Wiele już lat temu, dziewiętnaście będzie zaniedługo:) spędzałem trochę czasu we Włoszech. Byłem wtedy w kilku różnych miejscach, z Castel Gandolfo włącznie, ale najbardziej niezapomnianym punktem tej wycieczki był jednodniowy wypad w Dolomity. Pamiętam jak dziś, że pojechaliśmy najpierw do Cortina d’Ampezzo, a później podjechaliśmy autokarem gdzieś wyżej, zostaliśmy wpakowani do kolejki linowej i wyjechaliśmy nią na jakąś górkę; niestety, w rozgorączkowaniu umknął mi taki drobiazg jak nazwa tej góry:(( A później przeszliśmy się jeszcze kawałek po graniach i turniach, niezadługi niestety, po trzeba było całą wycieczkę (z ciężklich ceprów głównie złożoną) dowieźć z powrotem do autokaru, i ładnych parę kilometrów z powrotem na kolację i nocleg.
Pamiętam, że wtedy właśnie podczas tej wycieczki, robiłem pierwsze samodzielne serie zdjęć (dla młodzieży: cyfrówek wtedy jeszcze nie było, a i „głupie jasie” w pełni zautomatyzowane też jeszcze się nie zdązyły rozpowszechnić). Ponieważ to pierwsze filmy, to i zdjęcia nie takie, jak by się chciało, ale dwa udało mi się wybrać nie najgorsze:


Jeżeli ktoś rozpoznaje te górki, absolutnie nie pogniewam się za pouczenie mnie, co to właściwie sfotografowałem:)
Jak się kiedyś nauczę obsługi GIMP-a, to może trochę te zdjęcia oczyszczę:) (albo wrócę do starego komputera i odkopię archaicznego, acz niezawodnego Micrografxa)