Ventimiglia, skrawek riwiery

Jesień zaczyna gryźć coraz bardziej, dni coraz krótsze, wieczory coraz chłodniejsze… Tęsknota za ciepłymi dniami i krajami coraz silniejsza, zwłaszcza jak Italia by Natalia podrzuca co rano na fejsie irytująco urocze obrazki z Włoch. W takich chwilach otwiera się albumy i foldery ze zdjęciami…

Kiedy byłem w Ventimiglii, notowałem na bieżąco drobne uwagi, dzięki czemu miałem potem praktycznie gotową notkę. Co innego jednak drobne zapiski, a co innego przegląd dziesiątek zdjęć z każdego miejsca i mozolne wybieranie między nimi – dlatego wtedy obrazki lądowały w osobnych, często odległych notkach. Tu – jak widać – przerwa była szczególnie długa, ale za to mamy trochę ciepłych obrazków w czas chłodny (może nie będzie takich protestów jak wtedy, bo jednak jeszcze nie zima).

Więc, jak już było wspominane, Ventimiglia „leży na riwierzy”, czyli między górami…
Ventimiglia Vintimille Włochy Italia rzeka fiume Roia
…a morzem.
Ventimiglia Vintimille Włochy Italia morze mare

Góry z morzem łączy rzeka, która zarazem dzieli miejscowość na część starą i nową. Wspominałem już, że nowa taka bardzo zwyczajna, a stara pełna średniowiecznego uroku, składająca się głównie z uliczek i zaułków.

Ventimiglia Vintimille Włochy Italia starówka zaułek

Ventimiglia Vintimille Włochy Italia starówka zaułek

Nad starymi domami dumnie góruje wieża…
Ventimiglia Vintimille Włochy Italia wieża kościelna chiesa 

A kotu to i tak wszystko jedno.

Ventimiglia Vintimille Włochy Italia kot

Lata, lata, lata dajcie…

Pytanie

Fragment z jednej z moich ukochanych książek:

Niektóre z jej dziewcząt są już prawie nieaktywne ze względu na wiek i chorobę, ale Dora nigdy ich nie usuwa, mimo że, jak powiada, niektóre z nich nie mają nawet trzech klientów na miesiąc, ale muszą jeść trzy razy dziennie
/w przekładzie Adama Kaski/

Jakoś mi się przypomniał kiedy czytałem wyimki z tekstu Wyborczej o tropieniu pedofilii w polskim Kościele Katolickim, a w szczególności postawione w nim pytanie (przeredagowane lekko, ale z wiernym zachowaniem sensu):

Dlaczego kuria nie przeciwdziała temu, że ksiądz K. molestuje chłopców spotkanych na ulicy, gdy mieszka w domu dla księży emerytów w W.?

No i teraz się zastanawiam jak. Pulitzera dla polskiego Spotlight za to nie będzie. Analogii do Steinbecka też nie ma.

Ciężarówka z hipermarketu

Kiedy dziś rano wyjeżdżałem z podwórka, musiałem się zatrzymać. Drogę zagradzała mi cofająca wąską uliczką osiedlową ciężarówka z wielkim logo hipermarketu, nie było ani sensu, ani szans prześliznąć się obok niej – żeby wydostać się z osiedla, i tak musiałem wolno jechać za nią. Najwyraźniej przywiozła komuś zakupy (nie był to hipermarket meblowy, budowlany czy inny sprzętowy), jej obecność szczególnie mnie nie dziwiła, bo widywałem ją wcześniej, choć pierwszy raz tak się zgraliśmy w czasie.

Przyglądałem się jej kiedy defilowała mi przed maską. Na drzwiach wypatrzyłem napis „nie wozimy gotówki”, ewidentna zniechęta dla potencjalnych bandytów, zapewne – nie korzystałem nigdy z opcji zakupów z dowozem do domu (choć kojarzę parę osób, które…) – płaci się z góry po złożeniu zamówienia. 

Zastanowił mnie jej rozmiar. Była podobnej wielkości co kiedyś ciężarówki Family Frost i niewiele mniejsza od tych ze sklepów meblowych. Zacząłem się zastanawiać, czy jest takim obwoźnym magazynem, który ma jakiś zapas towarów stale na pokładzie, czy też zabiera tylko to, co ostatnio zamówiono – a jeśli tak, to ile zamówień zbiera na raz, czy też jeździ z każdym osobno. Pomyślało mi się, że to straszne marnotrawstwo byłoby, gdyby taki duży samochód puszczać z każdą przysłowiową suszoną śliwką (wiem, to nie przysłowie, tylko skecz Tey’a) – czemu nie używać do tego osobówek, szrotwageników jak w pizzeriach? Więc może jednak zbiera większe zamówienia, a w budzie ma odpowiednie lodówki i inne profesjonalne urządzenia do utrzymania zamówienia w stanie bezpiecznym? 

Na szczęście wyjazd z osiedla nie trwał bardzo długo i mogłem skupić się na drodze.

Wyrok na Jana Kapelę

Internet (przynajmniej jakaś jego część, z którą się stykam) żyje dziś wyrokiem wydanym na poetę Kapelę Jana Huberta, znanego bardziej jako Jasia Kapelę. Tenże gdzieś w zeszłym roku przy okazji awantur o uchodźców dokonał przeróbki tekstu Mazurka Dąbrowskiego i z tym zmienionym tekstem Mazurka odśpiewał, umieszczając nagranie na Youtube (sam nie widziałem, kto chce niech wygugla). No i oczywiście mamy natychmiast standardowy zestaw wypowiedzi o cenzurze, dobrej zmianie etc…

Ponieważ Kapela zamieścił w sieci skan swojego wyroku, mamy możliwość jego prześledzenia i dopowiedzenia paru rzeczy umykających szerokiej publiczności. Na potrzeby notki zamażemy część danych rodzinnych (zadziwiające, że zamazał sygnaturę akt, ale nie datę urodzenia i imiona rodziców…)

Jaś Kapela wyrok za hymn

W pierwszej kolejności zwraca uwagę fakt, że jest to wyrok nakazowy, czyli wydany bez udziału stron. Wydanie takiego wyroku jest dopuszczalne, jeśli sąd nie widzi potrzeby ukarania aresztem, a okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości (art. 93 par.1 i 2 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia – kpw). Kapela wyznał gdzieś, że był wcześniej przesłuchiwany przez policję, nie wiemy co dokładnie zeznał, mógł się do winy przyznać, sam fakt dokonania nagrania i jego upublicznienia nie budzi wszak wątpliwości (przy czym sąd orzeka w oparciu o dokumenty dołączone do wniosku o ukaranie). Szczegółów wniosku o ukaranie też nie znamy… Można też chyba śmiało wykluczyć ewentualność, aby Kapela był ślepy, głuchy lub niemy bądź aby zachodziła uzasadniona wątpliwość co do jego poczytalności, co wykluczałoby w świetle art. 93 par. 4 w związku z art.21 par.1 kpw możliwość zastosowania trybu nakazowego. Sam więc wyrok wydaje się formalnie prawidłowy, a ukarany Kapela może od niego wnieść sprzeciw, co spowoduje – w razie dochowania terminu – utratę mocy wyroku* (art. 506 kpk w związku z art. 94 kpw).

Wyrok uznaliśmy za prawidłowy formalnie, a co z poprawnością merytoryczną? Abstrahując od kwestii ewentualnych wyłączeń odpowiedzialności, jedna rzecz w wyroku dziwi. Czyn opisano w wyroku (zapewne za wnioskiem o ukaranie) jako „demonstracyjne okazanie lekceważenia Narodowi Polskiemu, Rzeczypospolitej Polskiej poprzez umieszczenie na Youtube filmu dot. hymnu narodowego”. Opis ten jednoznacznie nawiązuje do dyspozycji przepisu art. 49 par.1 kodeksu wykroczeń: „Kto w miejscu publicznym demonstracyjnie okazuje lekceważenie Narodowi Polskiemu, Rzeczypospolitej Polskiej lub jej konstytucyjnym organom…” I tak, uważny czytelnik już widzi: a dlaczego w wyroku podana jest (dwukrotnie) inna kwalifikacja prawna? Paragraf 2 w art. 49 kw stanowi bowiem, że „tej samej karze [co w przypadku wykroczenia opisanego w par.1] podlega, kto narusza przepisy o godle, barwach i hymnie RP”, czyli przepisy ustawy z 1980 roku (ze zmianami) o godle, barwach i hymnie RP oraz o pieczęciach państwowych przewidującej otaczanie hymnu czcią i szacunkiem oraz szczególną ochroną prawa. Rodzi się pytanie: czy sąd nie zwrócił uwagi na tę rozbieżność? Jeśli by ją dostrzegł, powinien skierować sprawę na rozprawę…

Jeśli Kapela wniesie sprzeciw (nie jest to wielka filozofia, niewątpliwie dostał wraz z wyrokiem obszerne pouczenie, byle termin zachował), sąd być może pochyli się wreszcie nad szczegółami sprawy, może film obejrzy, może przez chwilę potoczy się jakaś dyskusja wokół tego co Kapela dokładnie zrobił i jak to prawnie zakwalifikować. Nie zdziwię się jeśli sprawa skończy się umorzeniem z powodu przedawnienia…

*tu mi się przypomina jedno zagadnienie które mnie zadziwia od czasu studiów, ale nie czas na to nie miejsce

Kiedy odchodzą

Umrzeć – ludzka rzecz. Codziennie odchodzą tysiące, prawie codziennie odchodzi ktoś mniej lub bardziej znany (pomijam tu osoby znane komuś osobiście, bo to jednak inny wymiar relacji), na Wszystkich Świętych tworzy się wspominkowe listy umarłych w ciągu ostatniego roku.

Zwykle po śmierci kogoś znanego, pojawia się wiele reakcji wyrażających żal – czy to przez zapalenie wirtualnej świeczki, czy to przez takie czy inne wspomnienie, wielu wzdycha „co za wielka strata” (przy okazji śmierci kogoś przynajmniej relatywnie młodego dodaje się „mógł jeszcze pożyć”, ale to tak na marginesie). Często się wtedy zastanawiam, na czym taka strata polega, poza „utratą stanu posiadania”? Jaką wartość – poza sentymentalną – przedstawia były polityk, dziennikarz czy artysta, o którym od dawna cicho (o celebrytach nie wspominając)? 

Co najmniej od północy wszyscy wspominają Andrzeja Wajdę (najczęściej przywołując ulubione filmy lub sceny). Przez 60 lat nakręcił tych filmów istotnie wiele, z jednej strony biorąc się za Tematy Największe, z drugiej osiągając godną podziwu różnorodność. Jego ostatni film wejdzie na ekrany w styczniu, w zeszłym miesiącu został już wybrany na polskiego kandydata do Oscara.

Śmierć takiego 90-latka to strata.

Liczby jakieś, procenty

Tak jakoś tydzień temu Czarny Poniedziałek był. Przez profile na mediach społecznościowych przetoczyła się fala hasztagów, zdjęć, czarnych prostokątów i innych przejawów zaangażowania i/lub solidarności. Ale nie przez wszystkie.

I w tenże Czarny Poniedziałek na ulice wyszły – mimo paskudnej pogody – tysiące ludzi. Tłumy, jakie nieczęsto się na manifestacjach widuje, zwłaszcza że manifestacje były prawie że w trybie ad hoc i bez organizowania dowozu demonstrantów. I nawet pomimo że wiele osób przyszło też w imieniu innych, to wiele nie wybierało się wcale. 

Nie mam pojęcia ile osób uczestniczyło czynnie w Czarnym Proteście, a ile go popierało. Mam jednak głębokie wrażenie, że delegitymizowanie obecnej władzy poprzez wytykanie jej, ile to dokładnie procent populacji na nią głosowało, może się skończyć w pełni uzasadnioną odpowiedzią „a was ilu poparło?”

Onamudaje

Ona mu daje z kosza maliny,
A on jej kwiatki do wianka;
Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
Pewnie to jego kochanka.

Napisał Wieszcz jakieś dwieście lat temu (tak, tak, w tym roku dwustulecie jego pełnoletniości!). W kręgach Ludzi Bawiących Się Poezją strofa ta – jak wiele innych przed nią – stała się inspiracją do tworzenia własnych wierszyków, zachowujących układ, lecz o treści dowolnej, byle występowały sakramentalne słowa „ona mu daje”, stąd nazwa gatunku: onamudaje.

W onamudajach daje się wszystko, fizycznie (jako te maliny czy żarówkę) lub metafizycznie (nadzieję, radę, czas, popalić, zgodę na rozwód), nie zabrakło nawet dawania onamudajów… Jeżeli w tym kontekście ktoś ma skojarzenia seksualne – to… jest w większości, padła nawet propozycja formalna, aby takie onamudaje, gdzie „daje” oznacza seksualną zgodę (i tak dalej), nazwać przez szacunek dla tradycji językowej „onamudajkami”. 

Najbardziej zaciekawiły mnie – kiedy tak się przyglądałem rozwojowi zabawy – te próby, gdzie kluczową frazę potraktowano homonimicznie. Pojawił się więc jakiś człowiek o afrykańsko brzmiącym imieniu:
Onamudaye wstaje o świcie

czy próby zupełnie odmiennego układania liter w wyrazy
O, nam udaje się tak rozmawiać

O! Nam ud – a je chętnie weźmiemy –

jak też koncepty, w których cały wers traktuje się jak fragment listy dialogowej:
On: „A mu daje się w mediach fory!”

a nawet z didaskaliami
On: – Am! – udaje, że zje ją całą.

On: Am! [Uda je kurze. Tłuszcz kapie.]

nie mówiąc o formie, ekhm, zezwierzęconej:
Ona: „Muuu! Daj eee! Stań się bydełkiem! 

Wkrótce zakończy się Turniej Onamudajów, może będę mógł opublikować utwory laureatów.

Troll story, czyli jak biedny fracky zaorał się kompletnie

Trolle to niesympatyczne zjawisko (te internetowe, z prawdziwymi nie miałem doświadczeń). Łażą i powtarzają swoje bzdury, czasem w sposób na tyle ordynarny i kłamliwy, że trudno na nie zastosować najprostszą metodę na trolla – czyli ignorowanie.

Jest sobie taki internauta, najczęściej używa zwiska fracky. Jest znany na większości serwisów poświęconych F1, na większości jest znany ze złej strony – jeżeli nie jest zabanowany to jest ignorowany (czasem desperacko szukając dla siebie możliwości wzięcia udziału w dyskusji udaje kogoś innego, ale zwykle jest szybko rozpoznawany). Są jednak w dalszym ciągu serwisy, których właściciele starają się mieć dużo wyrozumiałości. Tam fracky pleni się w sposób często nieprzyjemny dla otoczenia, gdyż nudzi straszliwie, starając się za wszelką cenę udowodnić że „ma rację” (a że jej zwykle nie ma – używa tupania i udawania że to jego ręka), oraz nieustannie deklarując swoją rzekomą wyższość nad innymi dyskutantami i powołując się na swoje urojone „sukcesy” w dyskusji (czyli własne przekonanie, że powiedział coś mądrego i prawdziwego, zwykle wbrew faktom).

Jednym z takich wyrozumiałych gospodarzy jest Karol296, prowadzący zacny serwis Cyrk F1 (nie pamiętam teraz czy go polecałem przy okazji któregoś Blog Day? jak nie to może w przyszłym roku). Mniej więcej miesiąc temu Karol opublikował wpis poświęcony wykorzystywaniu komputerów do symulacji aerodynamicznych, czyli tzw. CFD (to nie jest zasadniczo wpis poświęcony kwestiom technicznym, więc staram się pisać jak dla laika). Pod tym wpisem zmaterializował się fracky, niby starając się coś powiedzieć na temat, ale głównie żeby pochwalić się ilu to Bohunów nie usiekł. Zaczęła się wymiana zdań, w której fracky zakwestionował znaczenie rozwoju komputerów- w tym ich mocy obliczeniowej – dla CFD, żeby wreszcie wyrazić znamienny pogląd:
W regulaminie zawarty jest zapis o maksymalnej mocy obliczeniowej komputera, z jakiej można skorzystać” (23.08.2016, 06.15 – uwaga: linki z godziną prowadzą do komentarzy Disqus, które z powodu obszerności dyskusji mogą się dłuugo ładować)

Zareagowałem instynktownym sprostowaniem – gdyż ze względów zawodowo-hobbystycznych akurat trochę regulaminy F1 czytam – że akurat regulamin takich ograniczeń mocy nie zawiera (23.08.2016, 14.13). Cóż, było to wywołanie trolla z lasu (z jaskini? za słabo znam się na biotopach trolli). Od tamtej pory fracky (który na dodatek ma do mnie głęboką zadawnioną urazę za wielokrotne lanie, jakie mu sprawiłem w dyskusjach) agresywnie próbuje na mnie skakać niczym jamnik z potrzebą kopulowania, ale – o dziwo! – nie potrafi podać ile wynosi ten rzekomo widniejący w regulaminie limit „maksymalnej mocy obliczeniowej”.  Próbował już metody, że „jego twierdzenie samo w sobie jest dowodem” (25.08.2016, 23.11), próbował konceptu „najpierw oskarżyciel wykłada swoje argumenty”(26.08.2016, 12.09) – nie rozumiejąc (udając że nie rozumie) że nie jest w procesie karnym, tylko w dyskusji, gdzie skoro postawił tezę to powinien ją udowodnić). Dzięki cierpliwym podpowiedziom (nie wprost, przyznaję) udało mu się przynajmniej dotrzeć do właściwego regulaminu określającego warunki korzystania z CFD, ale w dalszym ciągu nie rozumie tego co w nim jest napisane (może dlatego że po angielsku, to istotna bariera). Skupił się na figurującym w regulaminie wzorze określającym parametr zatytułowany TotFLOPS mylnie wyobrażając sobie, że jest on zarazem limitem mocy obliczeniowej (nie będąc oczywiście w stanie podać wartości tego limitu)...  

Zabawa (przyznaję ze smutkiem, że czasem odwołuję się do niskich instynktów i czerpię przyjemność z igrania ze słabeuszem) z frackym trwała długo, nie będę jej w całości przytaczał, okresowo zanikała – ale naiwniak wracał (tak, tu też zaglądał). W końcu jednak przeszedł samego siebie i radośnie zaprzeczył samemu sobie, twierdząc że przewidziany w regulaminie limit mocy obliczeniowej komputera… „zależy od specyfikacji sprzętowej superkomputera” (21.09.2016, 14.07, wcześniej w innym miejscu wyraził to jako „Dla każdego komputera ten limit jest i zależy od jego parametrów”). Tak, rozumiem że przecieracie oczy: najpierw twierdził, że nie ma sensu zwiększać mocy obliczeniowej komputera, bo regulamin przewiduje limit dostępnej mocy obliczeniowej, a teraz twierdzi, że ten limit zależy od parametrów komputera (czyli jak ktoś rozbuduje komputer i zwiększy jego moc, to będzie miał wyższy limit)…

Po co ta notka, zapytacie? Bo – mówiąc szczerze – uznałem że przyda mi się resume, które będę mógł jednorazowo wkleić, kiedy fracky znowu odczuje potrzebę wywnętrzania się… A poza tym czyż można zrobić trollowi większą przyjemność, niż poświęcić mu tyle czasu i miejsca? 😉

PS dla frackiego – to jest notka, pod którą możesz się zrehabilitować i spełnić określone dwa tygodnie temu warunki dalszego komentowania tutaj, a to:
1/ podać ile wynosi przewidziana regulaminem maksymalna moc obliczeniowa z jakiej można skorzystać,
2/ wskazać na właściwe punkty regulaminu, które to określają,
3/ jeżeli trzeba to policzyć przy użyciu wzoru:
a/ podać wzór,
b/ wyjaśnić jakie wartości i dlaczego należy do niego podstawić (z powołaniem regulaminu – pkt 2 powyżej)
c/ przeprowadzić i podać obliczenia.

PS 2 Po pięciu tygodniach wstydzenia się fracky w końcu potwierdził, że w regulaminie nie ma limitu mocy obliczeniowej.  Co za zaskoczenie! 🙂

PS 3 Po dwóch miesiącach fracky postanowił się wreszcie przyznać, że nie zna regulaminu. Co oczywiście było jasne od samego początku…

PS 4 Ponieważ fracky bojaźliwie snuje się za mną po internecie jak smród po gaciach, marudząc o rzeczach, których nie zrozumiał – dla zachęty informuję, że pytania o niezrozumiane przez niego ograniczenia ilości operacji może zadawać tutaj (do niewiedzy w kwestii limitu mocy się wszak już przyznał). Ponieważ jednak do rozmowy musi mieć pewne podstawy, warunkiem zadania pytania jest udzielenie przez niego poprawnych odpowiedzi na pytania:
– czy ilość prac nad CFD jest regulaminowo ograniczona,
– jak mierzy się ilość prac nad CFD.
Chamstwo, oczywiście, nie będzie tolerowane 🙂
Aha, dla jasności – to jest jedyne miejsce, w którym może się spodziewać odpowiedzi 🙂 

PS 5 Wygląda na to, że fracky stchórzy i nie podejmie się dyskusji o znalezionej w regulaminie liczbie, której nie rozumie (bo nie przeczytał opisów do wzoru). Zamiast tego opowiada, jak to smoka ubił 🙂 Aha, wycofał się chyba z opowieści o tym że limit mocy zależy od specyfikacji, co za zaskoczenie!

PS 6 Z okazji Święta Narodowego będzie podpowiedź dla frackiego, bo biedak sobie wyraźnie nie radzi (i nie chodzi tylko o to, że tchórzy, ale łazi i błaga o podpowiedź). Przyjmijmy, że w regulaminie istnieje maksymalna moc obliczeniowa, z jakiej w danej chwili może korzystać komputer używany do CFD (nie istnieje, ale zróbmy na moment frackiemu tę przyjemność), nazwijmy ją P(max). Fracky przyznał już istnienie okresów rozliczeniowych o długości określonej w regulaminie, nazwijmy ją t. Czy ilość operacji, jaką można wykonać w okresie t na komputerze pracującym z mocą nie większą niż P(max) – nazwijmy ją n(max), będzie jakoś ograniczona?
Ciekawe, czy fracky potrafi rozwiązać tak trudne zadanie z fizyki… 

PS 7 – aktualizacja z 19.11.2016 dla tych, którzy nie chcą czytać komentarzy: fracky zawiesił się po przytoczeniu z regulaminu jednej liczby (ze źle zacytowaną jednostką) oraz dwóch pojęć, z których jedno ma w nazwie słowo „limit”, a drugie ma w definicji słowa „moc obliczeniowa”; jak coś z tego ma wynikać, to fracky na razie nie rozumie albo boi się podać 🙂

PS 8 Ponieważ fracky chyba cierpi na jakieś przejściowe zaburzenia wzroku, wklejam fragment strony regulaminu, wokół której chwilowo toczy się dyskusja:
CFD limit f1 sporting regulations 
Oceńcie sami: czy w pierwszej linii jest słowo Teraflops, czy TFLOPS? Czy w linii zaczynającej się od 3.7 widzicie coś o „computing power”? 

PS 9 Wygląda na to, że fracky ostatecznie zrozumiał swój błąd (po tym jak podpowiedziałem mu jaka wartość jest w przepisie, na który się próbował triumfalnie powołać) i uciekł gdzie pieprz rośnie. Ale jedna rzecz jest w tym wszystkim dobra – specjalnie założył własnego bloga (!), na którym będzie szerzył swoją wyższość nad całym światem, logiką i fizyką* 🙂
*and many, many more 

REDBAD

RED is BAD! Takie zawołanie niesie się wzdłuż Wisły, aż po Bug i Wisłok. RED is BAD! wołają tzw. patriotycznie nastawieni młodzieńcy, z sobie wiadomych powodów ignorując dysonans między swoim turbopatriotyzmem, a używaniem ordynarnego języka z rodziny germańskiej. RED is BAD! (tylko patrzeć jak flagę narodową skrócą o połowę)

Wszedł ostatnio na ekrany kin film patriotyczny pt. „Smoleńsk”. Opowiada on – podobno, nie widziałem i nie zobaczę raczej (choć taki drobiazg nie przeszkadzał mi już w recenzowaniu filmu na użytek bloga) – o jakimś spisku Wrażych Sił, który doprowadził do Katastrofy. Podobno nie wszyscy są z filmu zadowoleni, nie wyłączając występujących w nim aktorów czy innych współtwórców, na przykład niezadowolony jest aktor, który grał jedną z Wrażych Osób ważnych dla Spisku Czerwonych. A na imię temu aktorowi… REDBAD.

No jak można było popełnić tak koszmarny Błąd Obsadowy! Ani chybi jakiś Czerwony przy tym kręcić musiał.

No to zakończymy nagraniem patriotycznym o Smoleńsku:

Czuję jak blednie moja twarz błazeńska
Właśniem przeczytał o stracie Smoleńska
Ale gdzie Smoleńsk gdzie Kraków 

Zaraz, ten niby-patriota Stańczyk też NA CZERWONO! Żadnej nadziei dla Smoleńska.

Mówcie że mądra że wielkiego rodu
Że wschodem rządzić ma ręka zachodu
A ja nie cierpię tej baby! 

HGW

Do kwestii fotela prezydenta Warszawy mam stosunek doskonale obojętny. Czy obecna rezydent fotela poda się do dymisji sama, zostanie odwołana w referendum, zostanie zastąpiona komisarzem czy też przegra/wygra następne wybory, nie robi na mnie żadnego wrażenia. Co więcej, nie robi mi różnicy jak oceniać zarzuty dotyczące reprywatyzacji – czy jest głową Układu, jego szyją bądź ofiarą, czy jest winna braku nadzoru czy tylko nieudolności w forsowaniu zmian w prawie mogących zatrzymać najgorsze praktyki reprywatyzacji.

Martwi mnie jedynie obłąkańcza retoryka przeciwników reprywatyzacji. Nie wiem kto zamordował Brzeską, nie wiem jak w szczegółach wyglądały poszczególne sprawy odzyskiwania nieruchomości (mam na myśli aspekt prawny, a nie późniejsze fizyczne przejmowanie), ale dziwi (żeby nie rzec dosadniej) nachalne wiązanie wszystkiego z wszystkim, doszukiwanie się spisku tam gdzie działała – z dobrym lub złym skutkiem – rutynowa procedura. 

Intryguje mnie jedynie, jakie znaczenie miałoby mieć odejście HGW z ratusza. Owszem, dla warszawiaków przejęcie władzy w stolicy przez PiS mogłoby – podkreślmy to słowo – mogłoby oznaczać jakieś niekorzystne zmiany w miejskich inwestycjach czy pomniejszych kwestiach dotyczących zarządzania, ale dla reszty kraju? Że przedstawiciel dobrej zmiany zasypie Warszawę pomnikami? A co mnie to w gruncie rzeczy… Że będzie to Symboliczna Porażka? Bardziej przerażają skutki tych całkiem niesymbolicznych…

Będzie jak będzie. A jak będzie? HGW…