Wielkie gratulacje dla mistrza za pierwsze zwycięstwo w tym sezonie! (konsekwentnie uważam, że gdyby w zeszłym roku McLaren grał fair wobec swojego lidera, to Fernando i McLaren mieliby tytuł mistrzowski, a tak mają tylko efekt psa ogrodnika) Tym to dla niego ważniejsze, że choć w dotychczasowych 14 wyścigach Fernando punktował aż 8 razy, i był najlepszym kierowcą spoza Wielkiej Trójki Zespołów (czyli z drugiej ligi bolidów), to ani razu nie był na podium, a jego partnerzę z zespołu dzięki dzikiemu fuksowi – było.
Oczywiście, trzeba pamiętać, że Fernando miał wiele szczęścia, osiągając dzisiejszy wynik, ale uczciwie przyznajmy, że w tym roku wszyscy zwycięzcy poza Massą, Raikkonnenem i Hamiltonem potrzebowali bardzo szczęśliwych zbiegów okoliczności, żeby wygrać.
I właśnie szczęście jest kluczowym słowem w końcówce sezonu. To, czy LH obroni się przed Massą, czy też zostanie przez niego przegoniony, zależeć będzie w głównej mierze od tego, jak Fortuna w ostatnich trzech wyścigach rozdawać będzie karty z napisem defekt, neutralizacja, pogoda i ..pech.
Przerwany cykl
Od wtorku 16 września do piątku 26 września, czyli przez 11 dni, udawało mi się codziennie zamieszczać notkę – przy czym lojalnie przyznam, że część notek była kiedyś napisana w wolnej chwili i tylko publikowana w odpowiednim terminie:). W sobotę cykl się zakończył. Nie miałem czasu w sobotę włączyć komputera aż do północy:P
Refleksje prawie regulaminowe
Kilka miesięcy temu napisałem, że w klasyfikacji Ecclestone’a każda decyzja stewardów może mieć istotne znaczenie dla końcowej klasyfikacji.
Najlepszy przykład mamy teraz. Gdyby cykl wyścigów miał się zakończyć na Monzy, a wyniki ustalano wg klasyfikacji Ecclestone’a, to decyzja stewardów ze Spa decydowałaby o tytule mistrzowskim. Po decyzji mamy bowiem wyniki:
Massa 5-1-2
LH 4-2-2
(reszta pomijalna)
Gdyby zaś decyzji nie wydano, to wyniki byłyby:
LH 5-2-1
Massa 4-2-2
Trzebaż więcej?
A o samej decyzji napiszę innym razem.
Spotkanie na szczycie
Spotkało się dzisiaj znienacka pod warzywniakiem na ul. Drzymały dwóch znanych blogerów*. Długo się w świecie niewirtualnym nie widzieli (w latach można liczyć), choć na blogi sobie regularnie zaglądają. Wymienili się uwagami, acz nie telefonami (jakby co, mają niezłe kanały łączności internetowej, nie tylko blogowe).
Góra z górą się nie zejdzie, bloger z blogerem zawsze:) chociaż lepiej byłoby, żeby bloger z blogerem zeszli sie razem z tymi górami, jak kiedyś. Najlepiej na wysokim szczycie.
*znanych sobie, to na pewno
Niepamięć bardzo selektywna
Junior odpowiada na pytania o płeć:
– A kim jest Matka?
– Dziewczynką!
– A kim jest Junior?
– Chłopcem!
– A kim jest Ojciec?
– Nie pamiętam..
Rozpuszczalna z filtrem
Nie wiem, czy ktokolwiek tego próbował przede mną (być może jestem pionierem!), ale – dość mimowolnie – przeprowadziłem eksperyment sprawdzający, co się stanie, jeżeli przyrządzając kawę w ekspresie (przelewowym) do filtra nasypiemy zamast kawy mielonej taką samą ilość rozpuszczalnej.
Otóż nie stanie się nic złego. Rozpuszczalna rozpuści się w filtrze, a w dzbanku zbierze się zupełnie przyzwoita kawa (tak przyzwoita, na ile przyzwoita była użyta do eksperymentu rozpuszczalna). Tyle, że część płynnej kawy zostanie w filtrze, skąd lepiej ją szybko przelać do dzbanka, zanim wystygnie. To na pocieszenie wszystkim roztargnionym:)
Pokora, pokora i jeszcze raz pokora
Kiedy otwierałem cykl notek o „Milionerach”, sam się zastanawiałem, co w oglądaniu tego programu bawi najbardziej. Sądzę, że duża rolę odgrywa jednak takie utwierdzanie się w poczuciu wyższości: ja wiem, to takie proste, a ten/ta [–] nie wie (a w domyśle: w sumie jakbym tam był, tobym dopiero pokazał). Ostatnie odcinki przywróciły jednak mojemu myśleniu właściwe tory, ponieważ przy licznych pytaniach stanąłbym bezradny, nie wiedząc wcale lub /i błędnie strzelając. Polec można bowiem na wszystkim: na mniej znanych nazwach gier sportowych, na nazwach zwierząt, płytach Milesa Davisa, bohaterach komiksów, a nawet na odmianach owoców.
Dlatego zamiast we wnętrzu puszyć (swoją drogą, tani to sposób poprawy samooceny), lepiej zawsze mieć w sobie odpowiednią dozę pokory. Zasada ta sprawdza się w każdej dziedzinie, po prostu – w życiu.
Kryzys wieku średniego
Niezawodny Leszek K. Talko zdradził ostatnio w felietonie w "Twoim Stylu" (wersja elektroniczna będzie dostępna pewnie za miesiąc) sposób, dzięki któremu można rozpoznać, kiedy faceta dosięga kryzys wieku średniego. Otóż najlepszym tego dowodem jest fakt, że facet zaczyna myśleć o rzuceniu w diabły dotychczasowego zajęcia i otwarcia małej, zacisznej, wymarzonej knajpki (mogą istnieć warianty indywidualne, np. stadnina).
Hmmm. Zawsze mówię, że się starzeję w przyspieszonym tempie, ale – szczerze mówiąc – podobne myśli chodziły mi po głowie co najmniej w okolicach 30-tki. Zatem kryzys wieku średniego już za mną (nie muszę się więc martwić, że nagle przyjdzie mi do głowy potrzeba nabycia Harleya lub Porsche*), pora myśleć o emeryturze:))
*w życiu by mi do głowy nie przyszło kupować Porsche, zupełnie mnie nie kręci..
Pobiesiadować
Wszedłem ostatniego do okolicznego sklepu po gazetę. Obok stojaka z gazetami stał drewniany regalik, na którym na kilku poziomach stały ustawione różnej maści znicze (do 1 listopada jeszcze trochę czasu, ale przy lokalnym cmentarzu się nie kupi, więc wiejski sklep oferuje wszystko:)). I prześlizgując się po tym regaliiku, nagle mój wzrok zarejestrował coś nieoczekiwanego: na każdej z drewnianych półek widniał stylizowany, firmowy napis "Biesiadne".
I sobie pomyślałem – z takimi zniczami to dopiero musi być biesiada. Ałganow się może schować:)
Hardkorowy szoping
Niedawno w Milionerach pojawił się pewien młody polonista uczący w liceum, który zadeklarował, że pieniądze z wygranej w pierwszej kolejności przeznaczy na „hardcore’owy shopping ze swoją dziewczyną”.
Hmm. NIe zamierzam być jakimś szczególnym purystą, ale jeżeli tytułowe sformułowanie nie jest zaśmiecaniem polszczyzny, to nie wiem, co nim jest. W ustach polonisty razi to moim zdaniem szczególnie, i zastanawiam się, jak brzmi mowa jego wychowanków.
W każdym razie nasz nowatorski polonista szybko sam się ukarał – nie wiem, czy zapomniał, co to jest kąt 0 stopni, a co 180 stopni (w końcu jest polonistą, a nie matematykiem:-D), czy też nowatorsko zaniechał całkowicie używania zegarów ze wskazówkami, w każdym razie nie wiedział, jaki kąt tworzą wskazówki zegara o godzinie 18.00. I wrócił do domu z niczym. Zamiast hardkorowego szopingu będzie miał więc co najwyżej hardkorowe przeżycia na lekcjach, jeżeli uczniowie postanowią z niego zadrwić. W końcu jest za co.