Piątka na piąty Blog Day (2009)

Jak wiadomo, taka nowa świecka tradycja jest, aby na ostatni dzień sierpnia podzielić się z bliźnimi jakowymiś linkami do interesujących, wartych polecenia blogów. Dbajmy o tradycje, tak szybko znikają:) a więc proszę:

1. Numb3rs blog – temu blogowi poświęciłem króciuteńką notkę. Autor bloga analizuje od strony matematycznej kolejne odcinki mojego ulubionego serialu „Wzór”. Chwilowo ma przerwę, bo i nowych odcinków nie ma. Znajdźcie mi podobny dla House’a:)

2. Bolid Blox – ciekawy, nawet jeśli nie dość często aktualizowany, blog o Formule 1.

3. Koszmary architektury – blog popularny i za każdym razem dostarczający uciechy, jeżeli się tylko pojawi nowa notka pt. czego to architekci głupiego nie wymyślą.

4. Blog nieznany – ta pozycja obejmuje wszystkie ciekawe blogi, na które zdarzyło mi się trafić, a których w tej chwili nie umiem sobie przypomnieć:)

5. Blogi stale polecane – czyli wszystkie te, które są zalinkowane w dziale „Zakładki” (czyli jak mówią uczeni w języku internetowym: na blogrolce)

Disclaimer: autorzy zalinkowanych blogów nie zostali powiadomieni. Reklamacje w tej sprawie rozpatruje zespół prawny Pirate Bay.

Miłego blogowania!

 

Viva Force India, czyli co to będzie?

Czekali(śmy), czekaliśmy), aż w końcu się doczekali(śmy):) Parę raz pisałem już o swojej sympatii dla zespołu Force India, tego kopciuszka F1, więc mimo że nie oglądałem GP Belgii, to muszę odnotować pierwsze punkty. I to od razu na podium! Swoją drogą, prawdziwie karpią minę to zrobiłem bo zobaczeniu wyników kwalifikacji; zrazu pomyślałem, że musiała być jakaś zadyma pogodowa, jak w zeszłym roku na Monzy, ale porównanie czasów z wszystkich części kwalifikacji powiedziało jasno: to nie przypadek, „Fisico” dostał dobry wóz w ręce i to wykorzystał (swoją drogą od dawna mało kto w niego wierzył, szanse na punkty miewał raczej Sutil). W sumie z tego pierwszego miejsca to trzeba było się postarać, żeby nie zdobyć punktów, ale wiadomo jak to jest, więc wolałem nie zapeszać i nie pisać nic wczoraj:) Jeżeli się rzeczywiście poprawili, to naprawdę ciekawi, co będzie dalej – czyli komu będą urywać punkty.

BMW też postanowiło błysnąć „na otarcie łez”. Robert punktował drugi raz z rzędu, Heidfeld w sumie też nie najgorzej. W generalce coraz ciaśniej za plecami Buttona, ale jednak mam wrażenie, że zbyt ciasno, żeby go przegonić.

W dwóch słowach – się dzieje!

Po co są te góry

Czeski Raj (Český ráj) to górki całkiem nieduże, jeśli spojrzeć na wysokości bezwzględne (acz całkiem solidne, jeśli patrzeć na nachylenia). Całkiem to dobre miejsce, żeby Juniora zacząć uczyć jednej z podstawowych umiejętności pozacywilizacyjnych, czyli chodzenia po górach. Zabrali więc Rodzice Juniora i Psa (Pies tylko do kompletu, on już potrafi chodzić po górach – brak pewności czy polubił, ale jakoś nikt nie zwraca na to uwagi) na popołudniowy spacer na górkę zwieszającą się tuż ponad domem. Zachęcając Juniora na rozliczne sposoby („patrz jaka fajna wielka skała! patrz jaka fajna inna wielka skała! patrz jak tu stromo, tylko nie podchodź! patrz jakie fajne szyszki! patrz jakie…”) Rodzice & Company w końcu wydrapują się na nieoznakowaną, acz efektowną grupę skał.

Czeski Raj

Junior spogląda i konkluduje:
– No, tu to jest wysoko, nie wejdzie żaden lew ani tygrys!
Te dziecięce skojarzenia, to je ono:)

Parada państw

Jedną z przeuroczych cech każdych Igrzysk Olimpijskich czy Mistrzostw Świata jest szerokie spektrum uczestników. Można – niezależnie od śledzenia samych zawodów – obserwować uważnie listy startowe i odświeżać swoją znajomość geografii, zgadując, skąd pochodzą konkretni uczestnicy (dźwięk mam przyciszony, a poza tym i tak nie wiem, czy czeski komentator by mi wiele pomógł:)). Właśnie w półfinale biegu na 400 m zobaczyłem zawodniczkę z St.Kitts and Nevis (SKN), a w poprzednim – o głęboki namysł przyprawiła mnie zawodniczka, przy której nazwisku pojawił się skrót VIN; postawiłem Wyspy Dziewicze (Virgin Islands), chociaż później musiałem tę myśl skorygować, bo Virgin Islands to ISV (dopiero w domu po intensywnym googlaniu dotarło do mnie, że VIN to St.Vincent i Grenadyny, podobnie rozszyfrowałem AIA jako Anguilla). Czasem nawet wypatrzy się jakieś prawie egzotyczne POL:)
PS. Co to był za wieczór. Usain Bolt po raz kolejny przesunął przewidywania co do granic ludzkiej szybkości, a Kamila Chudzik zdobyła medal w siedmioboju! Przyznać się, kto był w stanie ten medal przewidzieć (sam raczej cicho stawiałem na Karolinę Tymińską, która z jakiegoś chwilowo nieznanego mi powodu zawodów nie ukończyła; może później dowiem się dlaczego).

Dolnośląskie drogi

Wakacyjne plany zawiodły mnie tym razem – choć tylko tranzytowo – na drogi Dolnego Śląska. Na dobry początek przywitały nas one solidnym korkiem pod Wrocławiem – cóż, autostrada nie autostrada, święto nie święto, jak z powodu budowy węzła autostradowego zwęża się ruch do jednego pasa, to problemy gwarantowane, a liczba mniejszych i większych stłuczek i huknięć wśród czekających na przeciśnięcie się dodatkowe te problemy potęguje. (Swoją drogą, budowniczowie węzłów Sośnica i Murckowska jakoś potrafili uniknąć aż takich problemów – ale w sumie na Sośnicy od czasu do czasu ruch blokują całkiem, a przywołanie Murckowskiej jest trochę nie fair, bo tam jednak na autostradzie są de facto cztery pasy, którymi można ruch rozładować).
Przedarliśmy się przez korek, zjechaliśmy z autostrady na ordynarną drogę krajową, ordynarną w wielu znaczeniach. Początkowy odcinek od Kostomłotów do Strzegomia może bowiem być źródłem wielu traumatycznych przeżyć i zdecydowanie negatywnie nastawić jadących do całej sieci drogowej regionu. Niby droga krajowa, ale nawierzchnia nierówna, jakby cały holding węglowy kopał pod spodem. Obrazu nieszczęść dopełnia zapyziałe miasteczko (wieś?) Jaroszów, przywodzące na myśl najgorsze powojenne tradycje Ziem Odzyskanych, i zapraszające do siebie z obu stron drogi wystawy sztandarowego produktu regionalnego – nagrobków.
Stary Hitchcock mawiał, że na początku powinno być trzęsienie ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. Tu na szczęście zadziałał mechanizm odwrotny – najpierw było estetyczne trzęsienie ziemi, a potem pomału zaczęło się uspokajać:) Już od Strzegomia jakość drogi zaczęła rosnąć (salony nagrobków też bywały efektowniejsze..), a kiedy w Bolkowie przenieśliśmy się z DK 5 na DK 3, zaczęło się robić wręcz przyjemnie. Zapamiętałem zwłaszcza bardzo dobrej jakości drogę we wsi Kaczorów, jak nic załatwili sobie w paru ostatnich latach:)
Niezaprzeczalnie odczuciom estetycznym zaczęła pomagać bliskość gór. Już od autostrady zaczynała zerkać Ślęża, a potem trzeba było sforsować Góry Kaczawskie. I kiedy za wspomnianym już Kaczorowem przejechaliśmy na drugą stronę grzbietu, doznałem uczucia tylekroć opisywanego we wspominkach górskich. Widok Gór Sokolich (jeśli dobrze zidentyfikowałem) na tle Karkonoszy był na tyle oszałamiający, że najchętniej bym się tam zatrzymał, usiadł, i patrzył (niestety, rozkład jazdy nie przewidywał tego rodzaju ekstrawagancji:( zresztą i tak nie było gdzie zaparkować..) A sama droga, żeby wrócić do tematu, zasłużyła sobie w pewnej chwili nawet na komentarz „no właściwie już jak w Austrii”, co chyba jest wystarczającą pochwałą.
W charakterze postscriptum: wariant alternatywny dla odcinka Bolków-A4, wiodący DK3 przez Jawor, jest tylko ciut lepszy. Nie ma bowiem nic równie traumatycznego jak odcinek Kostomłoty-Jaroszów, ale wysoki standard ma tylko odcinek przeskakujący grzbiet za Świnami, a sam wyjazd z Bolkowa każe zadać pytanie, czy nie pomyliło się drogi. Poza tym na najwyższe oceny w kategorii „osobliwość” zasługuje skrzyżowanie na wyjeździe z Jawora, kiedy droga krajowa DK3 okazuje się nagle podporządkowaną (z solidnym czekaniem!) wobec drogi wojewódzkiej..

Chulaj dusza..

Pastwiłem się tu już na blogu nad ortograficznym talentami pracowników TVN Meteo, i to więcej niż raz. Zostawiałem zaś w spokoju gospodarzy serwisu, czyli redaktorów Gazeta.pl. Niestety, to co dzisiaj zobaczyłem, przekroczyło jakoś moją granicę tolerancji dla niechlujstwa ortograficznego (które pleni się w zastraszającym tempie). Nagłówki w portalu i tak są.. głupawe (WO się ostatnio nad nimi znęcał), być może mają być naśladownictwem (nieudolnym) słynnej konwencji nagłówków „Gazety Wyborczej”, ale elementarną ortografię powinny trzymać. „Banki spółdzielcze rozchulają PKB o 0,4%” kompromitują straszliwie. Przecież tego nawet nie da się wytłumaczyć akceptacją przez słownik komputerowy. Brrr.

Chamstwo w sieci, a dziennikarze

Zainspirowany wielkim nagłówkiem na portalu Gazeta.pl, reklamującym polemikę Jacka Żakowskiego i przedstawicieli Gazeta.pl na temat chamstwa w Internecie, postanowiłem z głupia frant zobaczyć, co się stanie, kiedy wstukam w wyszukiwarce tytułowe chamstwo.pl. Wynik był mniej więcej taki jak przewidywałem, to znaczy ktoś kiedyś już taką stronę zaklepał i jest ona potencjalnie do przejęcia, natomiast na razie służy ona jako nośnik reklamowy. I patrząc pobieżnie na linki reklamowe, parsknąłem śmiechem. W kontekście dyskusji, zamieszczone tam poniższe ogłoszenia wydały mi się niezmiernie dwuznaczne:

„Zostań dziennikarzem obywatelskim! Zdobądź tysiące czytelników!”

„Podstawy zawodu dziennikarstwa. Zapisz się na kurs!”

A swoją drogą, wobec istnienia serwisu Żal.pl, przekonanie o możliwości wykluczenia z Internetu przejawów chamstwa poprzez jakieś odgórne porozumienia głównych graczy to wyjątkowa naiwność.

Statystyka czyni cuda

Jak wiadomo, odpowiednim dobieraniem liczb można udowodnić prawie wszystko – w końcu człowiek z psem idąc na spacer, mają średnio po trzy nogi:) Tak sobie pomyślałem, widząc w relacji z przegranego meczu Agnieszki Radwańskiej z Soriną Cristeą w ćwierćinale tunieju w Los Angeles taką myśl:
Polka przegrała ósmy kolejny ćwierćfinał w tym sezonie. Żadna tenisistka tak często nie dochodziła w tym roku tak daleko.”

Zaraz też przypomniały mi się własne obserwacje dotyczące zeszłorocznych występów Roberta Kubicy (to był ten seozn, kiedy miał szanse na tytuł, a „co najmniej na podium”:))
Robert jest jedynym kierowcą w stawce, który pięciokrotnie zajął miejsce w czołowej czwórce:)
Robert wraz z Raikkonnenem są najrówniej w tym roku jeżdżącymi kierowcami (po 9 punktowanych wyścigów na 11 rozegranych)
Robert Kubica jest nie tylko najczęściej punktującym zawodnikiem (13 razy w 16 wyścigach), ale też jedynym w tegorocznym cyklu, który zajął wszystkie możliwe punktowane miejsca, od 1 do 8.

Nie ma to jak umieć się pocieszyć, no nie?

A przy okazji jeszcze meczu Radwańskiej – włączyłem go na minutę przy stanie 6-7, 1-1. Pamiętam*, że Rumunka wtedy wywołała challenge, przyznano jej rację i powtórzono punkt. Co prawda Radwańska chyba wygrała tego gema, ale z opisu wynika, że co najmniej dwa razy jeszcze Cristea zasadnie wywołała challenge, co ważniejsze – raz przy meczbolu. Niezłe wyczucie, ot co.
*bliższe prawdy będzie, że pamiętam udany challenge, ale nie mam 100% pewności, kto go wywołał:)

Grunt to dobry powód

Zdarza mi się od czasu do czasu parkować przed jedną knajpką (głównie dlatego, że zwykle jest tam miejsce, a jest to jeszcze strefa bezpłatnego parkowania). Nie zaglądałem jeszcze do niej, ale wygląda z zewnątrz na typowy kuflolot (dlatego mało atrakcyjna jest dla zmotoryzowanego przybysza). Nie umiem więc powiedzieć, czy na pewno byłbym tam mile widziany. Na drzwiach wisi bowiem kartka z intrygującym napisem:

„Nie wchodzić bez powodu”

Na piwo tam – z przyczyn jak wyżej – raczej nie pójdę, na kawę… no nie wiem czy oferują kawę, a jeżeli już, to czy jest to kawa, jaką bym chciał wypić. Nie wiem co jeszcze oferują, więc nadal nie wiem, czy mam tam powód wejść. A zostać wyrzuconym nie mam ochoty:)

Chorzów, uica Truchana, Bar Piwny Truchanka. Macie powód, to zajrzyjcie. Nie macie powodu – wchodzicie na własną odpowiedzialność:)

Jeżyna, owoc dla motocyklistów

Nie dlatego że czarna. Nie dlatego że słodka. Nie dlatego także, że do wielu miejsc, gdzie rośnie, najlepiej dojechać motocyklem. Po prostu motocyklista – przynajmniej taki szpanerski:) – ma zwykle na sobie strój, który znakomicie powinien chronić przed kolcami, od głów do stóp.

Taka mnie refleksja naszła, kiedy raz za razem wciskałem się w czepiające się wszystkiego krzaki pełne czarnego złota. A podrapany tu i ówdzie jestem solidnie. Ciekawe, czy to dlatego do okolicznych jeżyn nikt się nie kwapi. Dla mnie więcej.

Mniam. Śpieszmy się kochać jeżyny, tak szybko odejdą na rok cały..