Kibicujmy Niemcom

Historia jak zwykle się powtórzyła i z Niemcami przegraliśmy. W końcu już przed meczem wiadomo było, że będziemy potrzebować sporo szczęścia – a dzisiaj cały narodowy zapas wyczerpał Robert Kubica. I można będzie pół roku/wieku dywagowac, czy Klose był na spalonym przy pierwszym golu, oraz czy Smolarek był na spalonym, kiedy trafiał do siatki – nie zmieni to faktu, że przegraliśmy.

Teraz trzeba patrzeć na to, co dalej. I spośród scenariuszy dalszego rozwoju sytuacji w grupie (zakładamy, że Austria przegra wszystko, lub co najwyżej urwie punkt pewnym awansu Niemcom) największe szanse daje nam wariant, w którym my wysoko wygrywamy z Austrią, a Niemcy wysoko wygrywają z Chorwacją (pojęcie "wysoko" jest względne, grunt, żebyśmy mieli korzystniejszą różnicę bramek). Wtedy do awansu może wystarczyć remis z Chorwacją (jakoś nie chcę liczyć na zwycięstwo w ostatnim meczu).

Więc kibicujmy Niemcom w czwartek. Żebyśmy mogli na nich wziąć rewanż w Bazylei. W półfinale. 

 

Pan Hilary inaczej

W cyklu "modyfikacje klasyki literatury dziecięcej" przyszła pora na "Pana Hilarego" Tuwima.

Tym razem jednak Junior nie wprowadził modyfikacji do samego tekstu (zapewne dlatego, że go jeszcze nie słyszał), ale zainscenizował samodzielną wariację na temat.  Któregoś dnia przy porannym ubieraniu zaczął gorączkowo poszukiwać skarpetek, które od pół minuty miał na nogach. Tak to sie kończy, jak Ojciec nie egzekwuje samodzielnego ubierania:)

PS. [OT] Pisząc tę notkę, kazałem wujkowi guglowi wyszukać tekst do zalinkowania. Przy przeglądaniu wyników dowiedziałem się, że"Pan Hilary" to wzięta nazwa dla sklepów optycznych:)

GP Monaco – trochę statystyki

Heh, tu lada moment GP Kanady, a ja niegotowy z klasyfikacjami po Monaco:)

Wielkich rewelacji nie ma (dlatego tabelki sobie dziś darujemy), za to zauważyłem, że klasyfikacja Ecclestone daje masę informacji statystycznych, których normalnie się nie zauważa. Patrząc na wyniki oficjalne po 6 wyścigach, widzimy czteropunktową różnicę w obrębie pierwszej trójki, i Kubicę tuż za nimi. Ale spojrzenie na klasyfikację Ecclestone uświadamia nam, że czołowa trójka ma solidarnie po dwa zwycięstwa, jedno drugie i jedno trzecie miejsce. I o kolejności decydują miejsca w tych mniej udanych wyścigach (czyli piąte miejsce LH w Malezji vs. ósme Raikkonnena w Australii).

Z pozostałych obserwacji statystycznych – po sześciu wyścigach nie ma już kierowcy, który by punktował w każdym wyścigu (coś ty Kimi narobił na wyjeździe z tego tunelu!!), punktowało już 15 z pozostałych w stawce kierowców (a byłoby więcej, patrz poprzedni nawias:)), a Robert jest jedynym kierowcą w stawce, który pięciokrotnie zajął miejsce w czołowej czwórce:) (zrzynając z "Fruwając pod koszem ": ciekawe, prawda?)

Dziennik z Morza Corteza

To oczywiście tytuł ksiązki Steinbecka, wydanej jakieś dwa lata temu i od pewnego czasu uzupełniajacej moją bibliotekę. Zasadniczo "The Log from the Sea of Cortez " to zapis wyprawy naukowej, w której przy odrobinie kreatywności można doszukać się powieści drogi:) Ale dla mnie największą wartością tej książki jest dodatek poświęcony zasadniczo Edowi Rickettsowi.

Przypuszczam, że nazwisko to z początku mało komu coś mówi. Nabierze znaczenia dopiero kiedy dodać, że to biolog z małego laboratorium przy Cannery Row. I opowieść o Rickettsie jest kolejnym spotkaniem ze starymi znajomymi. Czasem poznajemy nawet poszczególne frazy. Fascynujące jest rozpoznawanie w rzeczywistych postaciach cech bohaterów z Pałacyku czy Niedźwiedziej Flagi – często zresztą porozdzielanych, przez co żaden z bohaterów nie jest wiernym odwzorowaniem postaci prawdziwej. Doc zresztą też nie.

Oh, Cannery Row..

 

GP Monaco

Ach, co to był za wyścig!

Dramaturgia, że mucha nie siada – wypadki, neutralizacje, deszcz. Sutil jadący po sensacyjnie wysokie miejsce (nawet gdyby go Raikkonnen połknął) i wypadający po jakże przypadkowym incydencie (przecież nie można powiedzieć, że Kimi go wtedy atakował). Rosberg rozbijający się w drobny mak w momencie, gdy realizator właśnie pokazał, że LH ma nad drugim Kubicą ponad pół minuty przewagi, znikające w jednym momencie (przysięgam, że tuż przed tym wypadkiem pomyślałem, że jeżeli nie zdarzy się neutralizacja, to wszystko pozamiatane). I tak dalej. I w tym wszystkim niewzruszony, bezbłędny Robert.

Mniam. Pamiętam ten deszczowy wyścig z 1996 roku, kiedy odpadli prawie wszyscy i wygrał Panis. Damon Hill wygrałby wtedy w cuglach, gdyby nie defekt. I pamietam to niesamowit GP z 1992, kiedy Mansell pechowo musiał zjechać na wymianę opony i potem atakował Sennę przez kilka okrążeń z zajadłością bulteriera uwieszonego na nogawce. Tegoroczne też mi zostanie w pamięci.

Przewrotność Pani Fortuny

Garść refleksji po tegorocznym finale Ligi Mistrzów .

Po półfinałach sądziłem, że wygra Chelsea.  Nie dlatego, że jest lepsza, ani nie dlatego, żebym jej kibicował (jest wręcz odwrotnie), ale w tym roku miała w LM cholernie dużo szczęścia. Do półfinału doszła bez choćby jednego trudnego przeciwnika na drodze, nie wygrywając ani jednego meczu wyjazdowego, awans do finału zawdzięcza nieprawdopodobnemu samobójowi Riise w piątej minucie doliczonego czasu gry. I kiedy w finale zobaczyłem, jak po pięknych akcjach MU (sir Stanley Matthews musiał w niebiosach zaklaskać widząc podanie Rooneya do Teveza z 43 minuty), Lampard wyrównuje po podwójnym rykoszecie, sądziłem, że Pani Fortuna znowu uśmiecha się do "niebieskich". Zresztą i farfocel Ronaldo w serii karnych wyglądał na potwierdzenie tej tezy.

Ale Pani Fortuna przewrotna jest do bólu. Czy można nie wierzyć, że było jej rozmysłem idiotyczne zachowanie Drogby ocenione na czerwoną kartkę? Czy to nie ona spowodowała uślizg nogi Johna Terry'ego w momencie, kiedy wszyscy spodziewali się ryku szczęścia londyńczyków? Na pewno. Ona miała inny zamysł, który stał się jasny w siódmej serii karnych. Jeżeli przy remisie ze strony MU podchodzi legenda – rekordzista Ryan Giggs, a ze strony Chelsea wieczny nieudacznik Anelka, to dla mnie też nie jest przypadek. Robiła z nas durniów po to, żeby na koniec dać Ryanowi swoją wielką chwilę.

Nie umniejszam rzecz jasna zasług Van der Sara – przy okazji temat dla statystyków: czy jest zawodnik, który dwukrotnie zdobył Puchar Mistrzów w większym odstępie czasu, niż 13 lat Edwina?

 

Siła intuicji

Jestem pod wrażeniem tego, co ostatnio w Milionerach zrobiła pewna maturzystka . Nawet nie chodzi o sam wynik (byłoby dopiero, gdyby zgarnęła główną), ale raczej o styl, o podejście. W zasadzie z 6 kolejnych pytań, na które odpowiedziała, zaczynając od 20.000, a na 500.000 zł kończąc, na żadne nie znała tak naprawdę odpowiedzi (spektrum zresztą szerokie, od literatury romantycznej przez Beatlesów po winiarstwo). Ale – dziwnie bo dziwnie – grała. I intuicyjnie, skacząc od Annasza do Kajfasza, ostatecznie wybierała odpowiedź prawidłową. Dopiero w finałowym nie czuła się już na siłach (intuicji brakło?) i nie strzelała.

A pytanie finałowe rzeczywiście było trudne. Bo kto w końcu (poza pasjonatami historiii kina) zna na pamięć daty roczne urodzenia Bogarta czy Chaplina? Nawet tylekroć przywoływane tu przeze mnie klasyczne wykształcenie by wiele nie pomogło (nie na wszystkie pytania)..

To jest jednak gra:) 

 

Ta-ta-ta-taa ta-ta-taaaaa!!!

Well, Indy's back !

Mniam. Co prawda w moim rankingu filmów z cyklu Indiana Jones (filmów, bez mdłego serialu TV) "Czaszka" zajmuje trzecie miejsce, przed Świątynią Zagłady , ale i tak warto. Indy jest niezawodny, a Cate Blanchett jest rewelacyjna w swojej komiksowej postaci. I ten jej rosyjski akcent.:) Natomiast nic nie poradzę, że nie przemawia do mnie zupełnie pomysł na tytułowy artefakt, a w konsekwencji także i dotyczący go finał. Nic to, Indy rulez:)

A przy okazji zdradzam małą tajemnicę:)) – w filmie wykreowano cyfrowo 130 Indian. Skąd to wiem? Ujawnienie sekretu znalazłem na swoim bilecie kinowym – było tam napisane:
"130 (cyfrowo) Indian" 😀

GP Turcji – klasyfikacje alternatywne

Refleksja na ten moment jest taka, że klasyfikacje zaczynają się ujednolicać:) Pierwsza szóstka jak w dziób we wszystkich trzech wariantach, potem dopiero widać różnice pod koniec dziesiątki za sprawą Webbera i Rosberga. Tabelka (miejsce wg Eccelstone, nazwisko, miejsca, miejsce i punktacja wg Bartoszcze, miejsce i punktacja cyklu F1):

Lp.E Kierowca Miejsca Bartoszcze (pkt) F1(pkt)
1 Raikkonnen 1,1,2,3 1 (76) 1(35)
2. Massa 1,1,2,- 2 (65) 2(28)
3. Hamilton 1,2,3,5 3 (54) 3(28)
4. Kubica 2,3,4,4 4 (35) 4(24)
5. Heidfeld 2,4,5,6 5 (27) 5(20)
6. Kovalainen 3,5,5,12 6 (18) 6(14)
7. Rosberg 3,8,8,14 7 (12) 10(8)
8. Trulli 4,6,8,10 9 (9) 8(9)
9. Alonso 4,6,8,10 9 (9) 9(9)
10. Webber 5,7,7,7 8 (10) 7(10)

I przy okazji ciekawostka – kolejność między Trullim i Alonso ustawiłem za oficjalną, natomiast wygląda na to, że po pięciu wyścigach mają oni dokładnie takie same zajęte miejsca! A wtedy wszelkie mądre klasyfikacje biorą w łeb. Może w wolnej chwili poszperam w regulaminach FIA.