1.liga, 1.liga, Gie-ka-es!!

Właściwie ten okrzyk można było wznieść już po poprzedniej kolejce:) ale wtedy nie było wiadomo, który GKS ma zapewnione pozostanie w 1. lidze (dawniej zwanej ordynarnie drugą) – z Jastrzębia czy z Katowic. Dzisiaj już wiadomo: po bramce Grażvydasa Mikulenasa (oldboj, a co!) Katowice wygrały w Jastrzębiu i utrzymały się bez konieczności gry w barażach. Czyli właściwie powinienem ryknąć: Katowice, Katowice, GKS!

A Jastrzębie, no cóż: ma szansę w barażu, ma świetną drużynę siatkarską, i ma uroczą dzielnicę Zdrój o wiejskim układzie urbanistycznym (byłem przedwczoraj to wiem), czyli pozostałość po danym uzdrowisku:)

Fajka kontra spluwa

Słuchałem sobie dzisiaj z uśmiechem, jak w popołudniowej Trójce Redaktor Strzyczkowski (alias Kubulek) prowadził uroczą konwersację z Korespondentem Wałkuskim (aka Wałek). Pomiędzy tradycyjnymi uprzejmościami i złośliwościami, pojawiła się informacja, że stan Tennessee wprowadza właśnie prawo pozwalające na noszenie broni (ręcznej) w barach. I chyba Wałek dorzucił komentarz, że przepisy zmierzają w różnych kierunkach – z jednej strony pozwala się na noszenie broni, z drugiej strony w tych samych barach zakazuje się palenia.

Ten ostatni komentarz natychmiast podziałał mi na wyobraźnię. Bawiąc się różnymi myślami o sposobie rozumowania Amerykanów (bo powiedzmy sobie otwarcie, w Europie taka sytuacja jest właściwie nie do pomyśenia), wyobraziłem sobie scenę jak z filmu klasy B – zaprzysięgły miłośnik broni (i legalista zarazem), widząc w barze w jakimś małym miasteczku faceta z papierosem (pewnie przybysz z jakiegoś wrednego Big Apple), odstrzeliwuje mu tego papierosa z ust; bez szkód na ciele, oczywiście, tam wszyscy umieją strzelać:)

A swoją drogą, chciałbym kiedyś odwiedzić takie małe amerykańskie miasteczko, może być w Tennessee, a może gdzie indziej. Zmierzyć się ze stereotypem rednecka z Bible Belt, ktory odruchowo budzi przerażenie tzw. inteligenta. W ogołe chodzi mi po głowie tekst o urokach życia małomiasteczkowego w literaturze popularnej, ale tu nie będę tego rozwijał:)

Rocznica z solidarycą

Dzisiaj rocznica wyborów z 1989 roku. Osobiście mam z nich wspomnienia nietypowe, niewolne rzecz jasna od atmosfery głębokich emocji, ale oderwane od poczucia Wielkiej Walki pod znakiem Zdjęć z Lechem. Ale cóż, na odległym dość kontynencie o plakaty było trudno:) Dlatego też wszystko właściwie zobaczyłem, kiedy jakiś miesiąc później powróciłem do jeszcze Ludowej, acz już niekomunistycznej Rzeczypospolitej.

 

high noon - Solidarity 1989 election poster

Rano przeczytałem w Wybiórczej (a może szybciej usłyszałem w Trójce? sam już nie wiem), że jest akcja ozdobienia czołówek gazet przy użyciu solidarycy. Efekt w niektórych przypadkach całkiem niezły🙂 ale moja pierwsza myśl na to brzmiała: ciekawe, czy Trybuna też się przyłączyła?:) Aż zajrzałem na ich stronę, nic tam nie znalazłem; potem doczytałem, że oni jednak nie (nie dziwi, zresztą), solidarnie z Dziennikiem i Naszym Dziennikiem (no cóż, ukryta koalicja:D).

"Dziennik" i moc Palikota

Ostatnimi czasy "Dziennik" zajął się finansami Janusza Palikota, a ten poczuł się na tyle dotknięty, że zagroził procesem o rekordowe 10-milionowe odszkodowanie. Zanosiło się na smakowitą awanturę, jednak rzecz cała przybrała zupełnie nieoczekiwanego obrotu. Oto dzisiaj ogłoszono, że dojdzie do połączenia "Dziennika" z "Gazetą Prawną" i stworzenia zupełnie nowego pisma codziennego.

Ten Palikot, to musi mieć jednak potężne przełożenie – żeby tak Axel Springer uciekał przed procesem w nową gazetę:)

A swoją drogą, ciekawe dlaczego w serwisie internetowym "Dziennika" nie widać informacji o tej transakcji?:)

Refleksje o Górniku

W starym zbiorze śmiesznostek śląskich mam taką:
„Panowie i Panie, obróćcie tabelę, będziecie mieli Górnika na czele!”
Dzisiaj zakończyła rozgrywki Pomarańczowa Alternatywa.. Ekstraklasa. Górnik jest pierwszy. Jak obrócimy tę tabelę.

Co wiele mówi o jakości propozycji pt. Henry(k) Kasperczak na trenera reprezentacji Polski. Możemy skończyć, jak Senegal na Pucharze Afryki.

A po zakończeniu ostatniego – przegranego – meczu, rozwiewającego nadzieję na utrzymanie, na murawę wbiegli kibice Górnika z hasłami: ‚Chodźcie do nas, piłkarzyki!’, ‚Kibicom coś się należy’. Dla mnie związek tej dzisiejszej sytuacji z wcześniejszymi niekonwencjonalnymi technikami motywacyjnymi jest oczywisty; mam nadzieję, że do wszystkich trafi to na przyszłość.

Dobra wiadomość: wygląda na to, że odpowiednikiem Wielkich Derbów Śląska będą w przyszłym roku mecze KSG z GKS Katowice:) a przynajmniej szansa jest duża..

Kwestia poziomu

Być może źródłem wszystkich drwin, jakie uprzejmie kieruję od czasu do czasu pod adresem uczestników programu „Milionerzy”, jest rozminięcie się zachowania poszczególnych osób z poziomem, jakiego można by po nich sie spodziewać. Dzisiaj trafiła się pewna blondynka (politycznie poprawni mogą w tym miejscu załamać ręce nad moim seksizmem i/lub stosunkiem do stereotypów), która wg prezentacji od czternastu (cyframi: 14) lat uczy angielskiego (swoją drogą, po wyglądzie sądząc, to wcześnie musiała zacząć, albo dobrze się trzyma – politycznie poprawni patrz wyżej). I uch, Hubert nie bardzo wierzył w to, co słyszał:) Na dzień dobry popadła w głębokie osłupienie na widok pytania „rodaczka to inaczej..”. Tłumaczyła się niezdarnie, że jako wegetarianka (acz nie zawsze konsekwentna) doznała szoku na widok propozycji „mięsnych”, takich jak rąbanka czy krajanka, i prawie była gotowa zaznaczyć mielonkę:-DD. Później wykazała się nieznajomością poczciwej nazwy „oczerety” (w końcu w angielskim takiego słowa nie ma, n’est ce pas? a czytanie Trylogii to w końcu staromodna rzecz). Cóż jednak powiedzieć, kiedy ostatecznie odpadła, nie potrafiąc wymyślić (przy 50%-szansie!), skąd pochodziła Safona?

Airborell kiedyś napisał (soraski za brak dokładnego linka), że studia powinny służyć zdobyciu szerokiej wiedzy ogółnej, a nie tylko przygotowaniu do zawodu. Patrząc na tę blondynkę, nie mogłem się nie zgodzić:)

Koniec konserwatyzmu

W ubiegłym roku Junior był niezmiernie konserwatywny, jeżeli idzie o jedzenie – przekonanie go do zjedzenia czegokolwiek nowego graniczyło z cudem. Smutek Rodziców budziło w szczególności nastawienie Juniora do owoców – jak lato długie i ciepłe, Junior akceptował niemal wyłącznie poziomki i jeżyny (a i to z zastrzeżeniem, że uczestniczył w zbieraniu, z własnych grządek lub okolicznych krzewów); jeżeli nawet odważył się spróbować czegoś innego, na drugi raz przeważnie krzywił się na samo wspomnienie.
W tym roku Junior porzucił jednak tę konserwatywną manierę i z pewnym takim zaciekawieniem próbuje róznych nowych rzeczy. Zaczął od podjadania Rodzicom jabłka, później wypatrzył w hipermarkecie koktajlowe pomidorki, a od kilku dni zażera się truskawkami i próbuje ogórków małosolnych (o produktach nieowocowych i niewarzywnych nie wspomnę, bo miejsca by brakło;)). Oby tak dalej, Dzieciaku:)

PS. Tych, którzy po tytule spodziewali się jakiejś filipiki ekonomiczno-politycznej, zapraszam innym razem, choć nie gwarantuję, że na ten sam temat będzie:)

Instalujmy kamery

Korupcja jest w Polsce poważnym problemem, jak wykazują od lat międzynarodowe badania. Podobno w jakimś zakresie się ostatnio zmniejsza, ale w dalszym ciągu jest nieustannie obecna w wielu miejscach. Nie pomaga nawet posiadanie wyspecjalizowanej agendy, zajmującej się wyłącznie zwalczaniem tego problemu.
Dobrym pomysłem może być więc wdrożenie na szeroką skalę nowoczesnej techniki i rozpoczęcie akcji instalowania kamer we wszystkich miejscach, w których może dochodzić do działań korupcyjnych, przede wszystkim w urzędach. Urzędy takie byłyby zobowiązane do przechowywania zapisu z takich kamer przed co najmniej miesiąc i udostępniania go na każde żądanie CBA. Każdy urząd odpowiadałaby za to, że zapis będzie pozwalać na identyfikację każdego klienta i urzędnika.
Pilotaż programu proponuję zacząć od Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Sejmu. Jakiekolwiek podobieństwo do pomysłu instalowania kamer na stoiskach monopolowych nieprzypadkowe.

Finał podwórkowy

Ciężko jest pisać o meczu, o którym będą pisać wszyscy, napiszą wszystko i użyją wszelkich banalnych i wydumanych określeń, jakie mogą przyjść do głowy. Piszę o nim głównie dlatego, że już w trakcie meczu odczuwałem potrzebę wyrzucenia z siebie emocji, które niósł (a sam niestety pisałem wtedy o niezmiernie fascynujących niuansach urlopu macierzyńskiego).
Słowo "magia" będzie odmieniane przez wszystkie możliwe formy gramatyczne, ale bez niego chyba nie da się opisać tego, jak grała Barcelona. Moja własna refleksja w trakcie pierwszej połowy była taka, że Manchester grał klasykę, wielką klasykę, ale Barcelona zagrała magicznie. W końcu po obu bramkach patrzyłem z niedowierzaniem (po paru innych sytuacjach zresztą też, kto nie widział, nie zrozumie).
Samą klasyką wygrać by się dało, gdyby była skuteczna, ale po pierwszym dotknięciu magii Manchester stracił wiarę, która go napędzała – a innych atutów było mało. Ferguson chyba się jednak trochę wystraszył przeciwnika (a może zapatrzył się w Hiddinka?), skoro nie wystawił od początku pchającego do przodu Teveza. A potem, było już zawsze za późno. Przecenili też chyba w Manchesterze osłabienia w obronie – Barcelona zagrała bowiem kapitalny mecz w defensywie, przechodząc szybko z ataku do obrony i z obrony do ataku (właśnie tego drugiego zabrakło Chelsea w półfinale). A CR7 pobił chyba jakiś rekord liczby nieskutecznych strzałów oddanych przez jednego zawodnika, przynajmniej na tym poziomie rozgrywek.
I przy tym wszystkim, Barcelona potrafiła bawić się piłką, jak chłopaki na podwórku, śmiejąc się z przeciwnika i próbując zrobić akcje "a może teraz taki bajer się uda..". W sumie nie tak dawno widzieliśmy to na innych stadionach. Xavi, Iniesta, jesteście bez serca:)

Dworcowe deja vu

Kliknąłem dzisiaj z głupia frant na blog o fascynującym tytule🙂 Spojrzałem na najwyżej wiszącą notkę, i doznałem uczucia kontaktu z czymś absolutnie znajomym. Jaktheparrot domaga się bowiem, aby nie burzyć dworca, który uważa za cudowny budynek, lecz dokonać wielkiego czyszczenia i liftingu. Ten spór zna prawie każdy w Katowicach, ale Jaktheparrot pisze o Dworcu Centralnym w Warszawie..
A ja pro memoriam (także własnej, a jak) przypominam dwa wpisy o Dworcu w Katowicach: