Telefony, telefony…

To jest zawsze ten moment, kiedy słyszysz jak telefon dzwoni, spoglądasz na wyświetlacz i widzisz nieznany numer (ach, gdzie te czasy, kiedy słyszało się tylko dzwonek, i nie było jak się przekonać kto dzwoni). Zazwyczaj się wtedy odbiera, bo nie wiadomo, czy któryś ze znajomych zmienił numer, czy też dzwoni ktoś w sprawie jakkolwiek dla nas istotnej, aczkolwiek często patrząc na numer ma się to przekonanie, że dzwoni tylko ktoś, kto koniecznie chce nam coś zaproponować, sprzedać, wcisnąć. Ludzie dzielą się wzajemnie sprawdzonymi sposobami, co można mniej lub bardziej grzecznie/asertywnie powiedzieć dzwoniącemu, noszącemu dumną nazwę telemarketera – na razie sobie w miarę radzę, pod tagiem marketing można parę historyjek o tym znaleźć.

Odebrałem w tym tygodniu dwa takie telefony, które w pewien sposób zasługiwały na uwagę. Wczoraj zadzwoniła pani, która dość niepewnym głosem miała za zadanie przekonać mnie do skorzystania z większej ilości usług telewizji cyfrowej oraz usług z tą telewizją powiązanych. Dała się przyjemnie zapamiętać, ponieważ po wstępnych frazach ze szkolenia, kulturalnie zaproponowała mi, żebym w sprawie szczegółów udał się do salonu sprzedaży i tam na pewno mi coś atrakcyjnego wybiorą (jaka miła odmiana po pewnym siebie panu z telefonii komórkowej, który buńczucznie przekonywał mnie, że na pewno da mi korzystniejszą ofertę – jeżeli mu tylko powiem, czego bym chciał). Grzecznie podziękowałem, pozostawiając panią w złudnym przekonaniu, że może się faktycznie do tego salonu wybiorę (kontroler powinien być zadowolony).

Dziś natomiast dzwoniła inna pani z tendencją do zawieszania głosu (oczekując na aktywność rozmówcy), która oferowała bardzo atrakcyjną ofertę jakichś wielkich zniżek w znanych restauracjach (ja odnotowałem, że tych knajp jest tuzin, pani po wymienieniu trzech przeszła do frazy „i wiele innych”, zastanawiałem się czy innych już nie zna, nie podali jej czy nie umiała przeczytać). Kiedy już skończyła mnie przekonywać, ile to zyskam na wspólnym wypadzie z rodziną do restauracji, i przeszła do sakramentalnego pytania, co sądzę o tak znakomitej ofercie, odrzekłem łamiącym się głosem, że nie mam rodziny i jestem na ścisłej diecie. Cóż, ci sprzedawcy którzy źle rozpoznają w słuchawce i mówią do mnie per „pani”, narażają się na wyrafinowane złośliwości, ta pani mogła się poczuć źle po naszej rozmowie, w sumie rozważałem, czy mam powiedzieć, że mam raka żołądka (ale jeszcze zapeszę albo co).

Ach, gdzież ten pan, któremu było wszystko jedno czy mi coś sprzeda, co chciał tylko móc przekazać mi ofertę, żeby mu w wynikach dnia dobrze wyglądało, i gadał sobie do głośnika…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s