Znak zodiaku żółwia

Junior ostatnio zaczął się uczyć znaków zodiaku, w sposób najbardziej praktyczny z możliwych, czyli zapamiętując daty rozmaitych krewnych i znajomych razem z odpowiadającym im znakiem. Przećwiczył Rodziców, Babcie, Dziadków, Wujków, aż w końcu zaczął się dopytywać o znak zodiaku Psa oraz domowego Żółwia i trzeba było poustalać im jakieś daty urodzenia (dobra, Pies ma od dawna ustaloną i obchodzi urodziny:)). Dobrze, że nikt mu nie powiedział jeszcze o chińskim zodiaku, bo za tym Ojciec zwłaszcza nie przepada:)

A swoją drogą, dzisiaj okazało się to mieć walor praktyczny. Objeżdżając cmentarze, Junior ćwiczył znaki zodiaku na Prababciach i Dziadkowujkach (których dokładnych dat urodzenia Rodzice na co dzień nie pamiętają), a wieczorem robił sobie z tego powtórkę. Wtedy doszedł do konkluzji:
– Ojciec, a Ty jesteś Lew, a lew wrzeszczy!
A Ojciec skorzystał z okazji:
– Widzisz, a Ty jesteś Rak, czyli to tylko Ojciec może wrzeszczeć!
Ojciec na pewno mu to będzie nieraz przypominał:)

Czy brydż zabija intuicję?

Oglądałem dzisiaj dalszy ciąg walki TRada o milion złotych, której pierwszą część nieco przypadkiem zdarzyło mi się skomentować🙂 TRad powalczył dzielnie, zachowując swój budzący kontrowersje (w komentarzach) styl, odpadając na pytanie o okrągłe pół bańki. Sam odpowiedzi na to pytanie nie znałem (żona znała, pewnie było w którymś z kobiecych magazynów:)), ale intuicyjnie wybrałem odpowiedź właściwą (bazując na jakże kruchym argumencie, że imię Gala kojarzy mi się z Rosjankami:), aczkolwiek nie było to prawdziwe imię..)

I właśnie – mój wybór był w pewnej mierze intuicyjny. A co odpowiedział TRad, po tym, jak po przeanalizowaniu prawdopodobieństwa stanowczo, definitywnie, ostatecznie i cośtamcośtam zrezygnował z gry? Że gdyby miał strzelać, to dwa razy rzuciłby monetą. Przy 25% szansie, jest to idealnie poprawne jej wykorzystanie. Czy gdyby miał sam wybrać, analizując własne odczucia, zaweirzając intuicji, to miałby szansę o kilka procent mniejszą? Czy to przeniesienie nawyku brydżowego, wg którego gra się na największą szansę z matematycznie dostępnych, wyliczanych w oparciu o twarde informacje? W końcu przy wyborze kierunku impasu damy: do asa z waletem, czy do króla z dziesiątką, w braku dalszych informacji od obrońców, w pewnej chwili trzeba się zdać na intuicję – lub rzut monetą. Wątpię, żeby wygrzebywał złotówkę przy stoliku:)

A może – jak zasugerował Airborell w komentarzu – rzucanie monetą było jednak elementem show, i TRad postanowił być konsekwentny do końca? Może. Jak TRad ewentualnie wpadnie, to może powie:)

Nieaktualność Google Maps

Tak mnie naszło, że postanowiłem sobie zerknąć „z góry” na swoją okolicę, zobaczyć jak wygląda po Wielkiej Przebudowie Dróg (pisałem już wcześniej, że mi się znacznie bardziej podobało przed tą przebudową, ale cóż..). Kazałem więc wyszukać odpowiednią ulicę, zacząłem robić zbliżenia, i..

I się zdziwiłem. Zdjęcia z GoogleMaps nie tylko nie pokazują Nowych Dróg, ba, one pokazują rzeczywistość sprzed dobrych paru lat! Zacząłem się kolejno przyglądać – nie ma Słonecznej Enklawy, nie ma Osiedla Feng Shui,* nie ma Osiedla Zagajnik, nie ma drugiej części Osiedla Kopaniny Lewe, ba! nie ma praktycznie nawet Osiedla Pod Dębem, które było zamieszkałe, kiedy się przenosiłem ponad cztery lata temu! To jak stare muszą być te zdjęcia?!? Ale w sumie zamiast się martwić, że nie zobaczę widoku Nowej Rzeczywistości, właściwie ucieszyłem się z zobaczenia swojej okolicy takiej, jaką była tych kilka lat temu, kiedy tak się dobrze w niej czułem. Chyba sobie porobię trochę screenów:)

A potem – trochę intuicyjnie – przełączyłem się z trybu widoku satelitarnego na tryb mapy. Nie byłem już zaskoczony, że adresów domów z nowych osiedli GoogleMaps tez nie potrafiło znaleźć:) ale za to za chwilę przeżyłem kolejnego zonka. Ni stąd, ni zowąd, GoogleMaps zaczął zaznaczać na mapie rozmaite firmy. I tak w pobliskiej hurtowni mięsa zainstalował się nagle sklep komputerowy, w zapuszczonym ogrodzie sklep z artykułami dziecięcymi, a w zagajniku brzozowym – fotograf (w zagajniku, bo parcela z odpowiednim adresem porośnięta jest uroczymi małymi brzózkami). A już zupełnie rozłożył mnie na kolana oddział banku (w kolejnym zapuszczonym ogrodzie, jak mi się zdaje). Sklep meblowy czy parę kantorów już prawie przy tym nie robiło wrażenia. Po chwili rozwiązałem tę zagadkę – przy nazwach i adresach tych wszystkich pożytecznych instytucji, widniał kod pocztowy z sąsiedniego miasta..

W każdym razie: wierz tu człowieku, takiemu GoogleMaps:))

*oficjalna nazwa to Osiedle Grota, ale tak na swojej stronie akcentowali zgodność osiedla i domów z zasadami feng shui, że już tak zostało..

Cybron mi się chrzani

Ściślej rzecz biorąc, powinienem był napisać: Grand Slam Bridge wyprodukowany przez Cybron Corporation. Tak jak zawsze uważałem, że nie robi głupot, tak ostatnio zaczął mi cuda wyczyniać w licytacji – pomimo że ma w ustawieniach otwieranie z piątki, to nagminnie robi to z czwórki, co gorsza pokazując młodszą przed starszą (i dogadaj się tu człeku z takim soft-partnerem). Dzisiaj mnie wkurzył, kiedy po moim powtórzeniu koloru, mając trzykartowy fit z asem i królem postanowił pokazać drugą czwórkę. W takich sytuacjach z nerwów korzystam z opcji przejścia do nowego rozdania lub przynajmniej powrotu do licytacji (może trochę głupie, ale to w końcu przyjemność ma być).

Cóż, wolałbym że się zachowywał bardziej przewidywalnie, ale i tak nic nie zmieni faktu, że jest to wciąż mój ulubiony program brydżowy, i najlepszy jaki znam, biorąc pod uwagę relację playability do wymagań sprzętowych. Ale też inni na starcie są prawie bez szans, bo to jest program zajmujący ok. 400 KB, napisany w latach 1985-86:)

Cybron Grand Slam Bridge screenshot

Bez obsługi myszki, bez bajerów, czysta gra. Idę zrobić sobie przerwę na roberka:)

Hazardowe szaleństwo

W reakcji na znaną powszechnie zadymę wokół hazardu, premier ogłosił wojnę z hazardem, polegającą – jeśli dobrze dosłyszałem – na zakazaniu hazardu internetowego i wyrzuceniu automatów z powrotem do salonów. Przyznam szczerze, że jestem sceptyczny co do skuteczności tej wojny, bo hazard zejdzie w strefę szarą, albo co gorsza i czarną. Może będzie bardziej moralnie, na pewno zaś spadną dochody budżetu, co – mówiąc cynicznie – w obecnej sytuacji budżetowej martwi mnie zdecydowanie bardziej, niż utrata przedostatniego grosza przez bezrobotnego albo zyski przedsiębiorców hazardowych. Wytrzeszczyłem jednak niemożebnie gały, kiedy usłyszałem dzisiaj rano w „Trójce” interpretację jednego z komentatorów, dla którego ograniczenie dostępności automatów tylko do salonów i kasyn jest.. po myśli firm hazardowych! Szanowny komentator (nie mam pewności, który to był z obecnych w studio, ale mogę przypuszczać, że z medium obecnie mocno antyrządowego) uznał bowiem, że przedsiębiorcy hazardowi tak naprawdę straty poniesione na rynku automatów (w końcu ileś tam automatów im wyjdzie z obrotu, co się przekłada zarówno na zmarnowane inwestycje, jak i na utracone obroty), odbiją sobie w kasynach, które obecnie kontrolują („to wygrana Rysiów i Jasiów, którzy zapewnili już sobie posiadanie kasyn”). To mniej więcej takie samo myślenie, jak spodziewać się, że zakaz sprzedaży wódki nakręci zysków producentom szampana.

Mit krakowskiej publiczności

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mi sie dzisiaj poooglądać Milionerów. Jak być może nie wszyscy wiedzą:), program jest nagrywany w Krakowie. Jeden z uczestników, krakus zresztą, po udanej próbie skorzystania z koła „publiczność”, odwołał się do nieraz powtarzanego (najczęściej przez Huberta) memu „krakowska publiczność znowu niezawodna” (a swoją drogą szacunek dla faceta, przy pytaniu o gwarantowane 40 tysięcy, bez namysłu wyjął z kieszeni monetę, rzucił, obejrzał i kategorycznym tonem podał Hubertowi wybraną odpowiedź, nie dając mu nawet odetchnąć, nie mówiąc o tradycyjnym wzbudzaniu wątpliwości:)). Dowodziło to jednak, że niezbyt uważnie śledził grę wcześniejszych uczestników. Jeden z nich poległ na pytaniu, który z zaproponowanych pisarzy zginął w wypadku samochodowym: Saint-Exupery, Borowski, Stachura czy Camus. Jest to klasyczny przykład pytania, na które odpowiedź powinno się ustalić w drodze selekcji negatywnej. O ile bowiem można nie wiedzieć, jak zszedł z tego świata właściwy bohater pytania (chociaż Włodzimierz Kalicki w „Dużym Formacie” względnie niedawno właśnie jego śmierci poświęcił swój cotygodniowy historyczny tekścik wspominkowy), o tyle co do pozostałych trzech oczekiwanie pewne jwiedzy o tym fragmencie biografii znajduje spore uzasadnienie, zwłaszcza w „elitarnym” Krakowie. A tymczasem Camus zebrał najmniej głosów wśród „niezawodnej” krakowskiej publiczności..
Oczywiście, nie był to wynik na miarę zadanego swego czasu pytania o domy mody, gdzie spośród publiczności prawidłowej odpowiedzi nie udzielił nikt (!). Ale uczestnikom też nakazuje ostrożność w korzystaniu z koła:)

Każdy potrzebuje licznej rodziny

Junior odkrył dzisiaj na nowo swoją kolekcję puzzli i zaczął je układać jedne za drugimi (angażując w to Rodziców na zasadzie „jeden kawałek ja, drugi kawałek ty, i nie układaj takiego, jakiego ja nie chcę”). Któreś kolejne puzzle w kolejce przedstawiały rysunek suki ze szczeniakami. Kiedy było już ułożone, Matka dla lekkiej odmiany pyta:
– A ile jest piesków na obrazku?
Liczenie (nie w sensie wykonywania działań arytmetycznych) nie sprawia Juniorowi najmniejszych problemów, więc prawidłowa odpowiedź pada niemal natychmiast (mógł zresztą odpowiedzieć z pamięci, bez liczenia:)). Matka postanawia więc jeszcze pociągnąć temat i pyta, ile jest w tym małych szczeniaków, i wtedy pada odpowiedź:

–  Są trzy szczeniaczki i ich mama. A ich taty nie ma, bo pojechał z rodzicami i dzieckiem…

No i dopisał szczeniakom całą dużą rodzinę, nawet jeśli ludzką, a nie psią:)

Cieszyn stary, Cieszyn nowy

Jedna z weekendowych wycieczek zawiodła nas do Cieszyna, najpierw do polskiego, a potem i do czeskiego (między innymi dlatego, że z polskiej strony nie ma dobrego zejścia do Olzy, żeby pies się mógł wykąpać:)). Spacerowaliśmy więc tak sobie po obu stronach Olzy, a ja zastanawiałem się (dawno nie byłem na spacerze po Cieszynie), czym się różnią właściwie od siebie dwa miasta (półmiasta?). Oczywiste są takie drobiazgi, że po czeskiej stronie znaki drogowe przeważnie są mniejsze, a napisy są głównie po czesku (po obu stronach coraz liczniej występuje wielojęzyczność, a i marki też przekraczają granice). Ale jakąś taką różnicę podświadomie odczuwałem. Rozglądałem się, aż w końcu wrażenie się nieco skonkretyzowało.

ratusz w Czeskim Cieszynie

Po polskiej stronie, budynki centrum Cieszyna są (a przynajmniej sprawiają wrażenie) typową starówką, domy pachną nobliwą starością (co nie zawsze znaczy dobrze utrzymaną). Po czeskiej stronie natomiast domy wyglądają zdecydowanie nowocześniej (co nie znaczy nowo), a ich kolorystyka jest zdecydowanie odważniejsza, aż do przemyślanej krzykliwości. Nie jestem ekspertem od architektury:), ale nasunęło mi się słowo modernizm (mógłby się Łukasz Brzenczek przejechać, pofocić i ewentualnie mnie skontrować:))

chyba modernistyczny dom w Czeskim Cieszynie

Powielam trochę schemat, ale polska strona Cieszyna przypomina mi starszą,  przedwojenną (secesyjną, choć nie o konkretny styl chodzi) część Katowic, natomiast czeska – tę międzywojenną, modernistyczną. Przynajmniej po tym dość powierzchownym oglądzie:)

u fajnego synka w Czeskim Cieszynie:)

Cysaroków proszę o wyrozumiałość:)

Prawie idealny następca Beenhakkera

Tak mi dzisiaj przyszło do głowy, że to mógłby być niezły kandydat. Poddałem go testowi Rafała Steca i co mi wyszło.
Nie wiem, czy o nim można powiedzieć, że jest świetnym fachowcem, ale w tej chwili prowadzona przez niego drużyna jest rewelacją rozgrywek. Pewnie by się jakoś dogadał z klubem.
Absolutnie nie miał dotąd do czynienia z trenowaniem jednostek wybitnych, a wręcz przeciwnie – znakomicie poskładał przeciętności.
Jest skromny i na pewno nie pretendowałby do roli Wielkiego Mentora.
Kto wie, może stworzyłby duet ze swoim byłym trenerem, obecnym przejściowym selekcjonerem.
Grał jako obrońca, więc nieźle powinien sobie poradzić z poukładaniem drużyny „z tyłu”.
Jest obcokrajowcem, ale ze świetną znajomością polskich realiów i języka.
Żadne tajniki słowiańskiej duszy i mentalności nie są mu obce.

Cóż to za prawie-że-ideał?

Trener Polonii Bytom Jurij Szatałow.

Żartowałem? Tylko trochę:)

Reklama zawsze i wszędzie

Wracałem dzisiaj do domu. Stanąłem na światłach na dwupasmówce, na pasie do lewoskrętu. Czekając na zmianę świateł leniwie zacząłem omiatać wzrokiem znajomą okolicę, i wtedy coś pobudziło czujność zmysłów.

Na barierce energochłonnej pojawiło się coś nowego. Niemal dokładnie naprzeciw okna kierowcy widniała niewielka tabliczka (plakietka? naklejka?), w czerwonopodobnej kolorystyce reklamująca jakiś zakład z sektora wykończenia i wyposażenia domu.

Zacząłem snuć niespieszne rozważania. Jak ktoś wpadł na pomysł umieszczenia reklamy w takim miejscu? Ile kosztuje umieszczenie takiej reklamy? I przede wszystkim – jaka jest jej skuteczność?

A potem zrobiło się zielone.