Tegoroczny sezon F1 chyli się ku końcowi (wiem, że matematycznie to dopiero dwie trzecie, zostało sześć wyścigów z dziewiętnastu), bo losy tytułów są właściwie przesądzone – nikt nie patrzy, czy ktoś dogoni Sebastiana Vettela, tylko raczej się wszyscy zastanawiają, po którym wyścigu zapewni on sobie tytuł mistrzowski (czwarty z rzędu), sobie i zespołowi, powstrzymać go może tylko cud lub ortopeda. Ponieważ walka o drugie miejsca jest mniej zajmująca (choć o wygraną w poszczególnych wyścigach niezmiennie), postanowiłem spojrzeć w nieco szerszej perspektywie.
Oczywiście, mógłbym pisać tu o walce o piąte miejsce w klasyfikacji konstruktorów (ma znaczenie mierzone kilkoma milionami dolarów wyższej nagrody na koniec sezonu), albo zastanawiać się nad tym, jak blisko tegorocznym debiutantom z Saubera i Williamsa do zdobycia pierwszego punktu w karierze (ocierali się parokrotnie). Zajmę się jednak rywalizacją toczoną na samym dole, między kierowcami dwóch najsłabszych zespołów. Najsłabszych, bo na palcach jednej ręki można policzyć przypadki, kiedy w tym sezonie kierowca silniejszego zespołu minął linię mety później niż którykolwiek z czwórki tych z tyłu (nie liczymy przypadków, kiedy zakończył wyścig nie dojeżdżając do mety, oczywiście).
Przyjrzałem się szczegółowo wynikom osiąganym przez kierowców zespołów Marussia i Caterham. Ponieważ nie zdobyli jeszcze oczywiście żadnych punktów w tym sezonie (żaden z tych zespołów nie zdobył choćby punktu w swojej historii..), o ich kolejności rozstrzygają zajęte miejsca. Jeżeli więcej niż jeden zawodnik zdobył dane miejsce w wyścigu, decyduje to, który ma tych miejsc więcej. Jeżeli mają po tyle samo danych miejsc – decydują kolejne najlepsze miejsca… i tak da capo al fine (czyli do ustalenia kolejności). I przyznam, że o kolejności między nimi decydują zaskakująco fascynujące drobiazgi.
Prowadzi Jules Bianchi z Marussi, dzięki zajętemu w jednym z wyścigów jednemu jedynemu trzynastemu miejscu. Pozostała trójka potrafiła – każdy po jednym razie – doskoczyć jedynie do miejsca czternastego, więc dalszą kolejność ustalamy na podstawie następnych najlepszych wyników. Niewątpliwie najsłabszy jest drugi zawodnik Marussi, Max Chilton, którego drugim najlepszym wynikiem jest jedno jedyne miejsce szesnaste, podczas gdy zawodnicy Caterhama meldowali się parokrotnie na miejscu piętnastym – każdy z nich po dwa razy. Patrzymy dalej – i Charles Pic, i Giedo van der Garde dojeżdżali dwukrotnie na miejscu szesnastym (a więc mają po pięć identycznych najlepszych wyników…) I dopiero potem nadchodzi rozstrzygnięcie – Pic cztery razy dojechał na miejscu siedemnastym, van der Garde – pięć razy na osiemnastym. A więc kolejność w formie tabelarycznej (w nawiasach liczby poszczególnych miejsc):
1. Bianchi (1×13, 2×15, 2×16, 1×17, 3×18, 2×19)
2. Pic (1×14, 2×15, 2×16, 4×17, 1×18, 1×19)
3. van der Garde (1×14, 2×15, 2×16, 5×18, 1×21)
4. Chilton (1×14, 1×16, 5×17, 4×19, 2×20)
Oczywiście, w klasyfikacji kierowców ta kolejność ma znaczenie li tylko honorowe. Ale te same miejsca decydują też o kolejności w klasyfikacji konstruktorów, i o możliwości uzyskania nagrody za dziesiąte miejsce w tejże… To jedno trzynaste miejsce Bianchiego może być warte miliony dolarów. Może być, bo wystarczy jeden wyścig pełen zawirowań (na starcie stają zwykle 22 samochody, a więc musiałoby być ze siedmiu pechowców), żeby tę klasyfikację odwrócić, walka będzie trwała do samego końca. W zeszłym roku Caterham wyprzedził Marussię w ostatnim wyścigu, kiedy w końcówce Witalij Pietrow w swoim Caterhamie wyprzedził Charlesa Pica (wtedy Marussia) w walce o jedno jedyne jedenaste miejsce w sezonie…
Notka opublikowana równolegle na blogu sportowym w serwisie śląsk.sport.pl
Monika Hojnisz z medalem (zdjęcie Petr Josek, Reuters, za sport.pl)
Krystyna Pałka z medalem (zdjęcie PAP/EPA, za interia.pl)