Właśnie przeczytałem, że wśród artystów zapanowała moda na nagrywanie przed Bożym Narodzeniem albumów z piosenkami „zimowymi”, które formalnie nie są kolędami i nie odwołują się do Świąt. Szczerze mówiąc, jak nie lubię politycznej poprawności, tak akurat ten pomysł może mieć całkiem niezłe skutki. Bywa bowiem niesamowicie męczące słuchanie co roku przez cały grudzień (jak nie wcześniej) we wszystkich sklepach tych samych na okrągło piosenek tworzących „świąteczną” atmosferę. Jak się pojawi jakieś urozmaicenie, a zwłaszcza kawałki nie wywołujące obrzydzenia do Świąt, będzie na pewno lepiej. Nie wiem, czy lepiej dla sklepów, ale dla Świąt na pewno. Silent night, jingle bells, let it snow, dreaming of White Christmas..
Orion
Spojrzałem w niebo podczas wieczornego spaceru z psem. Już dość późna jesień, więc zacząłem szukać wzrokiem starego znajomego. Znaleźć go nietrudno, te trzy gwiazdy ustawione w linii, tworzące Pas, są chyba najbardziej charakterystycznym punktem na nocnym niebie (a nie ukrywam, że znawca gwiazd ze mnie żaden, ledwo Wozy i może coś tam jeszcze).
Spoglądam na niego już dobrych 20 lat, kiedy po raz pierwszy zauważyłem go na niebie w odległej krainie (dużo cieplejszej, przez co wieczorami chętniej się wychodziło z domu i popatrywało do góry). Co prawda gonionych przezeń Plejad już zwykle niedowidzę:) ale za to zawsze spoglądam w lewo, gdzie na przedłużeniu Pasa dumnie jaśnieje Syriusz. Ach, ile to różnych miłych wspomnień się z tym wszystkim wiąże:)
Cóż, jest Orion bardzo jasny, ale i tak znacznie lepiej by było na niego patrzeć przy nieco ciemniejszym niebie. Na szczęście w jednej z bocznych uliczek na trasie spaceru latarni nie ma, więc tak kilkadziesiąt metrów całkiem przyzwoitego zaciemnienia się da znaleźć. Zaraz milej.
Jakby kto nie wiedział czego szukać, to czegoś takiego:
FlashForward, czyli przyszłość gryzie
Kiedy w ostatnich tygodniach oglądałem różne programy na AXN (piąty sezon Numb3rs, stare sezony House, piętnasty sezon Survivor:)), coraz częściej byłem bombardowany przez reklamówki zapowiadające nowy – z założenia superhitowy – serial FlashForward. Z tych zajawek zorientowałem się, że bohaterowie w jakiś dziwny sposób zobaczyli swoją przyszłość (inne źródła dopowiadają, że było to udziałem wszystkich ludzi na skutek mniej więcej dwuminutowej utraty przytomności), i teraz – chyba w zależności od tego co kto zobaczył – albo się starają to wykorzystać, albo czemuś zapobiec, albo zwyczajnie się boją. W każdym razie pojawiało się pytanie, czy wizja oznacza coś, co się zdarzyć musi, czy też można to zmienić.
Taki punkt wyjścia to oczywiście samograj dla akcji, w której bohater stara się uniknąć przeznaczenia. Nic to zresztą w kinie nowego – weźmy chociażby cykl „Final destination”, gdzie cudownym zrządzeniem uratowani od śmierci starają się uniknąć jej nieuchronności w inny sposób. Szczególnie mocno nasuwa mi się natomiast skojarzenie z „Raportem mniejszości” Spielberga, gdzie Tom Cruise mając zapowiedź, że za kilka dni popełni morderstwo z premedytacją, stara się rozwikłać zagadkę, dlaczego miałby to zrobić, i całości zapobiec – i każdy krok nieuchronnie przybliża go spełnienia zapowiedzi. Tak że może być fajnie.
A czy będę oglądał? Właściwie to nie mam zwyczaju rzucania się na każdy nowy sztandarowy produkt popkultury:) i właściwie olałbym FlashForward całkowicie, gdybym w zajawkach nie rozpoznał w głównym bohaterze Josepha Fiennesa. Lubię tego chłopaka, pamiętam go jako komisarza w walczącym Stalingradzie we „Wrogu u bram” (no dobra, oczywiście też jako Willa Shakespeare’a w oscarowym filmie Maddena:)). Ale chyba mnie nie skusi, pora jak dla mnie też taka sobie. Pewnie jak się skonczy, to się mniej więcej dowiem, o co w tym wszystkim chodziło:)
Szkoda czasu na tytuł
Blog się zablokował.
Blok się zablogował.
Taki sobie kalambur.
Taki sobie.
Bo ogólnie to się jakoś na blogach przyblokowało i ani się nie pisze, ani się nie czyta.
Przedostatnia podróż
Kilka miesięcy temu przewoziłem chorego krewnego z Zabrza do Mysłowic. Centrum Zabrza było wtedy dość ohydnie zablokowane remontami i przebudowami dróg (zresztą chyba jest nadal), więc po namyśle postanowiłem nie jechać do autostrady, lecz skierować się do drogi krajowej 88 (Gliwice-Bytom-Katowice-…), pamiętającej jeszcze czasy Adolfa (choć trochę już podremontowanej). Jechaliśmy więc tak przez Zabrze, potem przez centrum Bytomia, przez „ojcowski” (dla krewnego) Rozbark, chorzowską estakadą, koło Stadionu Śląskiego i Parku, przez tunel pod katowickim Rondem.. Krewny patrzył w milczeniu przez otwarte okno, sprawiając trochę wrażenie, jakby chłonął wszystkie widoki na zewnątrz, przeważnie mu znane (może z wyjątkiem tunelu), zwłaszcza te koło dawnej kopalni „Katowice”.
Niedawno przyszło mi nagle do głowy, że dla niego była to taka ostatnia wycieczka. Niedługo potem ruszył w ostatnią podróż. Wspomniało mi się to 1 listopada.
Do Vancouver 100 dni, czyli aktualizacja SOHO
Do rozpoczęcia Igrzysk Olimpijskich zostało 100 dni (według oficjalnej strony). Jest to więc niezły moment, żeby raz jeszcze spojrzeć na hurraoptymistyczne przedolimpijskie prognozy szans naszych reprezentantów. Jest to tym lepszy moment, że jeszcze właściwie nie rozpoczęły się zawody tegorocznego cyklu zimowego, więc nie ulegniemy urokowi jakiegoś dobrego miejsca zajętego przez kogokolwiek:)
Czy coś się mogło zmienić? Oczywiście. Pisząc prognozę w kwietniu, po zakończeniu poprzedniego sezonu, nie wiedziałem, że swój akces do Igrzysk i pozycji medalowych zgłosi Jagna Marczułajtis, już o mało co medalistka olimpijska, w ostatnich latach szczęśliwa matka dzieciom. Ponieważ prognoza jest hurraoptymistyczna, a Marczułajtis – bojowa, więc śmiało dopisujemy ją do listy naszych medalistów:) Oczywiście, jeżeli prognoza SOHO generalnie okaże się trafna, to możemy ten medal Marczułajtis po prostu przegapić w tłoku:)
Dalszych aktualizacji nie przewiduję, niech się dzieje, co chce:)
Radość w Sauberze?
Właśnie podano informację, że Toyota wycofała się z z F1. Wcześniej wycofało się BMW, a zespół przejął z powrotem Peter Sauber i był mocno wkurzony, kiedy okazało się, że jako zespół nr 14 może mieć problem z udziałem w przyszłorocznym cyklu wyścigów. Teraz w stawce zostało 12 zespołów, więc Sauber może spokojnie zająć miejsce Toyoty (już wcześniej Ecclestone sugerował, że Sauber będzie „pierwszym rezerwowym”). Co prawda oficjalnie nikt się jeszcze na ten temat nie wypowiadał, ale powinni się chyba cieszyć w Hinwil, pewnie będzie się cieszyć i Nick Heidfeld. Powodzenia!
Kapral moralny
Jeszcze w ubiegłym roku Juniorowi zdarzyło się poznać i bardzo polubić „Balladę o królu” Okudżawy w wykonaniu Siemiona (najpierw chyba Matka mu ją zaśpiewała, może na dobranoc, a potem z płytoteki wyciągnęliśmy kompakt). Spodobała się na tyle, że dla wygody Matka wypaliła mu nawet specjalną płytę, na której utwór ten został nagrany jakieś kilkadziesiąt razy z rzędu. Ojciec – zmuszony rzecz jasna również do wielokrotnego wysłuchiwania (często połączonego z figurami tanecznymi Juniora) – osiągnąwszy stan biegłej znajomości tekstu mruknął kiedyś, że nie jesto zasadniczo tekst dla dzieci, i zapowiedział, że Matka będzie wyłącznie odpowiedzialna za wytłumaczenie Juniorowi zwrotu: „A kapral moralny pion tracąc ożenił się z branką„.
Zastrzeżenie okazało się istotne. Po pewnym okresie przerwy (cóż, tyle ciekawych rzeczy i tekstów jest na świecie) Junior przypomniał sobie ostatnio o „królu”, jak w skrócie nazywa tę pieśń. I zabrał się do cytowania felernego wersu – na razie powtarza tylko „a kapral moralny”*, ale do pytania o sens coraz bliżej:)
A Ojcu na pamiątkę po tym wszystkim już na zawsze zostanie trawestacja końcowych wersów:
„Cóż słodkim pierniczkom po życiu na tym gorzkim świecie,
A smutnych żołnierzy dla wszystkich wystarczy i tak.”
AKTUALIZACJA: powtarza już w zasadzie cały wers; ale nie bardzo rozumiejąc „pion tracąc”, przerobił to na „piętrowy”; sensu to nie ma, ale jemu to – zdaje się – na razie nie przeszkadza:)
Refleksje zaduszkowe
Jak zwykle na Wszystkich Świętych (mnie się to rozciągnęło i na dni następne) objeżdża się cmentarze, z niepokojem patrząc w niebo i prognozy pogody. Wolę, żeby było sucho niż mokro. Wolę, żeby było ciepło niż zimno. Wolę, żeby było mroźnie niż śnieżnie. Więc w tym roku nie było źle.
—
Często przy grobach stoi się chwilę dłużej, niż by się z pozoru wydawało, że potrzeba, choćby dlatego, że ktoś potrzebuje nieco dłuższej chwili zadumy. W takich chwilach wzrok sam biegnie po okolicy, przeważnie pełnej nagrobków. Dzisiaj mój wzrok padł na jeden z sąsiednich nagrobków, z napisem „zginął tragicznie”. Spojrzałem powyżej tego napisu. Wydało mi się taką ironią losu, żeby w wieku 79 lat odejść śmiercią tragiczną, a nie naturalną. Nie znacie dnia ni godziny.
—
A liście potraktowane w nocy mrozem, opadały jak szalone. Jak na listopad przystało.
Rzut kartą kredytową
W dzisiejszych Milionerach, którym poświęciłem już jedną notkę:), zawodniczka grająca po TRadzie, mając przy jednym z pytań sytuację fifty-fifty, zainspirowała się podejściem TRada i postanowiła rzucić monetą (jak się nie śledzi futbolu, to można nie kojarzyć ksywki czy choćby barw Villarreal). Okazało się jednak, że nie miała przy sobie pieniędzy. Okazało się, że Hubert żadnej monety też nie miał, i musiał pożyczyć monetę z widowni:)
Sięgnąłem wtedy po portfel i wyjąłem kartę kredytową. Podrzuciłem kilka razy. Spadała to tak, to siak, raz na stronę z nazwiskiem, a raz z podpisem. Ale nie podejmuję się stwierdzić autorytatywnie, że szansa wyrzucenia tej czy innej strony jest rzeczywiście równie bliska 50%, jak w przypadku monety:) (Oczywiście przy pomocy karty można zrobić próbę losową, biorąc przypadkową kartę i strzelając, czy konkretna cyfra z numeru karty jest parzysta, czy nieparzysta. Ale lepiej przy pomocy cudzej karty:), bo numer własnej można mieć w podświadomości).
Inaczej niż TRadowi, moneta nie przyniosła szczęścia zawodniczce.
A swoją drogą, zastanawiałem się, co jest wart ekspert w osobie profesora literatury, który nie wie, co to jest tylda?
