Pogrzebowy replay

Tak mi się dziś przypomniało.

Pogrzeb zbrodniarza wojennego*

Występują:
Dyrektor pompy żałobnej, Grabarze, Publiczność

DYREKTOR POMPY ŻAŁOBNEJ:
Proszę państwa. Za chwilę zostanie pochowany zbrodniarz wojenny nr 8. Proszę o spokój.
PUBLICZNOŚĆ: 
Brawo !
GRABARZE:
(spuszczają zwłoki)
PUBLICZNOŚĆ:
Bis!
GRABARZE:
(podnoszą zwłoki do góry i opuszczają z powrotem)
PUBLICZNOŚĆ:
Bis!!
GRABARZE: 
(jw.)
PUBLICZNOŚĆ:
(całkowicie rozentuzjazmowana):Bis!!!
GRABARZE:
(bisują bez przerwy)
PUBLICZNOŚĆ:
(zachwycona zlikwidowaniem problemu wojennego żąda dalszych bisów)

Grzebany dziś miał lepszą reputację, więc może na dwóch razach się skończy.

*ja sądzę, że każdy wie, że to K.I.Gałczyński, ale dla porządku przypomnę

Pierwszy dzień

Dzisiaj Junior miał swój pierwszy dzień w przedszkolu (w zerówce właściwie). Poszło mu nadspodziewanie dobrze (noc poprzedzającą przespał nawet gorzej niż Rodzice), na nikogo się tam nie obraził, nic nie zmalował, nie kwękał i nie płakał (wszystkiego Rodzice się na wszelki wypadek spodziewali). A nawet udało mu się błysnąć oryginalnością, kiedy w ramach zabawy „kto powie słowo na literę..”, przy „e” wypalił bez namysłu:
– Eiffelka!

Siedzi mu w pamięci, zresztą zabrał ze sobą pluszową. 

Blog Day 2011

Przyznam szczerze, że znowu o tym dniu właściwie zapomniałem (przed chwilą gdzieś mi na forum mignęło). I przyznam równie szczerze, że byłem już przekonany, że nie będę go „świętował” – blogi, które mógłbym polecić, zasadniczo są na blogrollu, albo już polecałem, i za Chiny nie pamiętałem jakie jeszcze mógłbym polecić, kiedy zaczynałem pisać tę notkę.

I już miałem napisać, że rezygnuję z prowizorki, gdy otworzyły się czeluście Fejsbuka i różne blogi wylazły na powierzchnię:)
1. Taki postmodernistyczny literacki spinoff do Harry Pottera. Trafiłem przypadkiem, przeczytałem jeden rozdział, zrobiłem brwiami WTF i zlinkowałem na FB. Nina Black i Severus Snape, łaaa (być może wiecie o kogo chodzi nawet, ja tylko częściowo).
2. Blog dla szyderców z Apple. Można nie przepadać za stylem Ogrodnika Januarego, a można się dobrze bawić, czasem pod notkami dyskusje techniczne, że normalnie nic nie rozumiem. Applefobia.
3. Drugi blog do podśmiechujek z Apple. Tym razem anglojęzyczny i pisany z miłości. Aż można pokochać Apple, że tak ładnie się można z nich śmiać. Scoopertino.
4. A ten blog pewnie wkrótce zacznie zamierać, ale to ostatnio moja codzienna lektura. Al-Jazeera i jej blog poświęcony libijskiej rewolucji, na żywo. 
5. I na deser odrobina pięknych słówek w zaskakujących konfiguracjach. Pocztówki z Paranoi.

Mało? To zaczekajcie do przyszłego roku.

 

Migawki paryskie (5)

Wśród tegorocznych pamiątek z Paryża na szczególną uwagę zasługiwały dwie: torebki (a właściwie cała linia produktowa) z planem paryskiego metra (jakże praktyczne, n’est-ce pas?) oraz kolorowy makaron w kształcie najważniejszych atrakcji: Eiffel, Arc de Triomphe i Notre-Dame (była też opcja z samą Eiffelką, za to w 6 kolorach). Oczywiście nie wiem, czy nie były dostępne w zeszłym roku, ale cieszyły moje serce w tym.   

Na każdym porządnym zamku straszy biała dama pobrzękująca łańcuchami. Na Polach Marsowych straszą czarni sprzedawcy, pobrzękujący pękami miniaturek Eiffelki, nagabujący radośnie: good price, good price, want one more?

Władze Paryża – w trosce o turystów – zainwestowały w sieć automatycznych toalet. Normalnie nie można się nachwalić: czyściutkie, przestronne, rozmieszczone w wielu strategicznych miejscach.. Tyle że automatyka sprawia, że działają, hmm, dość powoli. Zanim się otworzą i zamkną, zanim zdezynfekują po poprzednim użytkowniku – mijają minuty. Kiedy więc przed taką automatyczną toaletą stoi kilkuosobowa kolejka, a McDonalda w okolicy nie widać, to nieraz lepiej skoczyć do najbliższej kawiarni, zamówić kawę,  skorzystać z lokalnej toalety – i jeszcze zdąży się tę kawę wypić, zanim doczekałoby się kolejki w automacie. Nowoczesne nie zawsze jest lepsze:)

Złoty cielec

Znalazłem to zdjęcie na blogu Al-Jazeery (brak informacji o autorze, jedynie wzmianka, że z serwisu Reuters). Wykonano je w domu córki Kaddafiego, Aiszy. Przedstawia znalezioną w tym domu złotą sofę – właściwie to brak mi słów, czy powiedzieć, że udekorowaną posągiem gospodyni, czy że zbudowaną z niego?

golden sofa in house of Aisha Qaddhafi Qaddafi Kaddafi 

Zastanawiam się, kto był inspiratorem tego… mebla. Kochający tatuś? Czy w takim razie chodziło o ukryte myśli kazirodcze, czy tylko o bezguście? Córeczka? Czy to w takim razie przejaw bezgranicznej pychy, czy czegoś, co mi umyka?

Zapewne znajdzie swoje miejsce w muzeum historii Libii. Chyba lepiej, żeby zwiedzający na niej nie siadali.

Na okrągło

Michael Schumacher miał w Spa świętować swoją okrągłą, dwudziestą rocznicę debiutu (może po to w sumie wrócił na tor? pamiętam go swoją drogą z debiutu, jak poszalał w kwalifikacjach, a wyścig zakończył gdzieś na starcie, złośliwi mówili później, że spalił sprzęgło). Założył jubileuszowy złoty kask, wyjechał na kółko instalacyjne w Q1 i zakończył je kółkiem na poboczu. Powiedział później, że nawet z jego doświadczeniem w Spa trudno się jeździ na trzech kołach – jego prawe tylne koło postanowiło się pokręcić w inną stronę, niż reszta bolidu. 

Schumacher at Spa 2011 on three wheels
(zdjęcie za oficjalną witryną F1)

Po prostu nie mogłem się oprzeć, żeby nie dołączyć tego zdjęcia do galerii innych trójkołowców w F1

A Siedmiokrotny Mistrz Świata i tak ma szczęście – pomimo nieuzyskania żadnego czasu w kwalifikacjach (a w konsekwencji czasu mieszczącego się w przedziale 107% czasu zwycięzcy Q1), i tak pojedzie w wyścigu z ostatniego pola. Wciąż ma szanse na jakieś okrągłe miejsce.

Super-ranking

Naoglądałem się ostatnio supermeczów (w założeniu) o superpuchary: najpierw dwupak hiszpański, a teraz trofeum europejskie. Cecha wspólna: we wszystkich zagrała Barcelona i żadnego nie przegrała:) jak również parę efektownych goli (a w sumie 11). Dokonałem więc głęboko subiektywnego przeglądu tych goli. 

Najpierw wspomnijmy ten ostatni, czyli Fabregas dobija Porto. Eleganckie przyjęcie piłki w powietrzu, pewny strzał a la Cesc, ale przede wszystkim podanie Messiego – górne na małej przestrzeni, w idealnym momencie na wchodzącego zza obrońców Fabregasa, oszukując stoperów patrzących na spalonego już Sancheza (swoją drogą, co byłoby lepszym futbolowym odpowiednikiem alley-oopa?). 

Jako drugi przyjdzie dla odmiany ten pierwszy, czyli Oezila. Benzema nie miał pomysłu na minięcie Abidala bezpośrednio, więc precyzyjnie wyłożył – znowu – nabiegającemu Niemcowi. Ale jakie zwodnicze było to uderzenie, zupełnie od niechcenia. 

Ale najpiękniejszy padł w tym trzecim meczu (drugim chronologicznie). To, jak Messi pociągnął akcję i zagrał prostopadłą piłkę, już samo w sobie było palce lizać. Ale to wykończenie, wykończenie, wykończenie – po prostu esencja finezji w stanie czystym. Tylko jeden człowiek (człowiek?) tak gra: Iniesta. 

Jako honorejbl menszyn (bo w końcu nie wypada nie wspomnieć o Messim, który z wszystkich 11 goli, w tym 7 dla swojej drużyny, strzelił 4, nawet jeśli rozpływamy się nad dwiema jego asystami), pierwszy gol Messiego na Camp Nou. Nie wiem, czy bardziej dla tego rozegrania z magiczną piętą Pique, czy dla wizji Ronaldo goniącego Messiego, na koniec na kolanach.

I refleksja na zakończenie – w Londynie mają lepszych fryzjerów, tfu, stylistów. Fabregas.. sprowadź sobie swojego stylistę. 

Filmów nie będzie, za szybko znikają z Youtube (i szukać mi się nie chce).

Z życia ssaków

Popołudniową porą w ogródku.

Junior:
– Chciałbym się przytulić do nosorożca..
Matka (wzdychając niewerbalnie):
– Chyba nikt nie chciałby się przytulić do nosorożca..
Ojciec:
– Nosorożyca…

Nie mam pojęcia o jakiego nosorożca chodziło. 

Pierwsza mucha

Junior wrzeszczy do Ojca bardzo zadowolonym tonem:
– Ojciec, ubiłem muchę!

Nowość to o tyle, że do tej pory wrzeszczał raczej coś w stylu „proszę ubić muchę”, więc ta pewnie była jego pierwsza. Nie wiem, czy z takiej okazji się świętuje, w każdym razie pominęliśmy.

Z wyjątkiem oczywiście Żółwia, który muchę zjadł z apetytem.

Jak zwykle, ale czy na pewno?

Grała Wisła. Oglądałem. Zobaczyłem wszystkie stare grzechy polskiego futbolu: bojaźń, niedostatki techniczne, błędy taktyczne, braki kondycyjne, wszystko to nadrabiane obroną Częstochowy (nie było tylko zawodnika „ofiarnie”, ale to nie wina Wisły że Szpakowski nie komentował), która tradycyjnie w ważnych momentach udaje się tylko czasami, i wczoraj tego czasu było za mało.

I nagle błysnęła mi myśl: tylko co to ma wspólnego z polskim futbolem? Wisła wyszła w 8 przedstawicieli innych krajów, w trakcie meczu dorzuciła jeszcze 3, większość z nich „nad Wisłą” gra od niedawna. Co zatem sprawia, że piłkarze wyedukowani, wychowani i większość kariery grający „w większym świecie” (bo nie w wielkim przecież), zachowywali jakby wyszli z LZS Jadowniki? Genius Ekstraklasae?

Nie chcę uciekać w tanią myśl, że te polskie grzechy to sobie przypisujemy, bo się do nich przyzwyczailiśmy, a gdzie indziej jest tak samo. Apoel był lepszy, bez dwóch zdań, nad przyczynami słabości Wisły jeszcze długo się będziemy zastanawiać.