Tytuł może nieco przewrotny, bo zawsze mnie wkurzało, jak podsumowania roku robi się dobrzez przed zakończeniem roku (ot, w plebiscycie France Football właśnie ogłoszono jakąś finałową 10-tkę, chociaż ligi i puchary tłuką sie w najlepsze). Patrząc jednak chłodno, to po polskich sportowcach trudno już w tej chwili spodziewać się jakichś szczególnych wyczynów, które mogłyby wpłynąć na ocenę całego roku, więc spróbuję popełnić wstępnie i z grubsza szkic czołowej 10-tki roku. Żeby nadmiernie nie teoretyzować, wyodrębniam tylko pierwsze dwa miejsca, a dla reszty zaszczytem jest miejsce w 10-tce, bez przyznawania lokat.
O tym, kto jest numerem jeden, nie bez powodu niektórzy mówili już w lutym-marcu:) Dwukrotna mistrzyni świata, zdobywczyni Pucharu Świata. Żeby rozwiać wątpliwości, Justyna Kowalczyk już w drugich zawodach nowego sezonu odniosła kolejne zwycięstwo (ku swojemu podwójnemu zdziwieniu, bo po pierwsze formę buduje na Vancouver, a po drugie w sprincie). I nieważne, że nie utrzymała żółtej koszulki liderki Pucharu Świata.
Numer dwa rezerwuję dla rekordzistki świata. Nigdy się nie dowiemy, czy gdyby nie eksplozja radości po ustanowieniu rekordu, zakończona kontuzją, Anita Włodarczyk jeszcze by tego rekordu nie wyśrubowała. Jej wyniki w tym roku były dalekie od przypadkowości, więc wyróżnienie nie tylko za wyczyn na mistrzostwach, ale i za całokształt.
Pozostałej ósemce zawsze czegoś brakuje – albo tego Wielkiego Momentu, albo błysku przez większość sezonu. Kolejność podawania nazwisk dość przypadkowa.
Agnieszka Radwańska utrzymała czołowe 10. miejsce na świecie, ale nie wygrała w tym roku żadnego turnieju, stając się „zawodniczką ćwierćfinałową”. Liczymy na więcej, a wtedy i splendory będą wyższe.
Więcej osiągnął – relatywnie – Łukasz Kubot, który wprawdzie dopiero co awansował do czołowej setki, ale też w deblu wygrał trzy turnieje, oraz doszedł do finału singlowego w Belgradzie. Występ w Masters to raczej dodatkowa nagroda, niż wyczyn.
Maja Włoszczowska wskutek fatalnego upadku nie odpowiedziała na pytanie, czy rzeczywiście jest najlepsza na świecie, a mistrzostwo Europy, choć cieszy, to jednak nie to samo.
Anna Rogowska zanotowała niewątpliwie wspaniały sukces, ale przyszedł on jednak trochę znienacka, w trakcie sezonu aż tak nie błyszczała. I naprawdę większy byłby to sukces, gdyby skakała w tej samej lidze co Isinbajewa, a nie tylko cieszyła się z jej wpadki.
Tomasz Majewski i Piotr Małachowski – bili rekordy Polski, fantastycznie stawali na mistrzostwach świata; gdyby im ciut szczęście dopisało, byliby w pierwszej grupie:)
Piotr Gruszka – jedyny przedstawiciel sportów zespołowych. Ale też tytuł MVP pozwala na
przymknięcie oka, że poprowadził drużynę do truiumfu tylko w mistrzostwach Europy, zwłaszcza że na gwałt był przekwalifikowywany na atakującego.
Listę zamknie Marcin Dołęga – mam jednak szacunek dla świeżo upieczonego mistrza świata w podnoszeniu ciężarów, i to w prawie najcięższej kategorii (do 105 kg).
Jako rezerwowy:) zostanie dopisany Tomasz Sikora. W ostatnim sezonie wiecznie o włos, o strzał od prawdziwych triumfów. Bez medalu na MŚ, nie utrzymał prowadzenia w PŚ. On może jeszcze w grudniu mógłby walczyć o poprawienie całorocznego obrazu (wygrywając w paru zawodach PŚ, może zepchnąłby do rezerwy Maję Włoszczowską – a ona jednak ładniejsza:)), ale wolę mu życzyć, żeby w przyszłorocznych plebiscytach walczył o pierwsze miejsce, jako mistrz olimpijski.
Oczywiście, mogłem o kimś zapomnieć:) na pewno subiektywnie paru dość medialnych kandydatów pominąłem. Ale w końcu, to głownie zabawa jest:)

