Może to trochę monotematycznie, bo wczoraj o tym samym pisałem, ale jak człowieka zdenerwuje, to inaczej się udusi.
Dzisiaj byłem mniej wyrozumiały, i po drugim wyłączeniu prądu zadzwoniłem do Vattenfalla ze szczerym zamiarem przetrwania całego okresu oczekiwania na zgłoszenie się konsultanta. Po 10 minutach doczekałem się (trwalo już wtedy trzecie wyłączenie). Po drodze się dowiedziałem, że znowu jest identycznie brzmiąca awaria, chociaż nie przejmowali się już tak szczegółówym opisem zakresu jak wczoraj i mojej wsi już w w zasięgu awarii nie wymienili. Kiedy wreszcie konsultant zgłosiła się, poinformowała tradycyjnie, że jest awaria na linii średniego napięcia i że służby jeszcze jej nie zlokalizowały. Zapytałem, ile razy jeszcze będą tego wieczora planowo wyłączać w celu jej zlokalizowania, ale była twarda i dobrze wyszkolona, nie wychodząc poza wyuczone magiczne formułki (wiecie, to prawie jak „ten produkt kolekcjonerski można kolekcjonować przez szklaną lufkę”). Stwierdziła jednak – i gdybym nie założył odpowiedniego marginesu zdenerwowania, to potraktowałbym to prawie jak przyznanie – że awaria potrwa do 22.30. Nie chciała jednak powiedzieć, czy awaria wystąpi także jutro.
Na razie czekam, kiedy będzie czwarte wyłączenie, noc jest młoda. Dziecko na szczęście już wykąpane, a bateria w laptopie ładuje się w najlepsze..
