Życie prawnika umilane jest czasem przez intrygujące sprawy, intrygujące nietypowością sytuacji, do której próbuje się zastosować przepisy prawa co do zasady przewidziane na zupełnie inne okazji (ach, doprawdy, czemuż to nie u nas toczyła się sprawa o uznanie za wypadek przy pracy sytuacji, w której na pewną pracownicę w podróży służbowej spadła z sufitu lampa, kiedy ta w pokoju motelowym… oddawała się miłości ze swoim przyjacielem – sąd australijski ostatecznie uznał, że nie było to związane z pracą i odszkodowanie się nie należy). Niemniej i u nas znajdujemy różne kwiatki, które od niedawna stara się zbierać i propagować na Facebooku fanpage Orzeczenia Sądu Najwyższego, o których nie miałeś pojęcia.
Ostatnio przypomniał stare, lecz niezmiennie urzekające orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego z początków jego działalności, dokładnie z 20 lipca 1981 roku:
Żona, której mąż utrzymuje stosunki intymne z pomocą domową zameldowaną i zatrudnioną u osoby trzeciej, nie jest legitymowana do wniesienia skargi do Naczelnego Sądu Administracyjnego na decyzje w sprawie ustalenia charakteru pobytu pomocy domowej u osoby trzeciej, ze względu na brak po jej stronie interesu prawnego lub obowiązku, które stanowiłyby legitymację materialnoprawną będącą podstawą legitymacji procesowej w świetle art. 28 Kpa.
Zasadniczo jednak do napisania tej notki skłonił mnie zamieszczony na rzeczonym fanpage’u pod tym orzeczeniem komentarz pewnego młodego człowieka (studenta prawa o ile się nie mylę), który stwierdził, że zapewne będąca cichą bohaterką orzeczenia pomoc domowa była Ukrainką, i zupełnie nie rozumiał, jakie znaczenie ma czas wydania orzeczenia. Skłonił mnie do nieuchronnych myśli o przemijaniu – my (autor i jego pokolenie, bo nie same Zapiski) pamiętamy, jak wyglądały realia roku 1980, kiedy to obowiązek meldunkowy był rygorystycznie egzekwowany, a jego niedopełnienie groziło grzywną. W tamtym czasie Ukrainki nie przyjeżdżały pokątnie sprzątać po domach i być bohaterkami żartów Figurskiego, ponieważ wydostanie się przez nie ze Związku Radzieckiego graniczyło z cudem, a o nielegalnym uciekaniu przez granicę, żeby popracować w sąsiednim kraju demokracji ludowej, nikt nawet nie myślał, bo mogło się to skończyć bardzo niemile (obozem dla uciekającego, i zapewne też jakimś wyrokiem dla zatrudniającego, w tamtych czasach prawa nie praktykowałem, więc z pamięci nie powiem, a sprawdzać mi się nie chce). Bieżące pokolenie nie ma już o tym pojęcia, następnemu tym bardziej nie przyjdzie to do głowy…