Nieszczęsnym przebojem tygodnia był tekst o bohaterach Kamieni na szaniec – o tym, jak to należy ich zdemitologizować, bo byli antysemitami, a przynajmniej obracali się w anstysemickiej rzeczywistości, a przynajmniej Kamiński nic nie napisał o problemie żydowskim (przynajmniej w wydaniu wojennym), oraz że Rudy z Zośką mieli romans. Kto nie czytał, niech wygugla (jeśli koniecznie potrzebuje).
Nie, nie zamierzam nawet przez chwilę zastanawiać się, czy mamy do czynienia z odkryciem Ukrytej Prawdy jak u Dana Browna, głowić się, czy Rudego odbijali dlatego, żeby przyćmić inne wydarzenia, czy też może dla ukojenia odchodzącego od zmysłów kochanka. Zadaję sobie tylko jedno pytanie: po co właściwie jest ten tekst? (Opcję „żeby zohydzić narodowi jego bohaterów” zostawiam prawicowym megalomanom.) I tylko dwa powody widzę, niewykluczające się: jeden to chęć zabłyśnięcia, drugi to wierszówka (lub inna forma honorarium).
Bo nie wiem, jak można czytać Kamińskiego i nie wyłapać kwestii elementarnej, oczywistej: że demitologizujące zarzuty nie mają żadnego wpływu na sens opowieści. Akcja z Kopernikiem, akcja z kotwicami, wszystkie inne akcje małego sabotażu i poważnej dywersji, zachowują ten sam sens. No i co zmieniałaby orientacja w tej patetycznej scenie z recytowaniem Słowackiego?
A poza tym zawsze wolałem Alka.


