W kasku czy nie w kasku, oto jest pytanie

Ta notka połączy dwa wątki obecne już na blogu od jakiegoś czasu. Zobaczyłem bowiem w TV reklamę pewnej firmy, która postawiła na promocję przez kolarstwo górskie:

Bohaterka reklamy przez długi czas jedzie w kasku – dopóki szaleje na trasie terenowej. Ale kiedy pojawia się na środku ulicy, ma na głowie już co najwyżej kaptur. I wierz tu potem, człowieku, że ten kask jest do przeżycia koniecznie potrzebny.

A bohaterką reklamy (gdyby ktoś nie rozpoznał, nie usłyszał i nie przeczytał) jest oczywiście: Maja Włoszczowska!:)

To mogliśmy być my

Jak wiadomo, Lech Poznań przegrał walkę o Ligę Mistrzów, a „jego” miejsce zajęła słowacka MSK Żilina. Wczoraj zadebiutowała, grając u siebie z Chelsea. Cóż, nie wiem jak inni, ale ja chyba nie czułbym się bardziej szczęśliwy widząc jak Lech Poznań przegrywa u siebie z Chelsea 0:4, nawet gdyby zdobył potem i dwie honorowe bramki.

Swoją drogą ta kolejka to był pogrom słabeuszy. Żilina u siebie 1:4 z Chelsea, Bursaspor u siebie 0:4 z Valencią, Braga z Arsenalem na Emirates 0:6. Tylko z Panathinaikosu nie da się zrobić debiutanta, ale w sumie czym jest 1:5 na Camp Nou wobec 0:4 Arsenalu tamże.

Bo to zła cena była, czyli wynurzenia frustrata

Zajrzałem na stronę Dziennika GP (robię to dla poprawy perspektywy, żeby się w 100% nie zdawać na informacyjną monokulturę GW et consortes), a tam minister Grad płacze, że zakup BZ WBK przez Santander Bank od Irlandczyków wydaje mu się wielce podejrzany. Podejrzany, bo sprzedający zachowywał się nie dość transparentnie, a kupujący płaci.. za dużo.

Wow. Ostatnie dwie dekady przyzwyczaiły nas do tego, że podejrzane wydawały się transakcje, w których ktoś sprzedawał za tanio. Dzisiaj paranoja ma szansę się skierować w drugą stronę. Cóż, pan minister należy do bardziej krytykowanych za swoją działalność. Jestem ciekaw, czy gdyby otrzymał za majątek stoczni gdańskiej i szczecińskiej kwotę wyższą, niż „wartość rynkowa”, to czy również uznałby to za podejrzane, czy może za swój sukces? No ale cóż, skoro dostał zadanie służbowe „doprowadzić do nabycia BZ WBK przez PKO BP”, to teraz jest w strachu.

Tym gorzej, niestety, wygląda teraz dalszy los sprzedaży Energi, wpychanej w sposób absolutnie transparentny w ręce państwowego PGE, zapewne za wartość rynkową, za to wbrew opinii organów antymonopolowych.

Kierunek: historia

Sezon tenisowy właściwie się właśnie skończył z ostatnimi piłkami na Flushing Meadows; oczywiście, tenisistki i tenisiści jeszcze przez dwa miesiące będą się tłuc w różnych turniejach w pogoni za dolarami, punktami i Masters, ale solą jest Wielki Szlem. Emocje jednak nie mijają, a nawet będą rosnąć. Na kortach w Melbourne Rafael Nadal będzie bowiem polował na kolejny tenisowy wyczyn, dostępny tylko nielicznym – na Niekalendarzowego Wielkiego Szlema, czyli cztery zwycięstwa z rzędu w turniejach wielkoszlemowych, choć nie w jednym roku. Dzisiejszej nocy osiągnął to, co Federer w roku ubiegłym – skompletował „Karierowego” Wielkiego Szlema, czyli wygrał w każdym z turniejów wielkoszlemowych, bez względu na rok. Oczywiście, nikt mu tego łatwo nie sprzeda – Federer będzie chciał obronić tytuł i nie dać tej satysfakcji przebicia w osiągnięciach, Djoković będzie chciał wrócić na tron i odegrać się za porażkę w Nowym Jorku, a cała reszta będzie się oczywiście starała jak tylko będzie mogła. Emocje będą rosły z każdym dniem. A w razie triumfu Nadala w Melbourne wszyscy zaczną nerwowo czekać na lato, czy będzie pierwszym od ponad czterdziestu lat zwycięzcą męskiego klasycznego Wielkiego Szlema.

Australian Open 2011 rozpoczyna się 17 stycznia, za 123 dni, 19 godzin i około 50 minut. Ma się zakończyć 30 stycznia. Ach..

Cymes cycuś, czyli reaktywacja

Zaskoczył mnie trochę TVN, bo tak się jakoś spodziewałem, że czas Milionerów dobiegł końca. Ale ten pierwszy milion być może zamiast stanowić efektowne zamknięcie, byc może na nowo rozbudził zainteresowanie publiczności i reklamodawców, w każdym razie – dzisiaj zaczęły się nowe odcinki.

No i oczywiście było trochę tego, co tygrysy lubią najbardziej, czyli sugestie typu „czy Tyrolczyk jodlując nacina kiełbasę w jodełkę” albo „czy wysyłaniem rakiet w kosmos zajmuje się agencja NICYJA”. Tytuł notka zawdzięcza pytaniu o „dyndający cyces„, który zawodnikowi skojarzył się naturalnie z cycusiem, nie będąc jednak  w stanie rozstrzygnąć, czy powinien on dyndać pokornej muzułmance, czy bezwstydnej ateistce. Będzie rozrywkowo, mam nadzieję:)

No i zagadka warta 75 tysięcy – co to są jarlica, jaź i jaźwiec, a przynajmniej które z nich są ssakami? No Google, no Bing:)

Szampan na podium

Kilka dni temu w ramach euforii obiecywałem dodatkowe zdjęcia z triumfu Mai Włoszczowskiej w Kanadzie. Trzymam się za słowo i go dotrzymuję:)

Maja Włoszczowska jako mistrzyni świata

Żeby wskoczyć na najwyższy stopień podium, należało najpierw jako pierwsza przekroczyć linię mety – bez flagi, bo się podobno nie dopchała, po prostu o tak:

Maja Włoszczowska zdobywa mistrzostwo świata

A potem ten szampan na podium:

Maja Włoszczowska i szampan mistrzyni świata

Spodziewaliście się zdjęcia z cyklu „Miss Mokrej Koszulki Mistrzyni Świata”? A fe:) (nie znalazłem takiego)

Tytuł 1

Ojciec wracając do domu z ciut dalszego wyjazdu wpada na drodze w wielki korek (na ponad godzinę stania, bez możliwości objazdu). Jako że rujnuje to w oczywisty sposób czasowy plan powrotu do domu, dzwoni do domu przekazac stosowną informację. Matka lojalnie przekazuje informację Juniorowi, że Ojciec stoi w korku i przyjedzie później.

Po chwili Matka oddzwania i dziwnym głosem mówi:

– Junior kazał zapytac, za jakim samochodem Ojciec stoi…

Ojciec tez miał potem dziwny głos. Ale na szczęście, nikt go nie słyszał.

Rozkosznie..

Junior zagląda żółwiowi do akwarium i radośnie stwierdza:

– O, jaki syf!

Żółw istotnie nabrudził. Rodzice zaś rywalizowali w głębokości i ciężkości westchnięcia „że też ze wszystkich słów świata akurat to musiał zapamiętać”..

Co komu do domu, czyli o funduszu świadczeń socjalnych ZUS

Niezdrowe emocje wzbudziła informacja, że pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wybierają się tłumnie na pielgrzymkę do Częstochowy, finansowaną z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Mam wrażenie, że niektórym się wydaje, że to forma finansowania praktyk religijnych z pieniędzy publicznych.

A przecież sprawa jest oczywista: pieniądze wpłacone przez pracodawcę, czy publicznego, czy prywatnego, na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, są środkami, które mogą służyć wyłącznie na działalność socjalną na rzecz pracowników tego pracodawcy, można wręcz (upraszczając) powiedzieć: są pieniędzmi tych pracowników. Gromadzi się je na wydzielonym koncie bankowym, prowadzonym formalnie przez pracodawcę, ale chronionym np. przed egzekucją wobec pracodawcy, a ich niezgodne z prawem wykorzystanie naraża na odpowiedzialność i cywilną, i wykroczeniową. O tym, na co dokładnie pieniądze z funduszu zostaną wydane, decyduje wewnętrzna procedura, którą w każdej chwili może skontrolować inspekcja pracy – a na dodatek u pracodawców publicznych do ich wydania niezbędne może się okazać zastosowanie przepisów o zamówieniach publicznych (ach, te absurdy…). I można te pieniądze równie dobrze wydać na wyjazd na grzyby, z tradycyjnym wyostrzaniem wzroku poprzez opróżnianie flaszek, jak i na dowolny inny wyjazd, w tym zagraniczny, jeśli jest taka wola.

Bo nie przypuszczam, żeby na 47 tysięcy pracowników ZUS, te 3,5 tysiąca (7,5%) ktokolwiek do wyjazdu na pielgrzymkę przymuszał. Jeżeli więc mają ochotę, aby przypadający na nich ustawowy roczny odpis na ZFSŚ w wysokości nieco ponad 1 tys. zł, wydać przynajmniej w części na organizowaną przez związki zawodowe pielgrzymkę, to nic nikomu do tego. Jak postanowią wydać na paintball, byłoby dokładnie tak samo.