Wrzut

Fascynuje mnie bogactwo form pochodnych czasownika „rzucać”. Mamy bowiem czasowniki: wrzucać, wyrzucać, zrzucać, zarzucać, dorzucać, przyrzucać, podrzucać, nadrzucać (choć ten wariant nie cieszy się jeszcze uznaniem słownika PWN), przyrzucać, nawrzucać, odrzucać, przerzucać.. Nie mniej jest i innych części mowy, takich jak rzut (zarzut, wyrzut, podrzut, przerzut), rzutnia (wyrzutnia), rzutowy (odrzutowy)..

Od dziesięcioleci (!) niepokoi mnie przy tym słowo „wrzut”. Jest ono utworzone analogicznie do „zrzutu” i powinno oznaczać czynność „umieszczenia czegoś gdzieś poprzez rzucanie”. Mamy wszak „otwór wrzutowy” czy „wrzutnię” (to w bankach takie ustrojstwa do samodzielnego zostawiania pieniędzy, sporych pieniędzy). W języku potocznym raczej się go jednak nie słyszy. Słownik Języka Polskiego dopuszcza istnienie takiego słowa:) ograniczając je jednak do sfery sportowej, i to tylko jako wrzut z autu.

Źródłem moich niepokojów jest pewne dyktando ze szkoły podstawowej:) Pamiętam, że – nie mając nigdy problemów z ortografią – jak zwykle byłem na nim mało skoncentrowany. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy po odczytaniu wyników okazało się, że zrobiłem dwa błędy. Kiedy poprosiłem o pokazanie kartki, na czerwono podkreślone było słowo „wrzut”. Cóż, słowem dyktowanym przez nauczycielkę w tym miejscu był „wrzód”. No i do dzisiaj się zastanawiam, czy prawidłowo dostałem gorszą ocenę. Uważni czytelnicy bloga Rafała Steca powinni skojarzyć, co mnie natchnęło do tego wspomnienia:)

Zapach francuskiego rogalika

Słowo croissant poznałem gdzieś w latach 90-tych, pierwotnie chyba w jakichś kolorowych magazynach, gdzie było takim symbolem francuskiego szyku, przez co wywołało we mnie reakcję prowokacyjnie anty- i nastawienie, że jest to rzecz wysoce pretensjonalna. Później zaczęły się pojawiać w sprzedaży tu i ówdzie, w lepszym lub gorszym wydaniu, spróbowałem w kanonicznej wersji maczanej w kawie. I jakoś się przekonałem, nie bez maskowania przyjemności na początku (zwłaszcza przy tych lepszych wydaniach). Pamiętam, że w sklepiku na rogu były w wersji takiej bardzo.. naśladowczej (ale najłatwiejszej do dostania), znacznie lepsze były w nieistniejącej już sieci Fleury Michon (chociaż była to wersja ewidentnie  słodka), natomiast najlepsze w tamtym czasie (i długo jeszcze) były do dostania w niedawno otwartym Carrefour.
A potem pojechaliśmy do Paryża. Kupiłem rano croissanty w małej lokalnej piekarni. Pamiętam zaskoczenie mocno słonawym (nie słonym, nie nie!) smakiem, wyraźną maślanością, i tym niesamowitym zapachem. Żadne w Polsce tak nie pachniały.
Dzisiaj rogaliki z Carrefoura zeszły na psy i nie zawsze są do dostania (robią je chyba z dość ordynarnego mrożonego ciasta). Za to odkryliśmy niedawno, że znacznie lepsze można kupić w markecie Piotr i Paweł. Pachną prawie jak te z Paryża. Encore, croissant, encore!

Uczta czytelnicza

Notatka zrobiona na blogu pomogła – podjechawszy ostatnio do rodziców, zwinąłem im z półki Gottland Mariusza Szczygła. Zacząłem się wczytywać (wprawiając się w stan bliski czechofilii – ten Szczygieł normalnie zaraża:)), ale nie dokończyłem. Nie, nie, żaden przesyt. Żona pojechała do nowej biblioteki. Przywiozła dwa tomy opowieści o pastorze Timie Kavanaghu z Appallachów. A pod nimi.. dech mi zaparło.

Proch i pył„.

Narkoman na głodzie się tak nie rzuca. Cytując Jamesa Bonda:)) – drapieżnik ucztuje, jakby miało nie być jutra*, te słowa najlepiej opisują mój stan.

*to z Die Another Day

 

Dyskusja gorąca niczym..

Blox ma taką zabawkę w postaci specjalnej „belki”, zwijanej na szczęście (jak dziś pamiętam masowe protesty w chwili jej wprowadzenia, i desperackie poszukiwanie możliwości jej likwidacji), na której wyświetlane są linki do innych blogów. Proponowane blogi wybiera się wg różnych kryteriów – są to więc „podobne blogi”, „blogi, które mogą zainteresować”, czy „gorące dyskusje”. Nie wiem, czy ktoś sprawuje kontrolę nad tym, co tam się wyświetla, ale czasem można się nieźle zniechęcić. Pamiętam, że kiedyś zaproponowano mi (nie jestem pewien, czy jako „podobny”, czy jako „mogący zainteresować”) blog, który składał się wyłącznie z dwóch lub trzech postów najzupełniej testowych. Dzisiaj natomiast nie wytrzymałem, jak z głupia frant zajrzałem na belkę i zobaczyłem w dziale „Gorące dyskusje” link do wpisu, pod którym sam dzisiaj zamieszczałem komentarze. Wpis był dzisiejszy. Wypowiedzi pod nim było 7 (słownie: siedem). W ciągu półtorej godziny. Temperatura tej dyskusji chyba w takim razie około siedmiu stopni, tylko nie wiem, w jakiej skali. Och jak gorąco.

PS. 20.10.2009. Dziś w nocy rekord został przebity. Dyskusja na Kick&rush była gorąca od czterech komentarzy. Wyłączyliby to, naprawdę.

Roman Polański, Helena Wolińska..

Roman Polański, światowej sławy reżyser, przeżył getto krakowskie jako Raymond Roman Liebling.
Helena Wolińska, prawnik w PRL, uciekła z getta warszawskiego jako Fajga Mindla-Danielak.

Polański został oskarżony w USA o niedozwolone uprawianie seksu z 13-latką. Od 1978 roku nie był w USA.
Wolińska została oskarżona w Polsce o zbrodnie stalinowskie, przede wszystkim o niedozwolone praktyki wobec opozycjonistów. Od 1968 roku nie była w Polsce.

Polański został – jak wiadomo – aresztowany w Szwajcarii w celu jego ekstradycji do USA.
Wobec Wolińskiej przez wiele lat (aż do jej śmierci) prowadzone były starania o jej ekstradycję z Wielkiej  Brytanii.

Polańskiego broni się twierdząc, że unikał powrotu do USA, bo groziło mu tam stronnicze traktowanie przez sąd stanu Kalifornia.
Wolińska broniła się twierdząc, że w Polsce nie może liczyć na sprawiedliwy sąd, a postępowanie przeciwko niej to zemsta polityczna i antysemityzm.

Polańskiego broni się twierdząc, że zdarzenie, o które jest oskarżany, zostało zaaranżowane przez matkę 13-latki, a sama 13-latka była osobą o wątpliwej moralności.
Wolińska nie przyznawała się do winy. Nie wypowiadała się na temat osób, wobec których dokonywała czynności, ale w toku ewentualnego procesu niewykluczony byłby argument, że poszkodowani przez nią po prostu naruszali prawo PRL.

Nie porównuję samego Polańskiego z Wolińską, nie zamierzam Polańskiego dobijać ani Wolińskiej rozgrzeszać. Ten tekst adresuję do obrońców Polańskiego, żeby zastanowili się, do czego prowadzić może subiektywizacja opisu.

Prawdziwy sportowiec czy pies ogrodnika?

Po dzisiejszym GP Japonii Robert Kubica skarżył się, że miał pecha, bo parę razy „utknął w korku„. Istotnie, zwłaszcza w okresie drugiej sekwencji tankowań tak się zdarzyło, że kierowcy wyjeżdżający z pitstopu, blokowali mu możliwość pełnego wykorzystania lekkości samochodu. Moją uwagę zwróciła wtedy jedna rzecz – między innymi tuż przed Robertem wyjechał jego partner z zespołu Nick Heidfeld, i przez parę okrążeń oglądaliśmy walkę dwóch bmw o ósme miejsce, ostatecznie zakończoną „zwycięsko” dla Polaka.

Mam wrażenie, że zachowanie Heidfelda było irracjonalne. Przed rozpoczęciem drugiej serii tankowań Heidfeld bronił czwartego miejsca przed Raikkonnenem, a Kubica trzymał się jak cień za Buttonem, atakującym jadącego na siódmym miejscu Rosberga. Heidfeld musiał wiedzieć, że Robert jest przed drugim tankowaniem, więc ma lżejszy (szybszy) samochód, a mimo to wdał się w pojedynek, starając się utrzymać „swoją” pozycję, pomimo że po pitstopie odzyskałby ją bez walki. Broniąc się przed wyprzedzeniem, przyjmował dodatkowo defensywny tor jazdy, wolniejszy od optymalnego. Zamiast więc gonić Raikkonnena (który minął go na stopach), coraz bardziej za nim zostawał, a dodatkowo blokował partnerowi możliwość gonienia Buttona i ewentualnie Rosberga. Efekt końcowy: Raikkonnen 4., Rosberg 5., Heidfeld 6., Button 8., Kubica 9.

Wiem, że team orders są zakazane, a przepuszczanie partnera uznajemy za niesportowe. Ale w tej konkretnej sytuacji bronienie pozycji „w imię zasad” zaszkodziło i Heidfeldowi, i Kubicy, i całemu zespołowi (pomogło na pewno Rosbergowi). I naprawdę nie chodzi tu o nawiązywanie do słynnego „nie pomógł” z zeszłego sezonu.

PS. Wrrr. Coś dziwnego mi się podziało przy dzisiejszym publikowaniu notek, w rezultacie ta notka ma bardzo dziwny (i nieadekwatny) adres, niemal identyczny jak następna. Wrrrr.

Kierowco, przestrzegaj przepisów

Zasada ta dotyczy oczywiście także kierowców Formuły 1 – zarówno poza torem, jak i na torze. Na torze oczywiście tych wyścigowych:)

Zadumałem się dzisiaj przez króciutką chwilę, ile to szczęścia musieli mieć w końcówce drugiej sesji kwalifikacyjnej na Suzuce kierowcy Brawn GP – że zdążyli przemknąć tuż przed dzwonem Buemiego i zaliczyć niezłe okrążenia pomiarowe. Jadący w podobnym okresie Robert Kubica na pewno tego szczęścia nie miał – rozpocząwszy ostatnie kółko od znakomitych wyników w pierwszych sektorach, musiał pod koniec zwolnić i skończył z czasem dwie sekundy gorszym od lidera. That’s racing.

Ale coś mi nie pasowało, bo wydawało mi się, że brawny jechały za Kubicą. I rzeczywiście miałem rację, one nie miały więcej szczęścia, tylko po prostu Button i Barrichello zignorowali żółte flagi i –  wykorzystując refleks i umiejętności – przemknęli ten fragment na pełnej szybkości. Gdyby nie to, pewnie nie zmieściliby się do Q3, dlatego słusznie zostali ukarani (patrz morał tytułowy).

Nie wiem, czy „sprawiedliwości” do końca stało się zadość, bo gdyby zwolnili, to Robert i tak chyba nie załapałby się do Q3 (nie pamiętam dokładnie i nie chce mi się szukać czasów sprzed ostatniego okrążenia), ale za to wyścig nabiera dodatkowego smaczku. Im bowiem brawny dalej na starcie, tym bardziej prawdopodobne duże straty do Vettela, a dzięki temu nudniejący ostatnio wyścig o tytuł jeszcze może się nabrać ciut barw. Kibicujmy więc Vettelowi przeciwko brawnom, nawet jak w końcowym rozrachunku przegra, to i tak będzie ciekawie.

A drugi morał dzisiejszych kwalifikacji jest taki – nie kombinuj za bardzo, bo możesz przekombinować i nie zdążyć pojechać dostatecznie szybko. Chociaż takie kwalifikacje jak dzisiaj, to raz na parę sezonów się zdarzają.

Moja mała brazylijska satysfakcja

Właśnie przeczytałem, że MKOl podjął decyzję o przyznaniu organizacji IO’2016 miastu Rio de Janeiro. Przyznam, że po cichu trochę na to liczyłem:) Nie znałem wprawdzie żadnych ocen poszczególnych kandydatur, ale:
– Madryt zasługiwał wprawdzie na współczucie, bo przegrał drugi raz z rzędu, ale mało było prawdopodobne, żeby delegaci poszli na drugie z rzędu Letnie Igrzyska w Europie, poza tym w samej Hiszpanii mieliśmy wszak względnie niedawno pamiętne Igrzyska w Barcelonie,
– szanse Tokio malały za sprawe Pekinu i Seulu (wiem, to nie Japonia, ale wciąż jeden zakątek Azji, już prędzej jakiś Bombaj czy Singapur miałby szanse), poza tym Japończycy mieli też ZIO w Nagano,
– Chicago.. to Hameryka, która na pewno podpadła organizując Coca-Cola Games na stulecie olimpijskie (no i miała niedawno ZIO w Salt Lake City); go home Amerikans, weźcie i naprawiajcie swój kryzys sami, a nie zabierajcie światu tego co najlepsze:)

A Rio? No Rio, to Rio:) i jak się podkreśla, nigdy w historii nie było Igrzysk na południe od siedzib Majów:) Jakoś tak najbardziej mi ta kandydatura leżała, i nie ukrywam, nawet się trochę cieszę. Samba!

Zawstydzić Turbodymomana

Jest taka seria reklamowa któregoś operatora komórkowego, w której dziwnie ubrany przygłup zwany jak w tytule notki „zawstydza” innych, uzyskując „wynik” o połowę lepszy od swojego „konkurenta”.

Dzisiaj popołudniu Matka zmęczonym głosem zwraca delikatnie Juniorowi uwagę na spowodowany wokół stołu bałagan, mówiąc:
– Tu jest chyba o śmieciarkę za dużo.
Na co Junior swoim protestacyjnym zwyczajem czterolatka:
– Tu jest o dwie śmieciarki za dużo!

No i zawstydził Turbodymomana, bo ten mógłby mieć co najwyżej o półtorej śmieciarki za dużo.

Na podłodze stała jedna śmieciarka.

Pustynne grzyby

Wybraliśmy się w weekend na prawie już tradycyjną wycieczkę na Pustynię Błędowską. Jak zwykle pojechaliśmy do Kluczy, wjechaliśmy po punkt widokowy Czubatka i chwilę pokontemplowalismy panoramę.  Chwila nie była długa, bo młodzież (dwu- i czworonożna) hałaśliwie domagała się ruchu, więc ostrożnie ześliznęliśmy się w dół, w pustynny zagajnik.

Pustynia Błędowska ze zbocza Czubatki
No właśnie – w zagajnik. Może się to komuś wydać zaskoczeniem, ale większość Pustyni to dzisiaj lasek sosnowy, jaki nieraz można spotkać w sąsiedztwie wydm nadmorskich. Pewnie gdybyśmy zaczynali gdzieś od Chechła, byłoby bardziej piaszczyście, kiedyś nam się w taką bardziej wydmową część udało dotrzeć, ale tym razem wycieczka była planowana jako krótka. Nawet i jednak w tej bardziej zarośniętej części, pustynność jest nieźle widoczna, ilekroć tylko gdzieś wydeptana zostanie ścieżka, czy jeszcze lepiej – zostanie wyjeżdżona droga (albo jak pies zacznie kopać). „Lesistość” nie spowodowała dotąd bowiem rozwoju podszytu, piasek jest co najwyżej przykryty warstwami igieł, które z czasem może utworzą żyżniejszą glebę.

Na pewno pomogą w tym grzyby, które pojawiły się razem z drzewami. Już bowiem od samego początku, między drzewami widać stada uroczych muchomorków we wszystkich odcieniach jasnej czerwieni i oranżu, o kształtach od talerzowatych po kuliste.
pustynne muchomory
Ludzkość dzieli się w tym miejsu na dwie grupy: jedni widząc te muchomory mówią „a fuj, same muchomory”, drudzy mówią „skoro tyle jest muchomorów, to niemożliwe, żeby nie było nic innego”. My należymy do  tej drugiej grupy, bo wiemy z doświadczenia, co tu można znaleźć (aczkolwiek nie napalaliśmy sie na wielkie zbieranie, bo deszczu od kilku dni nie było, co zwłaszcza na pustyni nie pomaga w rośnięciu grzybów). I faktycznie wystarczy odrobina doświadczenia, i leniwy spacer między drzewkami kończy się wypatrzeniem kapeluszy jak najbardziej przyjaznych podniebieniu.
pustynne podgrzybki

Z czasem natrafiamy na miejsca, w których nic, tylko usiąść i ciąć. Po dwóch godzinach kończymy spacer z dwiema pełnymi reklamówkami (wiem, grzybów się nie zbiera w plastik, ale naprawdę jechaliśmy się przespacerować), z których w domu po odrzuceniu zarobaczywiałych, zostają dwie duże miski. Po pochłonięciu pierwszej, czujemy się cały czas dobrze:)
zielony pustynny grzybek

Nie będę jednak ukrywał, że nie zależy mi szczególnie na tym stanowisku grzybiarskim. Wolałbym jednak, żeby Pustynia stała się znów bardziej pustynna. Lokalne gminy też tego podobno chcą i mam nadzieję, że im się to w końcu uda. Na grzyby mogę w koncu pojechać do dowolnego z „normalnych” okolicznych lasów, a najbliższa następna pustynia jest.. sam właściwie nie jestem pewien, w Azji?

Pustynia Błędowska