Zaczyna się najważniejszy weekend sezonu Formuły 1 – ten, który przyniesie rozstrzygnięcia. Media już zdążyły na dziesiątą stronę przemaglować, co komu jest potrzebne i do czego, więc nie będę tego powtarzał, Skupię się na tym, jak potencjalnie cele poszczególnych drużyn mogą zostać osiągnięte, patrząc na atmosferę przed Interlagos.
A ta gęstnieje. Mieliśmy już deklaracje, kto komu zamierza "pomagać". Eddie Jordan doradza LH, żeby ten "urwał Massie koło", jeżeli zostanie zaatakowany. Zastanówmy się więc: jeżeli Massa ma zdobyć tytuł, to najlepiej dla niego byłoby, żeby LH nie dojechał do mety (w zeszłym roku gonił z końca stawki i był tuż-tuż). Może się zdarzyć defekt, może LH przeszarżować (chociaż rzadko mu się to zdarza) – ale też ktoś może LH "pomóc" nie dojechać (jakoś instynktownie palec obraca się w kierunku Davida Coultharda, gdyby oczywiście miał szansę jechać gdzieś w okolicy lidera cyklu:)). Analogicznie też najlepiej dla McLarena byłoby, gdyby Massa nie dojechał (chociaż wystarczy, żeby znalazł się na końcu stawki i raczej nie będzie w stanie nadrobić straty, tak moim skromnym zdaniem). Wszystko to sugeruje, że może dojść do próby jakichś nieczystych manewrów. Włącznie z tym, że w pierwszym zakręcie LH może nie odpuścić Massie (kolizja bardziej zaszkodziłaby Brazylijczykowi). Przesadzam? Ależ skąd. Historia F1 zna takie przypadki. Sam tylko Schumacher dwukrotnie uczestniczył w takich kolizjach w ostatnim wyścigu sezonu, zderzając się z rywalem, nad którym miał punkt przewagi. Jacques Villeneuve wyprzedził go wtedy w 1997, ale Damon Hill w 1994 roku nie dał rady (co zresztą jest jednym z powodów, dla których MiSchu nie cieszy się moją sympatią). A wielki Ayrton Senna otwarcie przyznawał, że w 1990 roku w Japonii wjechał w pierwszym zakręcie w Ferrari Alaina Prosta..
Życzmy więc sobie przede wszystkim jazdy fair, aby o wynikach sezonu nie decydowali stewardzi!
A ja kibicuję Massie, Robertowi i Force India:) chociaż przeczuwam, że mistrzem zostanie LH.