Są takie utwory, które potrzebują czasu, zanim się je w pełni doceni, i są takie, które przykuwają od razu, ale słuchane często tracą na atrakcyjności. Kiedy ostatnio usłyszałem w radio Bridge over troubled water, uzmysłowiłem sobie, że już dłuższy czas tego nie słuchałem – wciągnęło mnie od razu, a ta piosenka należy do tej właśnie drugiej kategorii: łatwo ją zasłuchać na śmierć. A szkoda jej.
Zresztą w ogóle piosenki Simona&Garfunkela należą do tej właśnie kategorii – szybko tracą swój urok, jeśli nadużywać; dlatego nie włączam zbyt często "Sound of Silence", bo zbyt ją lubię, żeby ją zanudzić.
Przypomina mi się przy okazji powieść Fredericka Forsytha The Deceiver (polski tytuł "Fałszerz"), w której rosyjski oficer ..mieszkający:) w amerykańskiej bazie nałogowo słucha właśnie nagrań Simon&Garfunkela, na tyle, że ochrona "nauczyła się na pamięć dwudziestu ich największych przebojów" (fikcja, któż mógłby tak długo słuchać na okrągło Simona&Garfunkela? nawet rosyjski oficer nie dałby rady:)). Myślę, że ci ochroniarze potrzebowaliby rzeczywiście sporo czasu, żeby "Bridge over troubled water" mogło im na powrót sprawiać przyjemność:)

