Stare zawsze dobre

Przypomina mi się taka anegdotka prawnicza. Gdzieś w latach powojennych, stwierdzono w wymiarze sprawiedliwości, że z pewnego sądu powiatowego we wschodniej Polsce nadal przychodzą wyłącznie orzeczenia oparte na przepisach Zwodu Praw Cesarstwa Rosyjskiego, obowiązującego od czasów carskich (cóż zrobić, takie mielismy realia prawnicze międzywojnia). Do sądu udał się więc wizytator, aby zorientować się w sytuacji, spotkał się z prezesem sądu i sonduje sytuację, delikatnie sugerując, że wydano oto pewne dekrety, które zmieniły stan prawny, i że ten Zwód Praw to już taki nie bardzo na czasie jest. Na co prezes sądu powiatowego odpowiada:
– No istotnie, są takie nowe przepisy, ale wie Pan – u nas one się nie przyjęły.

Anegdotka przypomniała mi się nieraz w toku dyskusji nad słynnymi rzutami karnymi z niedawnego meczu Chelsea. Nie da się ukryć, że niektórzy dyskutanci podchodzą do sprawy właśnie na zasadzie "zawsze się tak gwizdało", więc po co się przejmować jakimiś przepisami. Na boisku się nie przyjęły:)

Cukierki zwierzęce

Junior wdał się w dialog o asortymencie cukierków. Matka cierpliwie opowiada więc o miętówkach i krówkach, dropsach i żelkach, i.. (lista długa mogłaby być jeszcze), gdy Junior przerywa znienacka pytaniem:
– A koniki?

Ojciec pierwszy parsknął śmiechem:)
 

Bez mylnych wniosków, bez zbędnych pytań..

Dla Duncana i Helen Garp miał teraz nieprzebrane rezerwy cierpliwości; przez rok mówił do nich cicho; przez rok nie okazał im zniecierpliwienia.

Ale S.T.Garpem kierował impuls tak stary jak Marek Aureliusz, ktory miał dość mądrości i siły woli, by zauważyć, że "długopść życia ludzkiego – to punkcik.. spostrzeganie – niejasne".

(tłumaczenie Zofii Uhrynowskiej-Hanasz)

Ręka Pique

Jak piłkarska Europa długa i szeroka, trwają zaciekłe dyskusje (cóż za eufemizm) na temat półfinałowego meczu Champions League pomiędzy Chelsea a Barceloną na Stamford Bridge. Jednym z dominujących tematów jest "ile karnych ukradł sędzia Anglikom", przy czym w co najmniej dwóch dyskusjach poważni dyskutanci z niezachianą pewnością optowali za uznaniem, że sędzia powinien był odgwizdać karnego po zagraniu ręką Gerarda Pique. Postanowiłem więc przeanalizować rzecz dość starannie.

Zacząłem od przepisów gry w piłkę nożną. Zarówno w tych opublikowanych na stronie PZPN, jak i dostępnych na stronie FIFA, stwierdza się wprost, że przewinieniem jest rozmyślne dotknięcie piłki ręką ("if a player handles the ball deliberately"). PZPN używa tu jako wskazówki interpretacyjnej formuły "świadomy i celowy ruch ręki", FIFA daje arbitrowi więcej do myślenia, każąc uwzględniać takie okoliczności jak: ruch ręki w kierunku piłki, odległość między przeciwnikiem i piłką oraz fakt, że pozycja ręki niekoniecznie oznacza naruszenie ("the position of the hand does not necessarily mean that there is an infringement"), podkreślając, że zagranie ręką musi być wynikiem działania zawodnika ("player making the contact").

Teraz wypadałoby się uważnie przyjrzeć sytuacji boiskowej. Strącona piłka spada pod nogi Anelki, który podbija ją przed siebie, najwyraźniej starając się ominąć nią nadbiegającego Pique. Pique jeszcze przed dotknięciem piłki przez Anelkę biegnie z wyciągniętą w bok prawą ręką, a jedyny ruch, jaki wykonuje, to przemieszczanie się zawodnika naprzód (ręka praktycznie nie zmienia w tym czasie pozycji). Ruch ręką następuje dopiero po zetknięciu z piłką (mniej więcej od 2:18 do 2:30 na tym filmie, zwłaszcza 2:21 i 2:29). Oczywiste staje się więc zupełnie nieoczywiste:)

Tchórzostwo ukarane

Jeżeli gra się u siebie z przeciwnikiem grającym w osłabieniu, prowadząc jedną bramką w sytuacji, gdy wyrównanie daje awans przeciwnikowi, i zachowuje się tak, jakby się bało tego słabszego liczebnie – to pretensje można mieć tylko i wyłącznie do siebie.

Viva Barca!

Też mi sen

Junior obudził się ostatnio w nocy z wielkim wrzaskiem. Indagowany na okoliczność przyczyny, zeznaje dość mętnie. Zapytany wreszcie, czy coś mu się śniło (niedobrego), odpowiada z lekką obrazą:
– Nic, tylko Daewoo..

Rano w końcu doszliśmy do przyczyny, ale pisać hadko:)

Sportowa huśtawka

Właśnie zakończył się kolejny mecz Agnieszki Radwańskiej na turnieju w Rzymie. Grając ze znacznie niżej notowaną rywalką, Polka dała pokaz dość rzadkiej jak na siebie dotąd niestabilności. Najpierw pozwoliła uciec rywalce w pierwszym secie na 5:2, później zaczęła gonić, ale dała radę tylko na 6:4. Kolejnego seta wygrała gładko, acz też zamiast powiększać przewagę, znienacka oddawała gema. Przyszedł więc wreszcie set decydujący. Radwańska rozpędziła się i na tablicy widniało 5:0. Wtedy przyhamowała, i rywalka doprowadziła do 5:5 (i nawet 40:40 w jedenastym gemie przy serwisie Radwańskiej). Ostatecznie set i mecz dla Polki po tie-breaku 9-7.

Tradycyjnie powyższe jest tylko punktem wyjścia dla małej refleksji:) (od pisania relacji są dziennikarze). Mówi się nieraz, że takie huśtawki są charakterystyczne dla kobiecego tenisa. Ale tak naprawdę są możliwe w każdym sporcie, w którym jest możliwość nadrabiania strat. Przypomnijmy sobie ostatnio ćwierćfinał LM, pamiętne 4:4 Liverpoolu z Chelsea czy równie urocze 4:4 tegoż Liverpoolu z Arsenalem w meczu Premier League. Wspomnijmy rozmaite mecze siatkarskie , w których przegrany wysoko set następował po wysoko wygranym, wiodąc do tie-breaka. A gdzie hokej czy koszykówka, z ich zwrotami akcji (ot, wczoraj w nocy Magic odjechali Celtics w półfinale konferencji, by tamci zaczęli gonić jak wściekli), szermierka (pamiętam takie wspomnienie Zabłockiego, jak w czasach pojedynków best-of-nine wyrównał z 0:4 na 4:4, by ostatecznie przegrać przez idiotyczną nieuwagę), boks? A biegi, zwłaszcza maratony, lekkoatletyczne lub narciarskie, o biathlonie nie mówiąc? Naprawdę, ten kto ukuł slogan o kobiecym tenisie, musiał w sobie mieć sporo mizogina:) Zawsze bowiem może się zdarzyć zarówno trudny do opanowania moment dekoncentracji (pewnie, że mistrzów poznaje się po unikaniu takich momentów lub radzeniu sobie z nimi) lub jakiś niesamowity zryw przegrywającego, często zresztą jedno wywołuje lub wzmacnia drugie. Sam już w typowych zawodach sportowych nie uczestniczę, ale kiedy dla odprężenia grywam w Blobby Volley, to też nieraz mi się zdarza najpierw seryjnie punkty zdobywać, by potem je seryjnie oddawać (lub na odwrót):-D

Blobby Volley
(zdjęcie za Wiki na licencji GNU)

Bez świateł!!

Znalazłem u Airborella nowego linka – do strony organizacji zrzeszającej ludzi uznających obowiązek jazdy na światłach przez całą dobę za mało sensowny.

bez świateł DADRL PL

Sam od dawna jestem zwolennikiem tej organizacji, nawet kiedy nie wiedziałem o jej istnieniu:) Argumenty o przeciwnym niż powszechnie głoszony wpływie na bezpieczeństwo są coraz poważniejsze, argumenty ekologiczne i ekonomiczne były jasne i oczywiste od samego początku. Zastanawiam się, czy to już pora na obywatelski protest w formie masowej jazdy bez świateł – aczkolwiek bez przebicia w parlamencie byłoby to tylko stwarzanie drogówce okazji na poprawę wyników i dochodów budżetowych..

Henry Wilt

Tytułowy bohater dzisiejszej notki to człowiek szczególny, acz przeciętny. Wiele o nim zostało dziwnych rzeczy powiedzianych: że myśli metodą konika szachowego, że jest cholernym rajfurem słów, zabójcą logiki (ale nie żony), ludzkim warzywem i chodzącym wirusem zakaźnego obłędu. Człowiek, który szukając spokoju w życiu, nieuchronnie zmierza ku Nemezis (która jego ostatecznie jednak oszczędza).

Henry Wilt to bohater czterech książek Toma Sharpe’a: jednej znakomitej, jednej rewelacyjnej, jednej całkiem niezłej i jednej takiej sobie (ostatnio myślałem nawet, że popełnił w międzyczasie jeszcze jedną, ale po starannym sprawdzeniu okazało się, że tylko pierwsze trzy były wydawane w jednym tomie pod wspólnym tytułem). Podobno na podstawie pierwszej części popełniono nawet film, ale jego opis jakoś mnie nie zachęca (zresztą w dużej mierze książki o Wilcie są niefilmowe). W każdym razie, to jeden z moich ulubionych od paru lat bohaterów literackich – przy niewielu książkach zdarzało mi się płakać ze śmiechu:)