Seksistowsko o drobiu

Jak delikatnie sugerowałem w poprzedniej notce, w tym roku na Wielkanoc wpadło mi do głowy, żeby zrobić kaczkę. Rozejrzałem się więc po markecie, znalazłem specjalistyczną chłodnię z drobiem. Pod tabliczką „kaczki” leżały co prawda indyki, ale jakoś nie dałem się zrazić, przesunąłem się w kierunku indyków i bez zaskoczenia odnalazłem tam kaczki. 

W sobotę kaczka została natarta tym i owym, odstawiona, następnie wypchana znów tym i owym (amatorów ścisłych receptur odsyłam do szkół gastronomicznych oraz na blogi stricte kuchenne), władowana do piekarnika. Nowość sytuacji (bo chyba jednak nie zauroczenie) sprawiała, że zwracałem mniejszą uwagę na drobiazgi, licząc z niecierpliwością na efekt końcowy (może jeszcze czas odgrywał też jakąś rolę). 

Upiekła się. Dziś została rozporcjowana i napoczęta, i – skoro spokojny dzień nastał – jakoś tam mankamenta zaczęły wychodzić na jaw. Muszę nie bez urazy przyznać, że rzeczona kaczka jakaś taka była… niedogolona, jak również – mówiąc językiem bez mała prostackim – płaska jak decha (choć tłuszczu z niej wytopiłem zarazem tyle, że do prawdziwej wiosny mi smalcu starczy). Chyba jestem przyzwyczajony do młodych, gładkich i bardziej piersiastych kurek. 

Niemniej, kaczka zostanie moja, świętujcie przy swoich!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s