Słuchałem sobie dzisiaj z uśmiechem, jak w popołudniowej Trójce Redaktor Strzyczkowski (alias Kubulek) prowadził uroczą konwersację z Korespondentem Wałkuskim (aka Wałek). Pomiędzy tradycyjnymi uprzejmościami i złośliwościami, pojawiła się informacja, że stan Tennessee wprowadza właśnie prawo pozwalające na noszenie broni (ręcznej) w barach. I chyba Wałek dorzucił komentarz, że przepisy zmierzają w różnych kierunkach – z jednej strony pozwala się na noszenie broni, z drugiej strony w tych samych barach zakazuje się palenia.
Ten ostatni komentarz natychmiast podziałał mi na wyobraźnię. Bawiąc się różnymi myślami o sposobie rozumowania Amerykanów (bo powiedzmy sobie otwarcie, w Europie taka sytuacja jest właściwie nie do pomyśenia), wyobraziłem sobie scenę jak z filmu klasy B – zaprzysięgły miłośnik broni (i legalista zarazem), widząc w barze w jakimś małym miasteczku faceta z papierosem (pewnie przybysz z jakiegoś wrednego Big Apple), odstrzeliwuje mu tego papierosa z ust; bez szkód na ciele, oczywiście, tam wszyscy umieją strzelać:)
A swoją drogą, chciałbym kiedyś odwiedzić takie małe amerykańskie miasteczko, może być w Tennessee, a może gdzie indziej. Zmierzyć się ze stereotypem rednecka z Bible Belt, ktory odruchowo budzi przerażenie tzw. inteligenta. W ogołe chodzi mi po głowie tekst o urokach życia małomiasteczkowego w literaturze popularnej, ale tu nie będę tego rozwijał:)