Przebiegły ostatnio przez Polskę dwa listy otwarte. Jeden broni wolności słowa, drugi sprzeciwia się kłamstwu. Oba dotyczą tego samego zdarzenia, a skoro zajmują przeciwstawne stanowiska, to nie mogą być jednocześnie słuszne. Pod oboma znajdziemy podpisy zacnych osób – pod jednym Ryszarda Bugaja, Leszka Długosza czy Andrzeja Dobosza, pod drugim Julii Hartwig, Wisławy Szymborskiej czy Józefa Piniora.
Któremu z nich przyznać więc rację? Który jest tyko politycznym manifestem, a który rzeczywistą obroną wartości? Myślę, że odpowiedzi mógłby udzielić nieskomplikowany w sumie test. Załóżmy (hipotetycznie), że wyrok, od którego sprawa się wywodzi, "skazywał" nie Zybertowicza na przeproszenie Michnika, ale Palikota na przeproszenie Gwiazdy. Pod którym z listów sygnatariusze równie ochoczo by się wtedy podpisywali?
Ja sądzę, że wiem. Sądzę, że inni też wiedzą. I tyle. I tylko nie rozumiem niektórych podpisujących, ale wielu rzeczy człowiek nie rozumie.

