Wietrzenie blogrolla

Odbyło się. Nie ma w tym żadnej tradycji, ot po prostu siedziałem leniwie przy komputerze, pomyślałem sobie Mrożkowsko „a może by tak coś dodać…”, potem pomyślałem „a gdzie to zmieścić…”, a potem zacząłem wietrzyć.

Bo to wisiały na blogrollu (czyli tak naprawdę w zakładce Staram się zaglądać) różne blogaski, niektóre od wieków nieaktualizowane, niektóre oficjalnie zarzucone, inne zaś takie, na które przestałem zwyczajnie zaglądać z przyczyn najróżniejszych. Nie jestem jakimś rygorystą, niektóre zostały na kolejne wietrzenie, czyli ad calendas graecas, także w cichej nadziei, że kiedyś coś się tam objawi. 

Powrzucałem zaś takie na które bym czasem pozaglądał, zwłaszcza jeśli trafię przez nie na inne takie co też bym chętnie pozaglądał (prościej byłoby pewnie wrzucić linki do wszystkich, ale taki nawyk oszczędzania miejsca mam, i już). I też nie twierdzę że to lista kompletna (tych co zaglądam), niektóre odwiedzam jak mi fejsbuk zamelduje „napisali”, a niektóre… sklerozę mam, no.

Kiepsko wydziergane

Nowy Rok dobrze zacząć od czegoś miłego i optymistycznego, dlatego powstrzymałem się od napisania na parę irytujących tematów – aż znalazł się lepszy.

Nowy Rok spędziłem głównie na słuchaniu Trójki i śledzeniu, jak sobie radzą w kolejnym wydaniu Topu Wszech Czasów moi wybrańcy (poradzili sobie tak sobie, mówiąc szczerze). Po zakończeniu rozpoczęły się rozmaite dyskusje (głównie pod znakiem „nudno, znów te same piosenki i w prawie tej samej kolejności”), ktoś rzucił hasło, że brakuje utworów najnowszych, XXI-wiecznych (a Adela, to pies?). I tak od słowa do słowa, ktoś wrzucił.

Nigdy o tym wykonawcy wcześniej nie słyszałem (tytuł utworu brzmi jak prowokacja pod adresem paru uroczych znajomych specjalizujących się w dzierganiu, motto rodowe: All you knit is love). „W kiepsko wydzierganym swetrze” ma może bardzo nieskomplikowaną linię melodyczną zwrotki, ale frazy, jakie wrzucają między zwrotkami, zapadają w pamięć bardzo głęboko, że chce się solidnie zakarbować wymyślną nazwę: mewithoutYou.

Może to kiepsko wydziergane, ale za to jak zagrane. In a Sweater Poorly Knit.

 

Postanowienie noworoczne

Na Nowy Rok Junior postanowił sobie, że dotrwa z Rodzicami do jego rozpoczęcia. Zostało mu nieco ponad trzy i pół godziny, zobaczymy jak to pójdzie. Balony już nadmuchane i popodbijane, teraz zdaje się (po kąpieli) przyjdzie pora na serpentyny.

Ojciec jeszcze nie wie jak to wszystko wytrzyma, rozważa użycie płyty z jakimś adekwatnym filmem (na stacje telewizyjne ciężko w tym względzie liczyć), w ramach desperacji może zniesie z dołu komputer z grami (z laptopa nie wszystko pójdzie) i podłączy do telewizora. Tęsknie spogląda na szafkę z winem…

Na wypadek gdyby nie było okazji, to Ojciec w imieniu własnym, Juniora i całej Reszty życzy wszystkim wszystkiego dobrego w Roku Pańskim 2015 (czy jak tam kto liczy).

Fikcja wyrokowania na rozprawie

W trosce o najwyższą jakość usług… reformuje się, także w wymiarze sprawiedliwości. W sądach wprowadza się informatyzację, jak również poprawia przepisy proceduralne. Efekty bywają różne – czasem spektakularne, czasem niedostrzegalne, czasem dokładnie odmienne od zamierzonych.

Dziś pochylę się nad dwiema osobnymi zmianami. Pierwsza polega na tym, że na rozprawie apelacyjnej dopuszczono wyraźnie możliwość (pod pewnymi warunkami) odstąpienia przez sąd od przedstawienia stanu sprawy, czyli tzw. referatu. W praktyce wygląda to tak, że przewodniczący informuje obecnych, że skład orzekający (w sprawach cywilnych trzyosobowy) zapoznał się dzień wcześniej ze sprawą (bardzo dobry zwyczaj mądrych sędziów) i czy w związku z tym strony życzą sobie, aby im wygłosić referat (w przypadku aktywnych stron, zwłaszcza posiadających pełnomocników, w zasadzie jest to zbędne, strony zwykle dobrze wiedzą co jest w aktach i zwłaszcza pismach). Ponieważ to najnudniejsza część rozprawy, strony zwykle rezygnują bez żalu…

Druga zmiana dotyczy uzasadniania wyroków. W przypadku spraw „nagrywanych” dopuszczalne jest, aby sąd niezwłocznie po ogłoszeniu wyroku, wygłosił także uzasadnienie tegoż. W takim przypadku nie podaje się ustnych motywów wyroku ani nie sporządza później odrębnego pisemnego uzasadnienia, a jedynie transkrypcję uzasadnienia wygłoszonego wcześniej. Oznacza to, że takie ustne uzasadnienie powinno spełniać wszelkie wymogi stawiane uzasadnieniu, w szczególności wyjaśniać podstawę prawną wyroku ze wskazaniem przepisów prawa i sposobu ich interpretacji, często z odwołaniem do orzecznictwa i literatury. I zdarzało mi się już wysłuchać ustnych uzasadnień, w których sąd – zerkając do trzymanej przed sobą kartki – przywoływał konkretne orzeczenia Sądu Najwyższego, które nie pojawiały się w pismach procesowych.

I właśnie. Wygłoszenie uzasadnienia następuje niezwłocznie po ogłoszeniu wyroku. Jeżeli ogłoszenie nie było odraczane na termin publikacyjny, to znaczy, że uzasadnienie musiało zostać przygotowane… w ciągu tych kilku minut przeznaczonych na sformułowanie i podpisanie wyroku? ..w trakcie rozprawy? …przed rozprawą? Kiedy teraz zestawimy ze sobą informację, że skład omawiał sprawę wcześniej, z gotowym już uzasadnieniem, dochodzimy do niesympatycznego wniosku, że wyrok faktycznie zapadł zanim strony weszły na salę, i wszystko co się na sali dzieje, właściwie nie ma już znaczenia. I prawdę mówiąc, często tak jest, bo sędzia (sędziowie) ma zdanie o sprawie wcześniej – jakkolwiek formalnie wyrok istnieje od chwili jego podpisania. 

Proszę zarazem, aby nie doszukiwać się w tym elementu spiskowego. Sąd ma zdanie o sprawie, ale zawsze można użyć jakiegoś argumentu by to zdanie zmienić, choćby w ostatnim słowie.

Adela mówi Yes

Sobie dla pamięci.
Znajomym dla porównania.
Melancholikom dla rozrywki.
Wszystkim dla posłuchania dobrej muzyki, być może ciut innej niż zazwyczaj. 
Wrzucam pełną listę utworów, na które oddałem głos w tegorocznym Trójkowym Topie Wszech Czasów. 

Adele – SET FIRE TO THE RAIN 
Alan Price – O LUCKY MAN! 
Beverley Craven – PROMISE ME 
Bill Withers – AIN’T NO SUNSHINE 
Bruce Springsteen – THE RIVER 
Camel – STATIONARY TRAVELLER 
Clash, The – GUNS OF BRIXTON 
Cranberries, The – ZOMBIE 
Czesław Niemen – DZIWNY JEST TEN ŚWIAT 
Dave Brubeck Quartet – TAKE FIVE 
David Bowie – SPACE ODDITY 
Derek And The Dominos – LAYLA 
Dido – HERE WITH ME 
Dire Straits – BROTHERS IN ARMS 
Doors, The – RIDERS ON THE STORM 
Gerry Rafferty – BAKER STREET 
Guns N’ Roses – NOVEMBER RAIN 
Janis Joplin – PIECE OF MY HEART 
Jimi Hendrix Experience – HEY JOE 
John Lennon – IMAGINE 
Jon And Vangelis – THE FRIENDS OF MR. CAIRO 
Kate Bush – WUTHERING HEIGHTS 
King Crimson – EPITAPH 
King Crimson – STARLESS 
Klaus Mitffoch – JEZU, JAK SIĘ CIESZĘ 
Kult – DO ANI 
Led Zeppelin – STAIRWAY TO HEAVEN 
Lou Reed – PERFECT DAY 
Louis Armstrong – WHAT A WONDERFUL WORLD 
Maanam – KRAKOWSKI SPLEEN 
Marek Grechuta – KOROWÓD 
Marillion – KAYLEIGH 
Marillion – THIS IS THE 21ST CENTURY 
Obywatel G.C. – TAK … TAK… TO JA 
Omega – GYÖNGYHAJÚ LÁNY (DZIEWCZYNA O PERŁOWYCH WŁOSACH) 
Peter Gabriel & Kate Bush – DON’T GIVE UP 
Pink Floyd – HIGH HOPES 
Pink Floyd – SHINE ON YOU CRAZY DIAMOND 
Queen – BOHEMIAN RHAPSODY 
R.E.M. – IMITATION OF LIFE 
R.E.M. – LOSING MY RELIGION 
Republika – BIAŁA FLAGA 
Rolling Stones, The – SYMPATHY FOR THE DEVIL 
Simon And Garfunkel – THE SOUND OF SILENCE 
Soul Asylum – RUNAWAY TRAIN 
Steppenwolf – BORN TO BE WILD 
Sting – ENGLISHMAN IN NEW YORK 
Vangelis – CHARIOTS OF FIRE 
Wishbone Ash – PERSEPHONE 
Yes – CLOSE TO THE EDGE 

Kolejność taka jak na liście propozycji Trójki. Kryteria doboru… niejasne, kilka utworów to wynik umowy (m.in. drugi King Crimson, drugi Marillion, może Yes i Wishbone Ash), w eklektyczny sposób łączyłem to co lubię z tym co wydaje mi się wyróżniająco dobrą muzyką. 

A jeśli komuś mało, to jeszcze poczekalnia, czyli druga pięćdziesiątka:
Adiemus & Karl Jenkins – ADIEMUS
Animals, The – HOUSE OF THE RISING SUN
Archive – BULLETS
Aya RL – SKÓRA
Beatles, The – ELEANOR RIGBY 
Beatles, The – STRAWBERRY FIELDS FOREVER 
Bobby McFerrin – DON’T WORRY, BE HAPPY 
Deep Purple – CHILD IN TIME 
Deep Purple – SMOKE ON THE WATER 
Dire Straits – SULTANS OF SWING 
Dire Straits – TELEGRAPH ROAD 
Doors, The – LIGHT MY FIRE 
Eagles – HOTEL CALIFORNIA 
Franz Ferdinand – TAKE ME OUT 
Gary Moore – STILL GOT THE BLUES 
Goran Bregović – KALASNJIKOV 
Gorillaz – FEEL GOOD INC. 
Kate Bush – RUNNING UP THAT HILL
Leonard Cohen – HALLELUJAH 
Lovin’ Spoonful, The – SUMMER IN THE CITY 
Manu Chao – BONGO BONG 
Martyna Jakubowicz – W DOMACH Z BETONU NIE MA WOLNEJ MIŁOŚCI 
Mecano – HIJO DE LA LUNA 
Metallica – MASTER OF PUPPETS 
Metallica – NOTHING ELSE MATTERS 
Michael Jackson – BILLIE JEAN 
Monty Python – ALWAYS LOOK ON THE BRIGHT SIDE OF LIFE 
Nat King Cole – WHEN I FALL IN LOVE 
Neil Diamond – GIRL, YOU’LL BE A WOMAN SOON 
Nick Cave & Kylie Minogue – WHERE THE WILD ROSES GROW 
Nirvana – SMELLS LIKE TEEN SPIRIT 
No Doubt – DON’T SPEAK 
Obywatel G.C. – NIE PYTAJ O POLSKĘ 
Pet Shop Boys – IT’S A SIN 
Pink Floyd – ANOTHER BRICK IN THE WALL PART II 
Pink Floyd – HEY YOU 
Police, The – EVERY BREATH YOU TAKE 
Procol Harum – A WHITER SHADE OF PALE 
Queen – BICYCLE RACE 
Queen – INNUENDO 
Queen – KILLER QUEEN 
R.E.M. – DRIVE 
R.E.M. – EVERYBODY HURTS 
Rolling Stones, The – ANGIE 
Santana – BLACK MAGIC WOMAN 
Simon And Garfunkel – BRIDGE OVER TROUBLED WATER 
Sting – FRAGILE 
Sting – MOON OVER BOURBON STREET 
Sztywny Pal Azji – WIEŻA RADOŚCI, WIEŻA SAMOTNOŚCI 
Us3 – CANTALOOP

Znaleźć na jutubie czy w guglu każdy już musi sam.

Polak, Węgier, jeden pies

Czytam newsy o zaginięciu samolotu nad Morzem Jawajskim. Towarzyszy im mantra o „tragicznej serii malezyjskich linii lotniczych”, poczynając od wciąż zaginionego MH370, przez zestrzelonego nad Ukrainą MH17, kończąc na dzisiejszym. 

Nikomu jednak nie przeszkadza, że ten samolot w istocie należał do indonezyjskiej linii lotniczej Indonesia AirAsia, z siedzibą w Indonezji, że leciał z Indonezji, że wszelkich informacji udzielają służby indonezyjskie. Być może częściowo przyczyną jest, że linia ta działa we współpracy czy też wręcz w ramach malezyjskiej grupy AirAsia (która posiada 49% udziałów), ale jakby nie patrzeć, większościowym wspólnikiem jest firma indonezyjska (a założycielem linii był swego czasu późniejszy prezydent Indonezji). Mam jednak nieodparte wrażenie, że nikt zwyczajnie się nie przejmuje szczegółami geografii Azji Południowo-Wschodniej.

Indonezja czy Malezja, Tajlandia czy Singapur, co za różnica dla nas światłych i wyedukowanych Europejczyków. Za to gdyby malezyjska gazeta pomyliła nas z Węgrami, pewnie byśmy w zależności od nastawienia drwili lub oburzali się.

Bo o hobbita tu chodzi

Przez mrok i mróz trzaskający pojechałem do kina. Eksplorowałem kręte, nieznane mi drogi prowadzące na parking podziemny centrum handlowego w najściślejszym sercu miasta. Nabyłem bilet w kasie biletowo-barowej, opierając się wszelkim barowym pokusom. Zasiadłem w czwartym rzędzie, obejrzawszy wcześniej fotele VIP (skóra, drewno i podłokietniki wystarczające na rozłożenie szachownicy). Spędziłem dziesięć minut na czytaniu opowiadań Hemingwaya, nim zgasło światło (reklam i zapowiedzi było na szczęście tylko na dwadzieścia minut, zresztą o trailer Gwiezdnych Wojen nie miałbym absolutnie pretensji nawet gdyby poleciał trzy razy).

Film nosił tytuł „Hobbit. Bitwa Pięciu Armii”, pierwszą część tytułu cenię znacznie wyżej; w zasadzie jego (hobbita) obecność na ekranie była za każdym razem magnetyzująca, reszta to głównie tło. No i oczywiście Smaug, tych kilka scen było bezcennych (żadnym spoilerem jest stwierdzenie że nie było ich wiele), przy czym sądzę, że mniej by się je doceniło, gdyby znajdowały się w tym samym filmie co scena z Bilbem wewnątrz Góry. No i fajne nawiązania były – do Wilhelma Tella, i do Diuny, i do Batmana, i do Epoki Lodowcowej, i do Minecrafta.. (nie, z tym ostatnim przesadziłem, cofam).

Parę dni temu debatowaliśmy, czy Jackson będzie jeszcze robił jakieś filmy Tolkienowskie. W tym bardzo wyraźnie ustawiał most do Władcy Pierścieni, natomiast słowa „sługa Morgotha” czy nawiązania do Angmaru mogą wskazywać, że jednak jakieś pomysły filmowe zaczerpnięte z Silmarillionu mogły się już wykluć. Hobbitów jednak w tych filmach się nie należy spodziewać, a bitew… było już wystarczająco dużo (nawet jeśli tym razem nie było przesytu).

Schować się

Świąteczne popołudnie (a może już wieczór?). Po napchaniu się ciastem Junior gra z Kuzynem w chowanego. Szukający siada na krześle pod oknem, plecami do pokoju, i liczy do trzydziestu z zamkniętymi oczami, drugi próbuje wymyślić w ograniczonej mimo wszystko przestrzeni domu jakąś kryjówkę dla metra i czterdziestu centymetrów żwawego dzieciaka (plus minus, są w podobnych gabarytach). 

Zgromadzona przy stole Reszta Rodziny obserwuje to z uśmiechami, patrząc na braki techniczne (zwłaszcza ilość dźwięków wydawanych przy próbach ukrywania się) i koncepcyjne. W pewnej chwili Kuzyn postanawia się – nawet dość sprytnie – władować pod fotel stojący pod oknem. Przemieszcza się do niego dość cicho, przypada do ziemi, po czym nagle słychać ujawniający wszystko krzyk:
– Ale Junior ma nie otwierać oczu!

Reszta Rodziny przy stole pracowicie dławi śmiech. 

Najpiękniejsza Pani Szeryf w Historii Antarktydy

Zerknąłem wieczorem do programu telewizyjnego (to był taki czas, kiedy inni już spali lub się zbierali, człowiek po całodobowym folgowaniu był głęboko rozleniwiony, a i prezentami zdążył się nacieszyć). Dostrzegłem w nim pozycję, która nic mi nie mówiła (zdarza się, choć staram się być zorientowany w tym co się kręci i pokazuje), zatytułowaną „Zamieć„, angielski tytuł (wiecie co tłumacze polskich dystrybutorów potrafią z tytułami zrobić…) Whiteout również nie pomógł, ale obecność Kate Beckinsale… no magnesem była. Z opisu wynikało, że wciela się w rolę amerykańskiej szeryf (nie z Dzikiego Zachodu, tylko współczesnej) w bazie polarnej na Antarktydzie. Pomyślałem sobie zgryźliwie, że zapewne drugiej takiej w historii Antarktydy nie było, więc zaproponowany w temacie tytuł alternatywny nawet nie byłby przesadą ani przejawem zauroczenia.

Kate Beckinsale Zamieć Whiteout Szeryf Sheriff

Włączyłem, myśląc „a co mi tam”. Zobaczyłem mroźne wprowadzające obrazki bazy antarktycznej z migającym tu i tam Tomem Skerrittem. Potem pojawiła się tajemnicza postać w kombinezonie, śledzona przez kamerę, gdy szła długim korytarzem, aż dotarła do pokoju. Zgadliście, to pani szeryf. Żeby lepiej wbić nam ją w pamięć, kamera została przy niej w dalszym ciągu, pokazując, jak w pokoju zdejmuje czapkę.. zdejmuje opaskę… zdejmuje kombinezon… zdejmuje sweter…

Kate Beckinsale Whiteout Zamieć Sheriff Szeryf 2

Skończyło się na tym, że poszła pod prysznic (dla purytan lub nazbyt napalonych spoiler: bieliznę zdejmowała stojąc tyłem do kamery, która ponadto w tym czasie przechodziła z planu amerykańskiego w – za przeproszeniem – zbliżenie, głowy, głowy; chętnym polecam na Youtube Whiteout – Taking a shower with the beautiful Kate Beckinsale (HD)). W każdym razie, widać że nie pomyliłem się z tym tytułem alternatywnym, scenarzysta, reżyser i producent myśleli dokładnie tak samo…

O samym filmie niewiele da się powiedzieć dobrego, że zacytuję pewnego internetowego recenzenta: „But Kate is enough reason to watch this shit.” Jedyne, co było w miarę interesujące, to choreografia pościgów i walk w sytuacji, gdy wymogiem bezpieczeństwa (może nawet przeżycia, jakkolwiek by to pompatycznie nie zabrzmiało) jest poruszanie się przypiętym do lin łączących poszczególne budynki (oczywiście można się było też śmiać z chodzenia z odkrytą twarzą przy temperaturach rzędu -50 czy -65, ale może były w Fahrenheitach).

Atrakcyjną nieruchomość…

Przeglądam leniwie świąteczną gazetę. Wzrok przyciąga na chwilę wielkie, całostronicowe ogłoszenie głoszące wszem i wobec, że „SPRZEDAMY nieruchomość”. Rozum podpowiada, że to poważny biznes być musi, skoro ktoś opłaca takie duże ogłoszenie w takim numerze gazety, w którym stawki będą raczej wyższe niż niższe, rzucam więc okiem zaciekawiony (czy nie o to właśnie chodzi w reklamie?).

Oglądam… z pewnym takim dreszczykiem. Nieruchomość jest w malowniczej okolicy, i dobrze skomunikowana, obejmuje między innymi przepiękną willę oraz inne udogodnienia i atrakcje, oferuje szeroki wachlarz możliwości, do kupienia w całości lub w kawałkach… Cóż to za nieruchomość, na Odyna, moglibyście zapytać? No właśnie. 

Nieruchomość z ogłoszenia jest położona w miejscowości Radebeul. Nie jesteście pewni swojej znajomości geografii? No właśnie. To miejscowość w Saksonii, prawie przedmieście Drezna. Numery telefonów pod ogłoszeniem mają niemiecki prefiks kierunkowy. Dożyliśmy czasów, w których Niemcy w Polsce szukają nabywców swoich nieruchomości, atrakcyjnych nieruchomości.