Dwie dekady minęły, odkąd żyjemy w nowej rzeczywistości, a jednak za mało, żeby do ludzi przebiły się elementarne pojęcia z zakresu organizacji firm. Typową rzeczą jest mylenie pojęć takich jak „właściciel”, „wspólnik” i „prezes”, przez co jakakolwiek operacja podmiotowa budzi zupełnie nieuzasadnione emocje.
Świeżutkim przykładem jest trwająca reorganizacja GKS Katowice. Nagle czytam w „Wyborczej” wielki tytuł o tym, że marszałek województwa śląskiego ma dawać pieniądze na klub. Byłaby to faktycznie sensacja, tyle że wyssana z …czegoś tam. Okazało się bowiem, że spółka z udziałem województwa ma nabyć akcje spółki, której spółka zależna ma przejąć klub. Mamy zatem co najmniej podwójne nieporozumienie.
Pomijając już, że nie będzie żadnej zależności pomiędzy marszałkiem, a klubem (spółka samorządowa nie ma wszak nabyć akcji sportowej spółki akcyjnej, tylko Centrozapu), to kłania się jeden powszechnie powielany błąd. Nie wiem, jak jest zorganizowany np. Inter Mediolan, czy Massimo Moratti jest jego akcjonariuszem, czy też jest to jedynie organizacyjna emanacja kawałka jego majątku osobistego, a w konsekwencji jak wyglądają przepływy pomiędzy majątkiem prywatnym, a klubowym rachunkiem bankowym. Jeżeli jednak idzie o kluby działające w Polsce, zwłaszcza te profesjonalne, działające w formie sportowych spółek akcyjnych, to trzeba wreszcie powiedzieć jasno i wyraźnie: nie ma żadnej łączności między majątkiem „właściciela”, a majątkiem klubu. I „właściciel” nie ma obowiązku bieżącego finansowania klubu – co najwyżej ryzykuje, że klub upadnie, akcje staną się mniej więcej bezwartościowe, a pieniądze już raz włożone, można spisać na straty. Nieważne więc, czy akcjonariuszem klubu stanie się hiperbogata firma – czy to będzie Tele-Fonika, Allianz czy firmy Solorza – nie oznacza to ani trochę, że oto klub stał się bogaty. Właściciel może oczywiście dosypać trochę pieniędzy – poprzez emisję akcji, pożyczkę, sponsoring etc., ale jest to jego prawo podjąć taką decyzję, a nie obowiązek. Jeżeli zarząd klubu liczy na domknięcie budżetu pieniędzmi od właściciela, to powinien najpierw z nim uzgodnić, czy, ile i na jakich warunkach tych pieniędzy dostanie, inaczej jest naiwnym fantastą. Śmieszą mnie więc nieodmiennie zarówno rojenia o majętności klubu, oparte na grubości portfela akcjonariusza, jak i pretensje, kiedy ten portfel nie okazuje się być szeroko dla klubu otwarty (zwłaszcza w przypadku, kiedy nowy akcjonariusz jedynie odkupuje akcje od kogoś, co oznacza, że transfer pieniędzy następuje pomiędzy akcjonariuszami, z punktu widzenia klubu rzecz jest obojętna). Jak ktoś nie do końca rozumie, niech zada sobie pytanie, czy kupując na giełdzie akcje np. Banku Śląskiego, Kompanii Piwowarskiej czy Agory, jest zobowiązany do dodatkowej wpłaty na rzecz tych spółek.
Kwestia, czy pieniądze poniekąd publiczne są przez Fundusz Górnośląski inwestowane w Centrozap prawidłowo, to temat na zupełnie inne rozważania. Na marginesie, polecenia marszałka co do sposobu inwestowania pieniędzy przez Fundusz to zwykłe sobiepaństwo, ale to temat na jeszcze inną notkę..

