Tak mnie jakoś dziś wzięło i poniosło. Miałem po prostu wrócić do domu z miasta Bielska, ale zamiast jechać drogą prostą a zastawioną robotami drogowymi, lub inną drogą prostą lecz długą, podkusiło mnie na eksperymenty krajoznawcze w poszukiwaniu skrótu. Zjechałem więc sobie z ekspresówki, powlokłem się przez Jasienicę, między stawami Landka, z pewnym zaskoczeniem odnotowałem w pamięci Galerię Stracha Polnego w Rudzicy. A potem nadeszło Chybie i… zatrzymałem się.
Zatrzymałem się razem z całą kolumną pojazdów. Po minucie zorientowałem się, że stoimy przed przejazdem kolejowym (inny był kilometr wcześniej). Po kilku kolejnych minutach uznałem, że to nie wróży zbyt dobrze… a że tuż obok był parking pod sklepikiem, wykonałem ostry manewr w prawo i mogłem spokojnie wyjąć z bagażnika teczkę z kanapką i laptopem. Załatwiwszy co niezbędne wysiadłem z auta i rozejrzałem się.
Na pierwszym planie miałem moknący w mżawce sznur aut, kończący się z jednej strony przed szlabanem, a z drugiej wydający się nie mieć końca (w zasięgu wzroku). Zacząłem zwiedzanie. Na wstępie zaciekawił mnie „SALONIK FRYZJERSKI” (nie zaglądałem do środka, czy istotnie malutki), po drugiej stronie placu widniał zresztą już całkiem duży Salon Fryzjerski. Dalej były sklepy, na drzwiach „marketu” zaintrygowała mnie „WĘDZONKA Z ŁYSYCH”, nie dowiedziałem się o niej nic więcej, gdyż (co było jeszcze bardziej zaskakujące) market działał tylko do godziny 15.00. Na szczęście ciut dłużej działał barakowóz z pieczywem, nabyłem w nim dwie ostatnie bułki cynamonowe – niestety raczej jałowe, z cynamonem bardziej w dawce zapachowej niż smakowej.
Jako zmotoryzowany nie wstąpiłem do karczmy, więc nie mogę potwierdzić, czy „okrutnie liche piwsko w tej Końskowoli”, niemniej pierwsze wrażenie Chybie zrobiło mocno takie sobie (może gdybym był z drugiej strony przejazdu, byłoby ciut lepiej). Nie spodziewam się, bym tam jeszcze zawitał, nie dlatego bym się do mieściny zraził, po prostu droga niewarta zachodu (zwłaszcza myśl o przejazdach kolejowych, to linia na Wisłę), a nic szczególnie wartego wycieczki nie zauważyłem (nie zachęca mnie nawet „kościół zabytkowo-pielgrzymkowy”, jak głosił przydrożny drogowskaz). Już lepiej do sąsiedniego Strumienia…