Złapałem się właśnie na tym, że koniec miesiąca dawno za nami, a ja nawet nie spisałem fejsowych poranników z co najmniej dwóch tygodni. Czy to oznacza, że mi się znudziło? (notowanie, nie puszczanie przeróżnej mniej i bardziej dziwnej muzyki)
Tego jeszcze nie wiem, ale skoro wziąłem i spisałem, to co stoi na przeszkodzie, żeby wkleić. W marcu o tak zwanym poranku (czyli między ósmą a szesnastą, powiedzmy) było grane:
Preservation Hall Jazz Band – Santiago
Fred Wesley – Funk For Your Ass
Louis Armstrong & Duke Ellington -It Don’t Mean a Thing
Duane Allman ft. King Curtis – Games People Play
Odjbox – Ebony Rhapsody
Jacek Kaczmarski – Rejtan, czyli raport ambasadora
Skamot Roig – El Padrino
Wojciech Młynarski – Dzieci Kolumba
Frida – I Know There’s Something Going On
Amel Bent – Eye Of The Tiger
The Overtones – Shake The Tail Feather
Wojciech Młynarski – Bynajmniej
Bonnie Tyler – If You Were A Woman (And I Was A Man)
Postmodern Jukebox feat. Caroline Baran – Nothing Else Matters
Scott Joplin – The Entertainer
Jacek Kaczmarski – Zmartwychwstanie Mandelsztama
Big Boss Man – Sea Groove
Caro Emerald – Tahitian Skies
Emilie-Claire Barlow – Raindrops Keep Fallin’ On My Head
Preservation Hall Jazz Band – Summertime
Lech Janerka – Lola
Dopóki nie spisałem, to sam nie wiedziałem, jak wiele było w marcu powtórzeń! Młynarskiego i Kaczmarskiego można po trosze zwalić na okolicznościowe (zgon, rocznica urodzin), ale PHJB? Takoż nie miałem pojęcia, że aż tak bardzo coverami leciałem (chociaż fakt, nieraz jak mnie o świcie jakiś kawałek męczy, to lepiej znaleźć dobry cover niż oklepany oryginał). A zagramy… to coverem to trudno nazwać, raczej wariacją. El Padrino.
PS Jeśli chodzi o tytułowe pytanie, to przypominam o prawie Betteridge’a. Ale kto go tam wie.



