Pies zjadł żółtko. Żołw zjadł białko. Skorupki zostały dla Matki Ziemi. Nie ma to jako ekologiczne Święta w atmosferze harmonii.
Wielkanocne jaje
Nową tradycją świąteczną naszego domu staje się, że nasz domowy żółw na Wielkanoc znosi jaja. Dzisiaj rano w akwarium zastałem trzy. Popatrzyłem na nie, westchnąłem i mi zagrało w duszy:
Wiosną lody ruszyły, Panowie Przysięgli.
Zakwitają pustynie, śnieg się w słońcu zwęglił,
Bóg umiera na krzyżu, ale zmartwychwstaje,
Kurczak z pluszu wysiedział Wielkanocne Jaje,
Baran z cukru nie martwi się losu koleją,
Świtem ptaki w niebieskim zapachu szaleją…
Całość utworu może niekoniecznie pasuje do optymistycznego ostatnio obrazu wszechobecnej wiosny, bardziej nawet lato przypominającej, a bardziej do naszego powszedniego lęku o codzienność. Ale może Wielkanoc trochę nam tego lęku odejmie?
Wesołych Świąt, po raz pierwszy.
Płodozmian
Moja przeglądarka ma taką opcję, że w każdej nowo otwartej karcie daje mi osiem dużych plansz z linkami do najczęściej otwieranych stron (szczegóły algorytmu nieznane). Dzięki tej opcji widzę, jak bardzo zmienia się w czasie moja aktywność sieciowa (pewne rzeczy zostają stałe, inne wędrują między miejscami).
Włączyłem dziś popołudniu przeglądarkę i myślę: o, zmiana na liście, co to ja tak ostatnio często odwiedzam? No i zmiana symboliczna: w miejsce strony FIS, gdzie śledziłem na żywo zawody narciarskie, względnie wczytywałem się w statystyki po zawodach, pojawiła się strona serwisu Autosport.
Uznajmy to za symboliczny koniec zimy.
Profanacja automatem
Czytam dzisiaj w Internecie tekst o tym, jak to Katarzyna Herbert wyraża swoją dezaprobatę dla instrumentalnego używania wyrywków z twórczości Zbigniewa Herberta do bieżącej młócki politycznej. Na końcu tekstu – na wypadek gdyby ktoś nie wiedział o jaki tekst Herberta chodzi w ostatniej zadymie – redakcja na wszelki wypadek dołącza cały tekst Przesłania Pana Cogito. Rzucam okiem i czuję, jak oblewa mnie zimny pot, bo niektóre słowa odbiegają wyglądem od innych.
Zmorą tekstów portalowych jest wrzucanie reklam nie tylko z wszystkich stron i między akapitami, ale także stosowanie dziwnego mechanizmu „skojarzeniowego”, polegającego na powiązaniu słowa występującego w tekście z jakimś tagiem promocyjnym czy linkiem reklamowym. Chcę wierzyć, że za powiązaniem w zwrocie „po złote runo nicości” słowa „złote” z reklamą firmy jubilerskiej czy też oferującej inwestycje w złoto (nie wiem dokładnie, nie kliknąłem oczywiście), stoi bezmyślny, bezduszny automat, a nie jakikolwiek człowiek – bo za skutki używania takiego automatu należy się jedynie wstydzić z powodu braku nadzoru, a nie z powodu zaniku elementarnego poczucia estetyki.
Czy na portalu naprawdę nie mają świadomości, że tego rodzaju reklama, jeżeli w ogóle zostanie dostrzeżona, to budzi odrazę i przez to jest przeciwskuteczna?
Gagarin XXI wieku
Kiedy w ostatnich dniach jeżdżąc słuchałem radia w samochodzie (mam już taki tag?:)), co i raz trafiałem na audycje dotyczące historycznego lotu Gagarina w kosmos. Były więc archiwalne wywiady, relacje z jego wizyt w różnych krajach, aplauz witające publiczności..
I tak sobie pomyślałem: jakby to dzisiaj wyglądało, gdyby ten pierwszy lot miał się dopiero odbyć. Dziennikarze, zwłaszcza telewizyjni, wciśnięci w każdy możliwy kąt wokól kosmodromu i lądowiska, relacje na żywo z rodzinnej wsi, rodzina i znajomi zaproszeni do studia. Fora, komunikatory, mikroblogi zapychające się wiadomościami, blogerzy dziarsko analizujący wszystkie możliwe aspekty lotu, serwery ośrodka lotów padające pod naporem internautów. Ludzie zgromadzeni przy telebimach, przy telewizorach, przy laptopach..
Od naszych poprzedników różnimy się tylko dostępną technologią.
Piękna bandyterka
Znalazłem dziś na jakimś portalu link do galerii 10 najpiękniejszych polskich przestępczyń (bandytek? cały czas mam „w rozumie” napisanie notki o określeniach rodzaju żeńskiego), a ściślej kobiet ściganych w Polsce listami gończymi. Czy one piękne i najpiękniejsze, to kwestia subiektywna:), dlatego między innymi zresztą nie linkuję (choć niektóre, przyznam…)
Zaciekawiło mnie natomiast, za jakie przestępstwa te najpiękniejsze trafiły do listów gończych? Nie przy wszystkich było podane, ale przy sześciu i owszem. Za oszustwo – nie dziwi (można się pozastanawiać, czy uroda pomagała w tym oszustwie). Za wprowadzanie do obrotu fałszywych pieniędzy – tu też pewnie można w odpowiedni sposób odwrócić uwagę kasjera od autentyczności banknotu. Za fałszowanie dokumentów – to już może mniej logiczne, bo pięknym kobietom to podobno bez żadnego dokumentu pewne rzeczy uchodzą. Za zwykłą kradzież – mamy równouprawnienie. Za alimenty… pomyślelibyście w ogóle, że kobieta ma płacić alimenty i że z nimi zalega? A listę kończy.. ordynarny, samodzielny rozbój, przestępstwo z pozoru jakże męskie.
Przypuszczam, że na takiej liście to każdy by się spodziewał znaleźć jakieś czarne wdowy 
czy inne femmes fatales

a tu normalnie rzeczywistość skrzeczy, przestępstwa zupełnie mało filmowe.
I want to ride my F1 bicycle
W wywiadach i tekstach przed-wyścigowych niejeden raz przewijał się wątek objeżdżania toru przez kierowców na rowerze, ale jakoś nie rzuciło mi się wtedy w oczy żadne odpowiednie zdjęcie. A teraz – proszę:

Bicycle Races Are Coming Your Way
So Forget All Your Duties Oh Yeah!
Ci, którzy uznają, że wyścig bolidem w Malezji będzie za ciężki nawet w nowych strojach:
a poczują się bez szans w rywalizacji z zawodowcami rowerowymi, zawsze mogą pójść jeszcze dalej w postawie proekologicznej, zwłaszcza że wtedy można lepiej podziwiać widoki:

Jest tylko jeden Leo Messi…
…a zawodników w drużynie jest jedenastu. O tej banalnej prawdzie zapomnieli chyba dzisiaj piłkarze Szachtara Donieck (ach, ta pierwsza połowa! prawie byłem gotów zostać ich fanem), bo ile Messiego kryli konsekwentnie i z determinacją aż do samego końca, o tyle wobec innych graczy Barcelony zachowywali się trochę, jakby byli zaskoczeni, że też mogą ich ukąsić. Przegrali w głowach, a i Pani Fortuna nie pomagała.
Powraca czasem dyskusja o tym, że w Lidze Mistrzów jest taka trochę monokultura tych samych klubów co zawsze, wypełniających szczelnie zestawy par ćwierć- i półinałowych. W tym roku w ćwierćfinałach trójka kopciuszków czy też nowicjuszy. W ich pierwszych meczach padło łącznie 17 goli, co daje średnią 5,67 gola na mecz. W czwartym ćwierćfinale, zawierającym „zestaw firmowy”, padła raptem jedna bramka. Nasuwają się całkiem interesujące (acz tylko pozornie zasadne) wnioski.
Ciekawostką jest natomiast, że w tych trzech parach ze świeżą krwią, do odmiany stanu rywalizacji potrzebny jest wynik 4:0. W czwartej parze oczywiście taki wynik też nie zawadzi:)
Naiwne rozważania o poważnej wojnie
Czytam regularnie doniesienia z Libii, najczęściej za pośrednictwem blogu Al-Dżaziry. Dziś napisali, że rozbieżność stanowisk politycznych pomiędzy rządzącymi, a rebeliantami, wydaje się nieprzekraczalna – jedni nie zgadzają się negocjować Libii bez rodziny Kaddafich, drudzy nie chcą słyszeć o Libii z rodziną Kaddafich. Rozwiązanie militarne w najbliższych miesiącach nie wydaje się realne, bo NATO uniemożliwi wojskom rządowym zdławienie rebelii, a rebelianci bez poważnego dozbrojenia i doszkolenia nie będą w stanie posunąć się wiele bardziej do przodu (historia afrykańskich walk w II wojnie światowej przypominała wańkę-wstańkę – jak jedni gonili drugich, aż się oddalili od swoich zapleczy, tak po chwili drudzy w rewanżu robili to samo pierwszym, aż wreszcie Montgomery zebrał taki potencjał militarny i logistyczny, że mógł wreszcie pociągnąć z armią do przodu nie bojąc się o brak kontaktu z tyłami). Przewrót polityczny też zdaje się coraz mniej prawdopodobny, bo klany na zachodzie kraju nie mają chyba dość siły i determinacji, żeby otwarcie wejść w konflikt w Kaddafim i jego armią, i być na tyle przekonującym, aby Kaddafiego opuściili sojusznicy.
Zostaje więc rozwiązanie dyplomatyczne, przy czym liczenie na to, że Kaddafi wystraszy się presji, jest raczej naiwne. Jak wybrnąć z tego pata? Zostaje tylko metoda zjeść ciastko i mieć ciastko, choć rodzina Kaddafich będzie bardzo gorzkim ciastkiem. Tak sobie myślę, czy gdyby Kaddafi zdecydował się wyjechać definitywnie, a przynajmniej części jego rodziny (nie chcę nawet próbować się zastanawiać, którzy z synów czy córek byliby akceptowalni dla wolnej Libii) zagwarantowano by prawo powrotu po wyborach i osiedlenia się gdzieś w rodzinnej Syrcie – czy to byłoby jakimś rozwiązaniem?
Cóż, i tak mnie blogera nikt o zdanie nie zapyta, a ja nie będę słał nawet maili do uczestników tej gry:)
Skoro to ten dzień…
Zaprzyjaźniony bloger napisał właśnie, że dzisiaj jest Ten Dzień, w którym między innymi wiadomo, że wiosna już z nami. Skoro tak, to po prostu nie mogę nie napisać, że bociany już też przyleciały. Nie żebym przekonywał, że właśnie dzisiaj (w zeszłym roku były już 30 marca), ale dziś na pewno już są, w podobno jedynym gnieździe w Katowicach. W każdym razie zgadzam się, że to może być Ten Dzień.