Bridge over troubled water

Są takie utwory, które potrzebują czasu, zanim się je w pełni doceni, i są takie, które przykuwają od razu, ale słuchane często tracą na atrakcyjności. Kiedy ostatnio usłyszałem w radio Bridge over troubled water, uzmysłowiłem sobie, że już dłuższy czas tego nie słuchałem – wciągnęło mnie od razu, a ta piosenka należy do tej właśnie drugiej kategorii: łatwo ją zasłuchać na śmierć. A szkoda jej.

Zresztą w ogóle piosenki Simona&Garfunkela należą do tej właśnie kategorii – szybko tracą swój urok, jeśli nadużywać; dlatego nie włączam zbyt często "Sound of Silence", bo zbyt ją lubię, żeby ją zanudzić.

Przypomina mi się przy okazji powieść Fredericka Forsytha The Deceiver (polski tytuł "Fałszerz"), w której rosyjski oficer ..mieszkający:) w amerykańskiej bazie nałogowo słucha właśnie nagrań Simon&Garfunkela, na tyle, że ochrona "nauczyła się na pamięć dwudziestu ich największych przebojów" (fikcja, któż mógłby tak długo słuchać na okrągło Simona&Garfunkela? nawet rosyjski oficer nie dałby rady:)). Myślę, że ci ochroniarze potrzebowaliby rzeczywiście sporo czasu, żeby "Bridge over troubled water" mogło im na powrót sprawiać przyjemność:)

 

Rewindykator

Podczas jesiennego spaceru Ojciec dociera z Juniorem pod drzewo orzechowe. Krótkie poszukiwania kończą się pewnym sukcesem, ze trzy orzechy wędrują do kieszeni. Ojciec uskutecznia edukację ekologiczną, opowiadając Juniorowi, że wiewiórki też zbierają orzechy, żeby je schować w dziuplach i mieć co jeść podczas zimy. Junior słucha z poważną miną, po czym decyduje:
– Będziemy zabierać wiewiórkom orzechy!

(i to by było tyle edukacji ekologicznej trzylatka..)

Uroki podobieństwa

Trafiłem przypadkiem w ostatnią niedzielę na nową audycję Trójki (na tyle zresztą nową, że było to dopiero pierwsze wydanie:)), w której jacyś zupełnie mi nieznani goście znęcali się nad twórczością Wilków, doszukując się podobieństw w linii melodycznej, układzie nut czy aranżacji poszczególnych fragmentów ich hitów do rozmaitych utworów znanych już wcześniej (choćby nieco). Nie ukrywam, brzmiało dość wiarygodnie:) jednak nie mam zamiaru obwieszczać, że Gawliński i ska to notoryczni plagaitorzy. Sam bowiem dawno temu sformułowałem tezę, że wszystkie możliwe melodie już napisano:) (wszak liczba nut jest ograniczona), więc siłą rzeczy zawsze można trafić na coś, co ktoś inny napisał równolegle. Oprócz tego pozostaje jeszcze kwestia inspiracji czy naśladownictwa, czasem mimowolnego (usłyszy coś człowiek i mu się tłucze w zakamarkach mózgu i wyskakuje znienacka przy tworzeniu). Jeżeli więc inspirator nie ma pretensji do zainspirowanego, to znaczy, że wszystko gra. A my możemy dzięki temu wysłuchać paru ładnych kawałków (czasem mocno odświeżonych).

A na deser tropiciele podobieństw – tłumacząc się, iż w istocie szukają najpiękniejszej piosenki świata, która jest inspiracją dla wszystkich:) – zaserwowali Tenacious D "Tribute to the Best Song in the World". Mniam:))

Eksperyment:)

Postanowiłem spróbować, czy to rzeczywiście działa, i umieszczę w blogu frazę zawierającą parę słów nachalnie poszukiwanych przez maniaków internetowych. Zgodnie z podpowiedzią Orlińskiego, niech będzie na dobry początek
EDIT: „c.rp.ral p.nishm.nt of cr.ssdr.ssing n.ns” (karanie na ciele nieadekwatnie do płci odzianych mniszek).

Brrr. Aż się boję, kto mi tu zacznie przychodzić, obaj stali czytelnicy nie będą się mogli dopchać:)

Przegapiłeś..

Ojciec odjeżdża rano do pracy.
Junior obserwuje Ojca przez okno, jak wsiada do samochodu, odjeżdża, znika za rogiem.. Patrzy dalej, bo Ojciec powinien jeszcze mignąć w prześwicie między odległym płotem, a drzewem..
Po czym schodząc z okna przy pomocy Matki konstatuje:
– Przegapiłeś Ojca, ty przegapiaczu Ojca..

(walka z używaniem drugiej osoby jak widać trwa..)

Złota bergamotka

A może jednak najbardziej lubię tych Milionerów za jajcarstwo w pytaniach? W ostatnich odcinkach rżałem widząc propozycje, że Parys wręczał boginiom złotą bergamotkę, albo że wybrankiem Barbie był Dipsy:) 

 Barbie ((c) Mattel etc.)Dipsy ((c) BBC

A na myśl uczestnika, że można mieć sztabkę prostolinijnego złota, to nawet Hubert parsknął uśmieszkiem.

Zdziwiło mnie jednak – łyżeczka dziegciu – że wykształcony człowiek może mieć jakiekolwiek wątpliwości, z czym kojarzyć Wojskową Radę Ocalenia Narodowego..

 

McHedlidze

Kiedy zobaczyłęm to nazwisko w relacji z ostatniej kolejki Serie A, zamrugałem oczami ze zdziwienia: Szkot to, czy Gruzin? Z tekstu (w gazecie papierowej) wynikało jednak, że to Gruzin, więc tylko wzniosłem modły do boga redaktorów o jakąś małą klątwę czy przynajmniej piorun na głowę odpowiedzialnego. Ważniejsze jednak było dla mnie co innego, a mianowicie informacja, że ów Levan McHedlidze to 18-latek, który właśnie zadebiutował w Serie A w bawrach Palermo (wypożyczenie z Empoli, Kokoszki widać nie potrzebowali) i by to debiut-marzenie. Nie dość, że gol, to zwycięski i na dodatek w wyjazdowym meczu z Juve.

I tak sobie pomyślałem: w tymże Palermo niedawno wystąpił nasz OMC gwiazdor, dziś już eks-piłkarz Matusiak. Nawet strzelił tam gola (statystycy mogą dzięki temu od nowa liczyć czas od ostatniego polskiego gola w Serie A) w przegranym meczu z jakimś Ascoli. Dlaczego takie spektakularne rzeczy trafiają się zawsze innym?

PS. Być może, dzisiaj należałoby coś napisać o zakończeniu zadymy wokół PZPN. Ale jakoś temat młodego Mczedlidze (bo tak prawdopodobnie brzmi prawidłowa forma nazwiska) wydaje mi się dużo bardziej ważki.  

Jak w stanie wojennym

Jedną z rzeczy, jaka niezaprzeczalnie kojarzy sie ze stanem wojennym (oprócz braku Teleranka itp.) jest obecność w sklepach – zamiast zwykłego – masła solonego (chociaż szczerze mówiąc, to masło solone było chyba jeszcze przed staenm wojennym, ale pal sześć). Mnie osobiście bardzo nie przeszkadzało (to dzisiaj lubię to połączenie będące zbrodnią kardiologiczną, za którą przywódców PRL nikt już nie osądzi), chociaż zawsze dziwny efekt dawało, kiedy chciało się zjeść kanapkę z dżemem (ileż anegdot i kawałów wartych jedynie zapomnienia o tym opowiadano).

No i co? Rodzina pojechała na zakupy i przywiozła zamiast zwykłego, masmix z solą morską. I jak mam teraz zjeść  kanapkę z dżemem nie wspominając Jaruzela?

Dzik jest dziki..

Niedawno na innym blogu napisałem notkę o tym, jakie zwierzęta można spotkać w sympatycznym mieście Katowice. Dzisiaj dowiedziałem się przy okazji wizyty u rodziców, że dziki odwiedziły ich ogródek (i całą masę sąsiednich), sporo naniszczyły, a sąsiada, który po nocy wyszedł nakopać sobie robaków na wędkowanie, nieźle wystraszyły (wyobraźcie sobie, że wam coś w nocy w ogródku chrząka i z tupotem biegnie w waszą stronę). A swoją drogą, też mu się rybaczenia zachciało:)

Zawsze coś

Junior wczesnym wieczorem zgłasza postulat:
– Ojciec napali w piecu! (ma na myśli kominek)
Ojciec sugestywnie milczy, unikając sugestywnych spojrzeń Matki.
Junior kontynuuje:
– Ojciec napali w piecu!
Ojciec strategicznie wycofuje się do innego pomieszczenia, mrucząc coś o konieczności pilnego przebrania się.
Junior nie poddaje się:
– Ojciec napali świeczkę!

PS. Matka napaliła świeczkę. Ojciec napalił w kominku:)