Zakończył się szczyt UE w Brukseli, na którym osiągnięto kompromis i zatwierdzono pakiet energetyczno-klimatyczny przewidujący 3×20, czyli do roku 2020: 20% redukcję emisji CO2, 20% redukcję zużycia energii i 20% wzrost efektywności energetycznej. W porównaniu do wyników konferencji klimatycznej w Poznaniu, niewątpliwie coś.
No i proszę, zagadka – jak na to reagują organizacje ekologiczne? Ano tak: „[Europejscy szefowie państw i rządów] Wybrali prywatne zyski przemysłu ponad wolę Europejczyków, przyszłość ich dzieci i uciemiężenie milionów ludzi na całym świecie„. Czy oni na pewno mieszkają na tej samej planecie? Cel i założenia pakietu zostały niezmienione, zmieniono sposób realizacji. W tym, który – jak się zdaje – organizacjom się podobał, przewidywalne były ciężkie podwyżki cen energii. Zastanówmy się przez chwilę, co jeremiada ekologistów ma wspólnego z rzeczywistością.
Zasadniczym instrumentem popieranym przez ekologistów są płatne zezwolenia na emisję CO2. Jeżeli przemysł miałby je kupować w gigantycznych ilościach (co zgodnie z prawami ekonomii powoduje wzrost ich ceny), to możliwe byłyby następujące scenariusze:
a/ przemysł przerzuca koszty tych zezwoleń na odbiorców swoich produktów. W rezultacie emisja CO2 może lecieć w najlepsze, a Europejczycy niech płacą za luksus włączenia prądu. Co to ma wspólnego z wolą Europejczyków i przyszłością ich dzieci (poza tyn, że te dzieci może będą żyły biedniej)? Jak nie-Europejczycy mieliby się poczuć mniej przez to uciemiężeni? ……….
b/ przemysł tnie koszty – albo zmniejsza np. wynagrodzenia pracowników (Europejczycy normalnie pękają ze szczęścia, a nie-Europejczycy stają się mniej konkurencyjni), albo zamyka zakłady, do których trzeba dopłacać (zwolnieni z pracy pękają ze szczęścia, reszta jest równie szczęśliwa, bo dzięki spadkowi produkcji ceny idą w górę). Nie-Europejczycy zaraz mniej uciemiężeni, bo zbliżyli się do Europejczyków poziomem życia (chociaż nie-Europejczykom się nie polepszyło)
c/ przemysł wynosi się z zakładami poza Unię. Europejczycy cali szczęśliwi z powodu utraty pracy (możliwe, że stan środkowiska gdzieniegdzie w Europie by się poprawił), nie-Europejczykom spada wskaźnik uciemiężenia, bo mają nowe miejsca pracy (za to więcej CO2 i innych, a emisja zostaje niezmieniona).
Normalnie sama radość.
Przyjęty przez UE pakiet zakłada oprócz obiektywnej redukcji emisji, przede wszystkim unowocześnienie technologii (a UE ma zdecydowanie większe możliwości egzekwowania postanowień pakietu, niż jakikolwiek inny czynnik na świecie). Co w tym złego – nie wiadomo. Oprócz zapewne tego, że ktoś nie zarobi na handlu pozwoleniami.
Żadna organizacja ekologistów nie powie otwarcie, jaki byłby efekt realizacji ich propozycji. Ale na wszelki wypadek, mówią „nie” wszystkiemu, co nie po ich myśli.