowanie wskoczyło mi na tablicę zdjęcie jego córeczki. Uznałem to za.. znamienne. Kiedy M. wyjechał, to został uchodźcą,* wylądował w niemieckim obozie dla azylantów (zamiast wrócić do Gdyni). Ostatecznie trafił z rodziną do Stanów, dziś właściwie jest Amerykaninem, ma żonę Azjatkę (Koreankę chyba). Kurczę, doszło do ubogacenia w ten sposób, czy nie?

Ale to nie zdjęcie tej małej się tu pojawi, nawet nie zamierzałem tego rozważać ani tym bardziej o zgodę prosić. Zdjęcie, które wybrałem, będzie bezosobowe, opowie historię ludzi nie pokazując ich samych. Właściwie to nawet dwa zdjęcia, pokazujące w zasadzie to samo…

Homs Syria 2011 2014

Ta sama ulica, tylko nieco inaczej wyglądająca. Ludzie, którzy przy niej mieszkali (jeśli żyją), musieli szukać schronienia w innych miejscowościach, obozach, krajach. Być może o niektórych próbuje się dziś mówić, że to roszczeniowe młode byczki, które zagrażają naszej kulturze (i nawet może odrzucają kanapki z szynką).

*właściwie może raczej imigrantem, ale kto z uciekających na Zachód się nad tym zastanawiał?

Nic się nie stało!!!

Bo przecież strzeliliśmy bramkę na wyjeździe, więc liczy się podwójnie.

Bo przecież Niemcy nie zatrzymali Lewego.

Bo przecież Niemcy zagrali nie fair – podstępnie nie zalali wodą boiska we Frankfurcie.

Bo przecież to my mamy pociąg.

Bo przecież zaczyna się weekend.

Blog Day?

Nie wiem, czy tradycja obchodzenia w ostatni dzień sierpnia Blog Day jest jeszcze aktualna, ale nastawiłem się psychicznie, że go uhonoruję. Tak bardzo, że już w trakcie roku zamiast zapisać tylko w pamięci blogi do polecenia i potem zapomnieć jakie, w tym roku odnotowywałem je zawczasu. 

Więc, drodzy blogerzy i blogoczytacze – zapraszam na wycieczkę:
1. NRD Blog – jak sama nazwa wskazuje, tematem przewodnim są Niemcy 😉 ze szczególnym uwzględnieniem motoryzacji, techniki i muzealiów; perłą tego bloga jest inżynierska analiza humoreski Tuwima
2. Pozywam – wbrew tytułowi blog pewnego sędziego (a nie adwokata), głównie dla fachowców, ale nie tylko (choć na pewno nie dla pieniaczy i wszystkowiedzących)
3. Vontrompka – genialne komentarze do rzeczywistości (nawet jeżeli z jednej tylko perspektywy pisane, ale każdy komentuje ze swojej, jak wiadomo)
4. Między Rurytanią a Molwanią – niedawno dopiero odkryłem, że Ziemowit Szczerek bloga posiada, a szkoda
5. Blogroll – zgodnie z tradycją polecam wszystko co polecam na co dzień w formie linków w kolumnie po lewej (trzeba wyjść z notki na widok ogólny).

No to Happy Blog Day czy jakoś tak.

Migawki z pirackiej zatoki

Stare miasto pirackie (korsarskie chyba byłoby precyzyjniej). Piratów już nie ma, zostały wolne ptaki morskie. Kiedy siadają na latarniach to nie wydaje się to niczym dziwnym, takoż na markizach sklepowych (choć w oknach, domowych czy hotelowych, nieco zaskakują), ale kiedy taki rozsiada się na masce zaparkowanego na starówce hyundaia, to juz różne myśli przychodzą do głowy. Ale i tak królem było to ptaszysko, które w sobotni wieczór wylądowało na środku głównej ulicy handlowej. I nie, nikt go nie próbował rozjechać, z szacunkiem jak dla pirata.

mewa St-Malo intra muros Bretania Bretagne Francja

Kiedy w niedzielę wieczorem (po 21) potrzebujesz czegoś z apteki, to zgodnie z informacją udzielaną w biurze informacji turystycznej St-Malo należy skontaktować się z policją. Szpital przyjmuje jednakowoż całą dobę.

Schodzimy w dół uliczką w kierunku plaży. Urokliwe domki, na niektórych tablice z nazwami, jak Atma w Zakopanem czy Krystyna w Krynicy. Na jednym z frontonów dostrzegam napis Petit Riviera, Mała Riwiera, zastanawiam się w duchu czy to pretensjonalność czy poczucie humoru, droga jednakowoż faktycznie solidnie w dół, samochodem pod górę w najlepszym razie na dwójce (choć zaraz, czy to nie była jednokierunkowa?) 

St-Malo plage Four Chaux Bretania Francja

Fakrebleu, takie słowo ciśnie się na usta, kiedy idziesz wąskim chodnikiem i nagle czujesz grube krople lecące na głowę (z racji ślicznie grzejącego słońca nie rozważasz nawrotu deszczu, parasol złożony ledwie parę minut temu). Zadzierasz głowę by sprawdzić co się dzieje, by po chwili wciąż w pełnym słońcu dostać w łeb jak z wiadra prawie. Z mokrą głową biegniesz pod parasolem, słońce nadal grzeje, śmiech jest gromki i serdeczny.

Śmieci w depozycie – podejście praktyczne

Leniwa letnia niedziela. Już po powrocie ze spaceru przez dzikie ostępy nad kanałem, teraz relaks przy szklanym naczyniu z ciemną zawartością. Przychodzi mi do głowy, że warto by napisać o czymś lekkim a od dawna przemykającym…

O depozytach sądowych i ich zabawnych z pozoru przedmiotach pisałem już kilkakrotnie, ostatnią notkę w tej kwestii zakończyłem uwagą, że zawsze dojdziemy do punktu, w którym w depozycie znajdą się rzeczy od początku stanowiące śmieci. Takie jest życie, nic się nie da poradzić na to, że w toku postępowania dowodem będą:

wezwanie do odbioru depozytu śmieci sąd

albo:

wezwanie od odbioru depozyt śmieci sąd

(zdjęcia… zwielokrotnione z profilu Sędzia płakał jak oddalał)

I tu refleksja: w świetle obowiązujących przepisów, śmieci (odpady) stanowią własność gminy. Skoro tak, to przecież wystarczyłoby wezwać gminę, żeby przysłała kogoś z workami na śmieci, sortowane i zwykłe. Co najwyżej mógłby się pojawić spór, do której gminy te odpady właściwie należą…

Zdjęcie dnia

Mówią, że jedno zdjęcie jest odpowiednikiem tysiąca słów. Zastanawiałem się właśnie, czy i jak podsumować zakończone właśnie lekkoatletyczne mistrzostwa świata, najważniejszą sportową imprezę sezonu, tak dla nas radosną. Wszedłem po raz ostatni (tak sądzę) na oficjalną stronę mistrzostw – i ona podsumowała to za mnie.

pekin2015Zajęliśmy miejsce przed Niemcami, przed Rosją, przed Kanadą, przed Chinami. Jak za czasów Wunderteamu. Nawet jeśli Kamila Lićwinko (po prawej) nie wyleciała ponad poziomy, bo wyrównanie rekordu Polski dało jej „tylko” czwarte miejsce (gdyby go pobiła w pierwszej próbie, miałaby złoto, gdyby w drugiej – brąz). 

 

Migawki cydrowe

No więc cydr jest tu wszechobecny, w przeróżnych wersjach (wytrawny, słodki, dogazowany, z beczki, gruszkowy…), to jego ojczyzna. Butelka cydru czekała na nas na powitanie. Bez problemu można byłoby wypełnić sobie wannę cydrem, gdyby ktoś miał taki kaprys (możecie zapytać Szyszki, ona w takich sytuacjach uśmiecha się specyficznie).

W creperie na stołach nie czekają kieliszki do wina, lecz kamionkowe filiżanki, czarki raczej, dzbanek cydru w zestawie firmowym (dowolne naleśniki plus cydr) przybędzie później.

cydr restauracja creperie St-Malo Bretania Bretagne

W Dinard wynajdujemy lody o smaku cydru, kupujemy bez namysłu – ale tu jednak odrobina rozczarowania, bo w smaku to jednak tylko znakomite lody jabłkowe (może prawidłowo byłoby: o smaku pieczonego jabłka lub o smaku tartych jabłek). Może po prostu robili je na słodkiej odmianie cydru, a nie na szlachetnym, wytrawnym brut.

Byłoby strzelić jakimś korkiem… 

Melduję wykonanie zadania

Nieeee, nic o polityce, nic z tych rzeczy. Po prostu: czytałem, czytałem i doczytałem. Właśnie skończyłem pięćdziesiątą drugą książkę w tym roku, czyli sprostałem wyzwaniu podjętemu na początku roku. O tym jak mi idzie pisałem po pierwszym kwartale i po drugim kwartale, a że wakacje (i długie podróże) sprzyjają czytaniu, to łatwiej było pochłaniać kolejne książki: na papierze, w komputerze czy w czytniku.

To teraz dla porządku uzupełniam listę:

40. Oksana Robski, Szczęście nadejdzie jutro
41. Wawrzyniec Podrzucki, Uśpione archiwum /e/
42. Wawrzyniec Podrzucki, Kosmiczne ziarna /e/
43. Wawrzyniec Podrzucki, Mosty wszechzieleni /e/
44. Joanna Dziwak, Gry losowe /e/
45. Adam Wiśniewski-Snerg, Robot /e/
46. Terry Pratchett, Łups! /p/
47. Daniel Kot, Kierunkowy 22 /e/
48. Adam Wiśniewski-Snerg, Nagi cel /e/
49. Jerzy Żuławski, Na srebrnym globie /e/
50. Anne Tyler, Święty Być Może 
51. Szczepan Twardoch, Drach
52. Alice Munro, Widok z Castle Rock 

Na koniec kwartału uzupełnię znowu, bo – żeby nie było – czytam oczywiście dalej i liczę dalej (choćby po to, żeby w jakiejś chwili osiągnąć stan przeczytania 52 książek od początku do końca -wspominałem na samym początku, że sporo książek mam zaczętych, tyle co lub ho-ho-ho temu, czasem miałem 100 stron przeczytanych a czasem 100 do przeczytania – ale zadanie i tak uznaję za wykonane na swoich zasadach, w końcu nie liczę książek które przeczytałem po raz kolejny, tylko w ostatnim czasie było ich ze trzy).

Lojalnie uprzedzam, że nie każdą książkę z mojej listy polecam (ale jak już zacząłem to i przeczytałem…)

Omaha Beach

Tego dnia było pochmurno. Kiedy wysiedliśmy, założyliśmy pelerynki, przynajmniej dla ochrony plecaków z podręcznymi rzeczami. Ruszyliśmy przez piasek, deszcz stawał się mocniejszy z każdą chwilą.

plaża Omaha Beach Easy Red Normandia Normandy

Ponura pogoda nie zachęcała do rozmów, szliśmy więc w milczeniu przez Easy Red w kierunku St-Laurent-sur-Mer. Spoglądałem w zadumie to na morze, to na szeroki pas piasku, to na wznoszące się nad plażą zielone zbocza (wiedziałem, że pewnie znajdę tam stare umocnienia) – i myślałem o tych chłopakach z Wielkiej Czerwonej Jedynki (autobus stawał na minirondku przy kamieniu z czerwoną jedynką) i z Dwudziestej Dziewiątej, przemieszanych tu kompletnie, którzy starali się przeżyć i dać szansę przeżyć kolegom, pchając się na te zbocza. 

plaża Omaha Beach Easy Red Normandia Normandy

plaża Omaha Beach Easy Red Normandia Normandy

Gdyby była dobra pogoda, szlibyśmy dalej do Vierville, a może i do Pointe du Hoc. Ale my mogliśmy się wycofać.

plaża Omaha Beach St-Laurent-sur-Mer Normandia Normandy