Stanąłem na chwilę przed księgarnią (mówiąc szczerze, musiałem dokończyć pączka przed wejściem do zupełnie innej instytucji, dlatego do tej księgarni nie wszedłem po prostu). Przyglądałem się przez szybę, co tam ciekawego opublikowano i próbuje się sprzedać, te wszystkie wampiry,? smoki i trony, albumy i romanse. Na wyższej półce stały jakieś pudełka, wyglądające jakby zawierały jakieś kolekcje (to modny sposób sprzedaży), aż mi serce zabiło, jak na jednym zobaczyłem nazwisko Joe Alex. Przyjrzałem się uważnie, zobaczyłem 4 znajome tytuły. Coś mi jednak w tym pudełku nie pasowało, zwłaszcza wymiarami.
Joe Alex to mistrz specyficznej formy kryminału, opartego z jednej strony na konstrukcji ściśle zamkniętego miejsca zbrodni (tak że lista potencjalnych zabójców jest zawsze zamknięta i znana), a z drugiej strony na błyskotliwym rozumowaniu w oparciu o rozmaite drobiazgi i niuanse. Od czytelnika starającego się zmierzyć z zagadką, wymagana jest duża uwaga i koncentracja. Język tych powieści jest wprawdzie elegancki, jednak nie stanowi na tyle wartości sam w sobie, aby traktować je jako źródło doznań literackich (w końcu Maciej Słomczyński pisał je w przerwach między tłumaczeniami wielkiej literatury, dla rozrywki raczej).
Pudełko zawierało kolekcję 4 audiobooków Joe Alexa. Osobiście nie rozumiem, jak można próbować mierzyć się z kryminałami Joe Alexa słuchając zamiast czytając (no chyba że ma się problem ze wzrokiem, oczywiście), albo kto o zdrowych zmysłach odnajdzie przyjemność w ich słuchaniu dla samego słuchania (do uprzyjemniania np. długiej jazdy nada się może jakaś dynamiczna powieść sensacyjna, typu Ludlum czy McLean, a nie śledztwo prowadzone przesłuchaniami). Nie kupiłbym więc nawet gdybym nie miał kompletu na półce, mimo iż w zestawie takie cudności jak Jesteś tylko diabłem czy Śmierć mówi w moim imieniu. Ale też ja jestem bezwzględnie wzrokowcem, a nie słuchowcem.