Notkę tę zawdzięczam dwóm znanym blogerom (acz nie tylko blogerom), Rafałowi A. Ziemkiewiczowi, który popełnił ten oto tekst, oraz Wojciechowi Orlińskiemu, na którego blogu trafiłem na zajawkę tekstu Ziemkiewicza:) (RAZ musi wybaczyć, że nie trafiam do niego w inny sposób, po prostu musi). Bezpośrednią inspiracją był ten oto cytat z Ziemkiewicza:
A kto w jednym z najsławniejszych filmów wszechczasów, "Casablance", jest symbolem bohaterskiego, niezłomnego oporu przeciwko Hitlerowi i nazizmowi?!
C z e c h, kurwa!!!
Z czego to wynika? Z potrzeb politycznych, oczywiście.
Wzmiankowany bohater to oczywiście Victor Laszlo, odtwarzany w filmie Curtiza przez Paula Henreida. Zastanowiłem się jednak, jakie to względy polityczne mogły przemawiać za przydaniem mu obywatelstwa i/lub narodowości czeskiej.
Zacznijmy od tego, co Ziemkiewiczowi najprawdopodobniej uciekło. "Casablanca" była kręcona w połowie roku 1942 (dokładnie od 25 maja do 3 sierpnia). Amerykanie ledwo co przystąpili wtedy do wojny, i najbardziej ich prawdę mówiąc zajmowały porażki na Pacyfiku w wojnie z Japonią (nie minął jeszcze całkiem szok po ataku na Pearl Harbor i rajdach U-bootów na Wschodnim Wybrzeżu, flota traciła kolejne pozycje, dopiero w trakcie zdjęć przyszedł sukces pod Midway). O sprawach europejskich wiedzieli tyle, że niedobrzy Niemcy napadli tam wszystkich, od Brytyjczyków po Wujaszka Joe, i że trzeba Europejczykom pomagać w walce z Niemcami, żeby Niemcy nie przyjechali czołgami po autostradzie z Paryża:) Jakiekolwiek wewnątrzeuropejskie kwestie polityczne nie odgrywały wtedy jeszcze roli, a i zdolność rozróżnienia ruchu oporu w poszczególnych państwach była umiarkowana. Wypada jednak przypomnieć, że jeżeli o którymś ruchu oporu było wtedy głośno, to właśnie o czeskim – za sprawą zamachu na Heydricha. W porównaniu z tym wydarzeniem, polskie akcje dywersyjne przeciwko transportom na front wschodni, nie mówiąc o naszej małej codziennej wojence z Niemcami, były naprawdę nieznaczącymi epizodami. A przecież nawet i odkrycie grobów katyńskich było wtedy jeszcze melodią przyszłości.
Jak widać, już w chwili kręcenia filmu narodowość Laszlo nie miała szczególnego znaczenia politycznego, ale przyjrzyjmy się Laszlo jeszcze uważniej. Scenariusz "Casablanki" stanowi bowiem adaptację sztuki Everybody comes to Rick’s, napisanej przez Murraya Burnetta i Joan Allison – uwaga – w lecie 1940 roku, inspirowanej przeżyciami Burnetta z Wiednia z roku 1938. I pomimo wszelkich różnic pomiędzy sztuką, a scenariuszem, Victor Laszlo jest niezmiennie Czechem. Jakie względy polityczne miałyby się za tym kryć, to może wiedzieć już tylko Ziemkiewicz (w 1940 reputacja Polaków jako niezłomnych członków ruchu oporu to jednak żart pusty, raczej byliśmy postrzegani jako dyszący zemstą emigranci); dobrze, że nie uczepił się jeszcze tego, że Henreid był Austriakiem..

Przy okazji może się pojawić pytanie, dlaczego Laszlo nazywa się Laszlo?:) Niewątpliwie, brzmi to zdecydowanie po węgiersku, a nie po czesku. Można to sobie tłumaczyć wspólną tradycją CK, można przypomnieć, że w Czechosłowacji żyła mniejszość węgierska. A być może to zwykła anglosaska dezynwoltura w sprawach odległych państw i narodów. Przypomina mi się bowiem inny, mniej znany Laszlo z kultury popularnej, trzecioplanowa postać z "Komandosów z Nawarony" Alistaira Macleana, pułkownik jugosłowiańskiego ruchu oporu, opisany jako syn Czecha z wysokich Tatr. Europa Środkowo-Wschodnia to jednak dla Zachodu jeden wielki Wild Wild East, od Dubrownika po Moskwę. I ostatnia uwaga – czy Laszlo miałby być Czechem, Węgrem, czy Polakiem, przecież w żadnym przypadku nie miałby na imię Victor, tylko pisałby się przez "k"..