Podczas czeskiego urlopu, któregoś wieczora zdarzyła się solidna burza, która aż spowodowała przejściowe wyłączenie światła. Generalnie dość szybko prąd został przywrócony, ale oświetlenie drogi nie działało chwilę dłużej. I następnego wieczora wyszedłem jak zwykle z psem na spacer, przeszedłem kilkadziesiąt metrów drogą, aż wyszedłem z kręgu światła rzucanego przez lampę przed pobliskim domem. Zerknąłem w górę, jakoś tak ot sobie. Widok był zniewalający. Nie pamiętam, kiedy poprzednio widziałem naraz tyle gwiazd (pewnie kiedyś w góach w ubiegłym tysiącleciu). Niebo (bezchmurne) było niemal idealnie czarne, widoku nie zakłócały światła latarni, a i w większości domów pogaszono już tak wewnątrz, jak i na podwórzu. Aż kazałem żonie na chwilę wyjść z domu, żeby to zobaczyła.
Wróciłem do domu z urlopu i zaraz trafiłem w GW na tekst o Sopotni, którego ważną część stanowi opowieść o wprowadzaniu w Sopotni idei „ciemnego nieba”. Pomysł, żeby na część nocy wyłączać latarnie, przypadł mi całkiem do gustu (nawet się zastanawiałem, czy nie można by wyłączać wcześniej, ale w końcu te latarnie są dla ludzi, żeby byli w stanie do domu wieczorem trafić). Przy okazji jest to na pewno źródło niemałych oszczędności (w Vattenfallach w tym miejscu robią się nerwowi:))
Nieopodal mojego domu, od roku trwała przebudowa drogi (ciekawe kto to wychodził w urzędzie miasta, łach jeden), którą od momentu wprowadzenia się zapamiętałem jako uroczą gruntówkę, z jednej strony starannie obramowaną chaszczami. W miejscu chaszczy rosną płoty i domy, a gruntowo-szutrowa droga zamieniła się w elegancką (no, powiedzmy) asfaltówkę, z chodnikiem i rzędem słupów oświetleniowych. W zeszłym tygodniu latarnie rozbłysły (termin oddania się zbliża), że jest jasno niczym na autostradzie (droga jest ewidentnie boczną, a jaśniej tam niż na głównej przelotowej, na którą wychodzi). Zwłaszcza jesienią, w pochmurną noc chodziło się tam choć oko wykol. Ale mnie się to podobało, bo i na gwiazdy się miło patrzyło, a teraz jest jasno i.. obco jakoś. Jeszcze bardziej mi tego będzie brakowało w zimie, bo uwielbiam efekt rozjaśnienia okolicy nikłym światełkiem odbijanym przez śnieg, w świetle latarni nie da się tego ani trochę zauważyć.
Jestem zdania, że należałoby przekonać władze miejskie do przyłączenia się do akcji „Ciemne niebo”. Jak nie zadziała argument ekologiczny, to może choć ekonomiczny? Nawet jeśli nie będę z tego bardzo korzystał, bo z psem jednak wychodzę przed północą.
Hmmm, wcześniej promowałem akcję „Jeździmy bez świateł„, teraz „Ciemne niebo”. Normalnie na jakiegoś fotofoba wychodzę:))

