To już ponad dwa lata, odkąd wybuchła jak granat słynna sprawa pewnej emerytki z Sochaczewa, która (że od wtrętu historycznego zacznę) miała nieszczęście nazywać się tak samo jak poszukiwana przez kogoś dłużniczka. A że wierzyciel nie znając adresu swojej dłużniczki szukał jej bezsilnie, to był oczywiście szczęśliwy, że wreszcie trafił (komornik też był zadowolony, bo skasował opłatę egzekucyjną) i to na dodatek z zasobnym kontem (dzięki czemu odzyskał swoje pieniądze, które zaraz przeznaczył na spłatę swoich zaległości w ZUS). Tyle że pani emerytka oczywiście nie była szczęśliwa, że spłaciła przymusowo długi swojej imienniczki (bez widoków na odzyskanie utraconych pieniędzy) i rozpętało się medialne piekło.
Pisałem wtedy, niemal równo dwa lata temu, że (z wyjątkiem wypadków szczególnych) każdy taki niby-dłużnik ma wygodne, acz mało znane, narzędzie obronne – przepis art. 825 pkt 3 kpc, zgodnie z którym może wnioskować o umorzenie egzekucji z uwagi na fakt, że egzekucję skierowano przeciwko osobie, która według treści klauzuli nie jest dłużnikiem. Ponieważ parlamentarzyści tego przepisu też zdaje się nie znali, postanowili oczywiście zadbać o biednych niby-dłużników i znowelizowali przepisy kodeksu postępowania cywilnego, nakazując sądowi ustalanie w każdej sytuacji numeru PESEL* dłużnika, którego dotyczy wyrok, i wpisywanie tego numeru do klauzuli wykonalności. Spowodowało to oczywiście szereg nieznanych dotąd problemów z nadawaniem klauzul wykonalności, oraz…
Był sobie pewien Piotr Mateusz Łapeć.** Żył sobie spokojnie, nie wadził nikomu, aż oto pewnego grudniowego dnia, gdy myślał o zbliżających się Świętach, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu dowiedział się o zajęciu jego wynagrodzenia przez komornika, na wniosek wierzyciela, o którym w życiu nie słyszał. W złowieszczo wyglądającym dokumencie komorniczym zgadzały się: imiona, nazwisko i Pesel pana Piotra – ale nie zgadzał się adres, który pochodził z odległej wsi, koło której pan Piotr nawet w życiu nie przejeżdżał. Niemniej problem był, gdyż (tu mała wycieczka w przyszłość, do orzeczenia sądowego) „przed nadaniem klauzuli wykonalności ustalono w bazie Pesel Sad nr Pesel Piotra Mateusza Łapeć. Po wskazaniu imion i nazwiska tej osoby jako wynik wyszukiwania wskazano iż zidentyfikowano w systemie jedną osobę o numerze XXXXXXXXXXX. Takie też dane dłużnika wskazano w klauzuli wykonalności„. Pan Piotr z pomocą rodziny, przyjaciół i prawnika wystąpił do sądu i jeszcze przed Świętami odetchnął z ulgą, gdyż sąd uchylił postanowienie o nadaniu klauzuli wykonalności, stwierdzając iż „po ponownej weryfikacji i wprowadzeniu dodatkowych danych (nr dowodu osobistego wynikający z akt sprawy) ustalono iż faktycznie w bazie Pesel figuruje osoba o nazwisku Piotr Łapeć nr Pesel YYYYYYYYYYY i to ta osoba jest dłużnikiem w niniejszej sprawie” (zapewne pomogło nieco podanie sądowi informacji, że faktycznie istnieje inny Piotr Mateusz Łapeć o numerze PESEL YYYYYYYYYYY). Pieniądze ściągnięte z pensji wróciły do pana Piotra wprawdzie dopiero po Świętach, ale i tak nie był zmartwiony.
Wszystko dobrze się skończyło, więc w czym problem? Otóż problem jest i to poważny. Pan Piotr miał szczęście bo zdążył podjąć właściwe kroki w odpowiednim czasie i nie padł ofiarą nowych przepisów. Po nowelizacji – kiedy w klauzuli wykonalności znalazł się numer Pesel, wprawdzie niewłaściwy ale jednoznacznie na niego wskazujący – przestał mieć możliwość powoływania się na art. 825 pkt 3 kpc! Jedyne co mu zostało to zażalenie na postanowienie o nadaniu klauzuli wykonalności (lub skarga, jeśli postanowienie wydał referendarz). A różnice są poważne:
– wniosek o umorzenie postępowania można złożyć w każdym czasie, natomiast zażalenie (skargę) wnosi się w terminie 7 dni od momentu, kiedy zainteresowany dowiedział się o prowadzeniu egzekucji,***
– wniosek o umorzenie postępowania nie wymaga spełnienia szczególnych warunków, natomiast zażalenie/skarga musi spełniać wymogi formalne pisma procesowego,
– wniosek o umorzenie postępowania składa się do komornika, natomiast zażalenie/skargę do sądu (fakt, na zawiadomieniu od komornika powinno być pouczenie drobnym druczkiem),
– wniosek do komornika nie wymaga opłaty, zażalenie/skargę trzeba opłacić (niby niewiele, ale zawsze)
– i co najważniejsze – uchybienie przepisom postępowania (także niewykonanie w terminie wezwania do uzupełnienia braków) może spowodować, że w tytule wykonawczym na wieki wieków nasz niby-dłużnik będzie już określany jako dłużnik, bez żadnych już możliwości obrony…
Pisząc te słowa, jestem w strachu. W następstwie kolejnych głośnych spraw medialnych (tym razem asesor komorniczy z Łodzi, który – jak się zdaje – zadał się z czymś w rodzaju zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej rzeczy i w te pędy sprzedającej je podstawionym osobom w zaprzyjaźnionym komisie) zapowiadają się kolejne zmiany w procedurze, które może utrudnią przestępstwo w jednej sprawie na tysiąc, ale za to skomplikują i wydłużą co piątą „normalną” sprawę…
*oczywiście w przypadku spółek czy instytucji używa się innego numeru
**dane oczywiście zmyślone, ale z grubsza odzwierciedlają poziom „typowości” personaliów, nie chodziło o Jana Nowaka
***tu należy oddać parlamentowi, że dodał jeden drobiazg na korzyść niby-dłużnika, a konkretnie wniosek o sporządzenie uzasadnienia postanowienia o nadaniu klauzuli wykonalności, który składa się również w terminie 7 dni od dowiedzenia się o wszczęciu egzekucji (formalnie: od doręczenia zawiadomienia), co wydłuża termin na wniesienie zażalenia/skargi (7 dni, ale od otrzymania pisemnego uzasadnienia postanowienia o nadaniu klauzuli) i daje niby-dłużnikowi potencjalne punkty zaczepienia