Po pewnej przerwie postanowiłem ponownie się włączyć do Trójkowej zabawy:). Propozycji jest zdaje się ponad półtora tysiąca, więc jest z czego wybierać tę superdwudziestkę. Chociaż ja na dzień dobry jestem zły, bo nie udało mi się przeforsować u redaktorów prowadzących uwzględnienia wśród propozycji najpiękniejszej piosenki świata, czyli Nightswimming. Wrrr. Pożałują:)
No to skoro głosujemy, to głosujmy (kolejność właściwie tylko własna, bo w podliczeniu wszystkie głosy są równe):
1. Losing my religion. Miało być Nightswimming, ale jak redaktory nie chcą, to sięgam po chyba najważniejszy utwór w ich karierze. I na tym nie skończę:)
2. Bohemian rhapsody
3. Brothers in arms
4. Stairway to heaven
5. Dziwny jest ten świat – te blockbustery nie wymagają komentarza.
6. Korowód – odkryłem całe piękno tego utworu w jego pełnej wersji względnie niedawno. Spokojnie może stać koło blockbusterów
7. Zombie. Zawsze mnie ciary przechodzą, kiedy go słucham. To jest energia wewnętrzna.
8. Nine million bicycles. Powiew świeżości zawsze się przyda:) Za kilka lat zobaczymy, na ile Katie Melua wytrzyma próbę czasu, na razie działa.
9. Teksański. To był chyba pierwszy utwór, w którym doceniłem Nosowską. Za tekst, oczywiście.
10. The river. Aż mi się łezka w oku zakręciła, kiedy zobaczyłem wśród propozycji. Mój ukochany utwór ze starej, starutkiej kasety Springsteena. Down ‚Bound Train zresztą nie ma na tej liście.
Teraz przerwa na chwilę oddechu, bez reklam:) Pierwszą dziesiątkę ułożyłem prawie że od strzału, dopiero przy drugiej zaczęły się schody.
11. Imitation of lovelife [edit: OMG! &*%&*$#@*&!!!!]. To ze złości na redaktorów:) Zastanawiałem się nd Everybody hurts, która miałaby szansę zajść wyżej (nadal na złość), ale wystarczy smęcenia. Swoją drogą, któż potrafiłby tyle wycisnąć z tak z pozoru banalnej kompozycji?
12. A whiter shade of pale – ktoś potrzebuje komentarza?
13. Always look on the bright side of life – dlatego odpuszczam redaktorom:) Trochę.
14. Beds are burning. Ten kawałek niezmiennie na mnie działa od lat.
15. Chariots of fire. Zamykam oczy i widzę film.
16. Moon over bourbon street. Tym razem wygrywa z Englishman in New York, nie mówiąc o Fragile. Koniec uroku płyty Nothing like the sun? Wiadomości o tym są mocno przesadzone:)
17. High hopes. Spośród tylu genialnych utworów tym razem stawiam ten bardziej mi współczesny:)
18. White flag. Dido to prawdziwa zagadka – ani wielki głos, ani genialna interpretacja, a dźwięczy w uszach przez całe lata. Czyżbym zdradzał objawy kryzysu wieku średniego?:)
19. Wieża radości, wieża samotności. Ten rytm mnie powala na kolana.
20. Nie pytaj o Polskę. Na koniec miało być coś polskiego, a spośród zakwalifikowanych do ostatniego etapu propozycji trudniej było wybrać coś z Kultu, niż z Ciechowskiego:)
I już, Roma locuta, causa finita:) Drugą dziesiątkę wybierałem z około 40 odsianych kandydatur. Ważne, żeby nie myśleć zbyt długo i nie bawić się zbyt mocno w analitykę. Trzeba bardziej sercem i odczuciem. Może mi będzie dane trochę posłuchać wyników – będą ogłaszane w Sylwestra i Nowy Rok. Przez jakieś 10 godzin:) A Nightswimming.. no cóż, nightswimming deserves a quiet night, więc do tych dni trochę nie pasuje..