Tradycja pieśniarzy

Zawsze szacunek mój budzili pradawni pieśniarze, którzy z pamięci odtwarzali dlugie opowieści, przekazywane z pokolenia na pokolenia tylko w formie tradycji ustnej. W końcu opanowanie "Iliady" czy "Rycerza w tygrysiej skórze" bez korzystania z tekstu pisanego to jednak jakiś wyczyn (przeciętny muzułmanin zapewne wyrecytuje wiele sur Koranu, ale to jednak nie to samo).

Zaczynam ich rozumieć, kiedy widzę, jak Junior powtarza teksty zasłuchane. Odtwarza z pamięci (jak mu się chce, oczywiście) Brzechwę, Tuwima, Janoscha, Listonosza Pata, Reksia, Filemona.. Zadaniem Rodzica jest jedynie orientowanie się, co to dziecko akurat cytuje. Ale – zdaniem Ojca – przebrał miarę, cytując piosenkę z "Klanu". Matka zadeklarowała, że przestanie oglądać:) (i tak czyniła to okazjonalnie, na szczęśćie).

Cena sławy

Przy okazji pisania notki o wolności prasy w opozycji do prawa do prywatności, przypomniała mi się ta piosenka (a nie pasowało mi włączanie jej do tametj notki w cytacie ani tym bardziej w całości):

Zaszyłem się już dawno w domowym ukryciu,
Od szosy głównej w bok, zadowolony z życia,
Niechętny, by zapłacić cenę sławy mej,
Na laurach spoczywając, jak statek na dnie.
Wiadomo wszak, że zawsze znajdą się doradcy,
Co wmówią ci, że masz spowiadać się na cacy,
I by nie zatarł się po tobie żaden ślad,
Co pikantniejsze sprawki wywlekać na jaw.

Cóż sława – to jest proszę was,
Zabawa lub paskudna gra.

Wynika z tego, że mam wszelki wstyd porzucić,
Choć przecież się to z mym sumieniem jednak kłóci,
Ujawnić mam, gdzie, z kim rozpustnie spędzam czas,
Pozycji ulubionych katalog mam dać.
Lecz gdybym zaczął tu wymieniać po nazwiskach,
To ileż wiernych żon dostałoby po pyskach,
A iluż bym przyjaciół stracił w jeden dzień,
Nie mówiąc już, że w noc na dwór wyjść bałbym się.

Lecz muszę wyznać, że przeraża mnie to wszystko,
Nie cierpię chorobliwie ekshibicjonistów
I wolę, by mój organ znało, wierzcie mi,
Te kilka kobiet, lekarz i już więcej nikt.
A może jednak mam jak gwiazda wam rozbłysnąć
I machnąć tu czy tam skandalik towarzyski?
Czy grzechot moich genitaliów w biały dzień
Zagłuszyć miałby czysty ministantów śpiew?

Na przykład taki fakt: światowa pewna dama,
Do której zwykłem wpadać w wieczór albo z rana,
Raz na jedwabnej sofie zniewoliła mnie
I zaraziła czymś, czym do dziś brzydzę się.
Więc dla większego szumu, dla własnej reklamy,
Mam oto kalać święty honor owej damy?
Po mieście latać i rozgłaszać tam i tu,
że od markizy Y mam gnid cały wór?

Bóg świadkiem, że mnie łączy komitywa szczera
Z nie byle kim: z ozdobą paryskiego kleru,
On – katecheta, ja – poeta brzydkich słów,
On przy mnie mówi "amen", ja przy nim "o ku…!"
Lecz po cóż zaraz pisać grubymi wołami,
Żem raz zaskoczył go u kolan mej kochanki?
On cicho nucąc psalm szykował się do mszy,
Zaś ona mu w tonsurze zabijała wszy.

Tłum chciałby, łeby miast gitary w mych ramionach
Co dzień kręciła się inna gwiazda filmowa.
Do diabła, czemu to, z kim spędzam każdą noc,
Ma przynieść chwałę mi – nie rozumiem za grosz.
Cóż, pismak składa hołd bogini o stu twarzach,
A ta chce, żebym ja, ot, w formie komentarza,
Przedstawił panią X i dodał jeszcze, że
Na jej wzgórek Wenery co noc wspinam się.

A może chcecie, bym się przyznał wam z ochotą,
że tak jak wielu z was zwyczajną jestem ciotą?
I żebym chód panienki przyjął jako swój,
Bym biegał jak gazela, a nie lazł jak wół?
Lecz nie dam wam, hultaje, także tej radości,
Bo miłość grecka mi nie sprawia przyjemności,
A zresztą, nawet grosza nie wart cały kram,
Pederastyczna zbrodnia to już nie ten szpan.

Ten szybki Tour de France po plotkach dziennikarskich
Wykazał, że nie zaspokoję was, ciekawskich
I miast sensację wzbudzać, wolę ćwiczyć słuch,
Piosenki sobie śpiewać i drapać się w brzuch.
Jak ktoś chce, bym zaśpiewał, zrobię to w try miga,
Jak nie, to przecież też nie dzieje mi się krzywda.
Niechętny, by zapłacić cenę sławy mej,
Na laurach sobie spocznę jak statek na dnie.

(Georges Brassens w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego)

A przy okazji, to zupełnie nie pamiętam, czy zdjęcia gołej Muchy były ładne, a cyc atrakcyjny:) (przy zdjęciach z ukrycia wcale nie gwarantowane)

 

(Nie)oczekiwany koniec lata

Lato się skończyło.

Z każdym dniem widać było tego kolejne oznaki. Odleciały bociany z "mojego" wiejskiego gniazda.

Zacząłem wychodzić na dwór w kurtce zamiast tylko w koszuli. Odkręciłem kaloryfery. Narąbałem drewna i zacząłem palić w kominku. Włączyłem ogrzewanie w samochodzie. Deprecha jesienna narastała. Żona zaczęła wygrzebywać z szaf ciepłe rzeczy. Aż w końu przyszedł dowód ostateczny.

Znalazłem w lodówce miskę sałatki ryżowej z tuńczykiem. Nie przyrządzaliśmy jej chyba od kwietnia. Widać, że nadeszły zimne, nieprzyjazne dni..

Cyc a wolność prasy

W "Wyborczej" Maciej Łętowski pisząc o potrzebie uchwalenia nowego prawa prasowego porusza temat następujący:
"Dziś sądy orzekają już blisko 100 tysięcy zł za pokazanie biustu aktorki bez jej zgody. Biustu, który sama wystawia na widok publiczny na egipskiej plaży."

Chodzi mu niewątpliwie o przypadek Anny Muchy, która rozebrała się będąc na wakacjach z daleka od kraju (gdzie jej rozpoznawalność była zdecydowanie ograniczona), gdzie – oczywiście najzupełniej przypadkowo:) – znalazł się również fotoreporter pewnego brukowca. Po kilkuletnim procesie Sąd Najwyższy rozstrzygnął, że fakt bycia aktorką z popularnego serialu nie wyklucza prawa do prywatności (w granicach przez siebie nakreślonych), zwłaszcza w zakresie nie związanym z działalnością publiczną.

Zastanawiam się, w czym Maciej Łętowski upatruje w tej sprawie ograniczenia wolności prasy, prawa do informacji? Jaka informacja winna być upubliczniona – że Anna Mucha* posiada biust? A nawet, że nim gdzieś zaświeciła? W czym rozmiar i kształt czyjegoś biustu polepszają wolność jednostki czy ogółu? Informować to jedno. Wykorzystywać kosztem cudzego prawa do prywatności (i to w imię zaspokojenia przez siebie wykreowanej potrzeby) – drugie. Tylko to pierwsze podlega ochronie.

*można wstawić dowolne inne imię i nazwisko, oczywiście

Ciężarówa

Ilekroć Junior wraca ze spaceru, zazwyczaj na pytanie "co widział na spacerze" odpowiada "auta, ciężarówy.." Jest to z jednej strony pochodna zainteresowań:) a z drugiej strony w okolicy większość tras prowadzi w okolicach drogi przelotowej, po której ciężarówki poruszają się dosyć często (na szczęście wzdłuż drogi jest szeroki i wysoki – więc dość bezpiecznyc – chodnik), więc tego rodzaju relacja zazwyczaj odpowiada prawdzie (choć zdolności imaginacji Juniorowi odmówić nie można).

W ostatni weekend Junior spacerował z Matką i również przebywał czas jakiś koło rzeczonej drogi przelotowej (inaczej nie da się dojść do jedynego w okolicy kasztanowca). Z racji dnia wolnego ruch był znacząco mniejszy i Junior tak jakoś dziwnie spoglądał na tę drogę (nikt nie lubi nieoczekiwanych zmian, przynajmniej w jego wieku). I kiedy nagle na horyzoncie pojawiła się jakaś ciężarówka, Junior wypalił znienacka:
– Wreszcie się ciężarówa obudziła!

 

Matematyka z czuba

Podglądając relację internetową meczu naszych orłów z San Marino na serwisie zczuba.pl zanotowałem w pamięci sformułowanie "Dobra wiadomość jest taka, że po półtora meczu w el. MŚ mamy 4 punkty."

Nie da się ukryć, niezła średnia – 2,66(6) punktu na mecz. Szybko jednak dostrzegłem, że było już w tych eliminacjach znacznie lepiej – po jednej trzeciej meczu mieliśmy już 3 punkty. Średniej aż boję się liczyć:D

I nie sposób oprzeć się postawieniu jakże ważnych pytań:
– dlaczego było lepiej, a jest gorzej (po dwóch meczach mamy 4 punkty, czyli średnia już tylko 2 pkt na mecz),
– komu to panie przeszkadzało, że było tak dobrze, jak było,
– kto jest temu winny i dlaczego Benhauer?

 

Stary poczciwy VHS

W komentarzu do notki o podłych praktykach Polsatu Airborell wyraził nieomal zdziwienie, że jeszcze posiadam magnetowid.

A co. Posiadam:) Jest to wprawdzie technologia z pozoru przestarzała (wytwórnie zaniechały już wydawania nowych filmów na VHS,), ale bynajmniej nie nadeszła jeszcze pora na jej odesłanie do lamusa. Po pierwsze dlatego, że mam pewną kolekcję (nieszczególnie wielką, ale zawsze) kaset z rozmaitymi sympatycznymi nagraniami (chociaż Zemsty Sithów nie dostałem już w innej wersji niż – tfu! – dubbingowej) i nie mam ochoty uznawać jej za bezużyteczną – w końcu nie po to nagrywałem dziesiątki kreskówek dla dziecka, żeby to wszystko teraz wywalić, no i nie chce mi się inwestować w kupowanie nowych nośników z ulubionymi filmami. Po drugie, trwałość kasety w porównaniu z trwałością płyty DVD to… niebo a ziemia, że poprzestaniemy na tym wyświechtanym porównaniu. Nie chce mi się liczyć, ile już mam bezużytecznych (zajechanych) płyt DVD. Po trzecie wreszcie, stary poczciwy magnetowid pozwala mi w każdej chwili zarejestrować film/audycję, której nie mam czasu oglądać w danym momencie, i odtworzyć później (przy dziecku baaaaardzo użyteczna funkcja). Tym bardziej, że po namyśle zainwestowałem w tzw. combo, czyli urządzenie zawierające w jednej skrzynce 4-głowicowy magnetowid i standardowy odtwarzacz DVD, przez co mogę jednocześnie i nagrywać,  i dziecku bajkę puścić:)

Pewnie mógłbym zamiast magnetowidu zainwestować w odbiornik z dyskiem i nagrywać na DVD do woli. Ale to rozwiązuje tylko ostatnie dwa problemy:) a na wszystko przyjdzie czas. I nowy standard, prawdopodobnie:)

 

Arafatki, 10 kolorów

Ogłoszenie o takim dostępnym asortymencie widziałem wczoraj w jednym ze sklepików na katowickim dworcu PKP (nie linkuję, bo nasz dworzec to wciąż miejsce dla turpistów).

Jestem pod wrażeniem. Nie sądziłem, że arafatki są obecnie modne, a tym bardziej – że produkuje się je aż w tylu kolorach. I że jest popyt (tego domniemywam, bo kto angażowałby się w produkcję/zakup takiej palety nie mając przekonania, że się sprzeda?). Gdyby ktoś był zainteresowany, niech szuka w przejściach pod peronami. Ja wolałem kupić to:

podgrzybek

Podobno wysyp wrześniowy trwa już od tygodnia:) 

Klus Mitroh

Jakoś się mnie ostatnio ten utwór czepił i nie puszcza:) Nie żeby to było nieprzyjemne, ale dla rozładowania nastroju:

Mamy dzień mamy każdą noc
Mamy swoje sny i swoje drogi
Tak jak ty rozglądamy się
Chcemy znać ostatnią wersję prawdy
Goni nas lukratywny wieprz
I wszystkim zyczymy źle
Nam z oczu patrzy

Chować się bo nadbiega tłum
Chyba że ktoś chce się z tego pośmiać
Wiele rąk i zbyt mało głów
O faszyźmie łatwo nic nie mówić
I nigdy nie mów tych bzdur, że to dla mnie
O! tylko nie to
O! tylko nie to
O! tylko nie to
nie nie nie nie nie nie nie

Kiedy już walniesz głową w dno
Wszyscy chcą by w końcu to się stało
Kiedy już sparszywieją dni
A tobie krwią za długi przyjdzie płacić
Kiedy już będziesz miała dość
Wtedy nie mów tych bzdur, ze to dla mnie
O! tylko nie to
O! tylko nie to
O! tylko nie to
nie nie nie nie nie nie nie

Dla tych, co nie mają w domu nagrania – jakiś badziewny film z jutubki, którego nie można zalinkować po ludzku (stąd mały edit).

Szczyt upokorzenia

Tegoroczne występy Legii w europejskich pucharach to pasmo upokorzeń. Najpierw remis u siebie ze słabiutkimi Białorusinami, potem gładkie porażki z takim sobie FK Moskwa, a na dodatek odwieczny rywal z Poznania idzie jak burza. I to rozbijając w puch rywali porównywalnych z tymi, którzy Legię odprawiają z kwitkiem (pisałem o tym tu). Tytułowym szczytem upokorzenia będzie jednak, kiedy Lech (na co ma sporą szansę) awansuje do fazy grupowej eliminując Austrię Wiedeń, która dla Legii okazała się zbyt silna dwa razy w ciągu ostatnich czterech lat..