Ostatnio Redaktor Baron aka Balon opowiadał w swojej audycji o wstrząsającej podróży przez pewien kraj europejski, gdzie na dzień dobry został zaproszony do nabycia winietki autostradowej za jedyne 35 euro (obowiązującej przez pół roku), po czym przebył raptem 5 km autostradą, a dalej już dreogami niższej kategorii.
Tak się składa, że i ja w tym roku podróżowałem przez ten kraj tajemniczy, i również korzystałem z autostrad. Miałem jednak to szczęście, że jechałem nimi przed 1 lipca, kiedy to jeszcze system winietowy nie obowiązywał (gdyby obowiązywał, poważnie rozważyłbym poprowadzenie trasy w inny sposób, w końcu wracałem tamtędy nie tknąwszy autostrady). Wybrałem jednak taką drogę, że po autostradzie przejechałem całkiem sporo (i to bardzo przyzwoitej), aczkolwiek dla odmiany denerwujące było płacenie na bramkach 5 razy średnio po +/- 1,30 euro. Swoją drogą płaciłem kartą i zastanawiałem się, komu się to opłaca:)
Tak że system obowiązujący jeszcze do niedawna był znacznie bardziej ekonomiczny, i bardzo się zastanawiam, ile czasu będą potrzebowali lokalni decydenci na dojście do wniosku, że lepszym biznesem będzie jednak wprowadzenie (na wzór czeski czy austriacki) winietek na krótszy okres za kilka euro. Austriakom się opłaca, bo przejeżdżam tam i z powrotem kupując za każdym razem dziesięciodniową. Czechom się opłaca, bo kupuję miesięczną. Tyle że do przejechania mam dużo więcej i mało alternatyw (autostrada przez Słowację jeszcze niekompletna, a nie sprawdzałem węgierskich cen). Mam wrażenie, że to po prostu przesadzona vrednost jest:)
A swoją drogą, ciekawe co by teraz WO napisał o słoweńskich autostradach w tym swoim ulubieniu tematu..