Jutro ostatni wyścig sezonu. Zapowiada się z wielu względów.. emocjonalnie – będzie wiele pożegnań (być może wielu żegnających się będzie chciała coś na pożegnanie udowadniać, a przynajmniej dobrze się dać zapamiętać), ale przede wszystkim rozstrzygnie się walka o mistrzostwo świata.
Brazylijski tor Interlagos ma „szczęście” do takich finałowych rozstrzygnięć. Cztery lata temu Felipe Massa przejeżdżał linię mety w przekonaniu, że już jest mistrzem. W warunkach chaosu wywołanego deszczem, który spadł pod sam koniec wyścigu, na ostatnim zakręcie Lewis Hamilton wyprzedził ślizgającego się Timo Glocka (który zaryzykował i nie zmienił opon na przeznaczone do jazdy w deszczu) i rzutem na taśmę zdobył piąte miejsce, wyprzedzając świętującego Brazylijczyka o jeden punkt. Rok wcześniej tenże Hamilton ruszał do wyścigu jako lider klasyfikacji, z bezpieczną wydawało się przewagą (piąte miejsce również wystarczyłoby mu do zdobycia mistrzostwa), ale po rozmaitych perypetiach dojechał siódmy, przegrywając tytuł o punkt* z trzecim dotąd Raikkonenem.
Jutro piąte miejsce dla lidera klasyfikacji może się okazać niewystarczające. Może, jeżeli goniący go w tabeli Fernando Alonso dałby radę wygrać, co po kwalifikacjach nie wydaje się szczególnie prawdopodobne (Alonso startuje z ósmego miejsca, liderujący Vettel z czwartego, które dowiezione do mety da mu tytuł). Można się więc spodziewać dwóch wyścigów: czołowa dwójka będzie de facto rywalizować ze sobą o tytuł (wyliczanie wariantów wyników odbywa się niczym w eliminacjach polskiej reprezentacji piłkarskiej, reszta pojedzie o swój jak najlepszy wynik. Vettel nie musi gonić jak szalony, ważniejsze dla niego jest dojechanie do mety, jego przewaga to tylko i aż 13 punktów (przy 25 za zwycięstwo i 12 za czwarte miejsce). Poważnie się zastanawiam, czy najlepszym dla niego rozwiązaniem nie byłoby puszczenie przodem czołowej trójki i pilnowanie, żeby rywal się przez niego nie przedostał (bez podtekstów) – bo powstrzymanie go od podium wystarczy nawet przy przedwczesnym zakończeniu wyścigu przez Vettela. Zdarzyć się może wszystko, może znów spadnie deszcz (w kwalifikacjach chwilę pokropił, prognozy są niepewne), mogą być wypadki.. w każdym razie życzyłbym sobie, żebyśmy mistrza poznali dopiero w chwili kiedy obaj pretendenci miną flagę w biało-czarną szachownicę (i zarazem nie później, bo to by oznaczało, że o tytule zdecyduje werdykt sędziów).