Fascynuje mnie bogactwo form pochodnych czasownika „rzucać”. Mamy bowiem czasowniki: wrzucać, wyrzucać, zrzucać, zarzucać, dorzucać, przyrzucać, podrzucać, nadrzucać (choć ten wariant nie cieszy się jeszcze uznaniem słownika PWN), przyrzucać, nawrzucać, odrzucać, przerzucać.. Nie mniej jest i innych części mowy, takich jak rzut (zarzut, wyrzut, podrzut, przerzut), rzutnia (wyrzutnia), rzutowy (odrzutowy)..
Od dziesięcioleci (!) niepokoi mnie przy tym słowo „wrzut”. Jest ono utworzone analogicznie do „zrzutu” i powinno oznaczać czynność „umieszczenia czegoś gdzieś poprzez rzucanie”. Mamy wszak „otwór wrzutowy” czy „wrzutnię” (to w bankach takie ustrojstwa do samodzielnego zostawiania pieniędzy, sporych pieniędzy). W języku potocznym raczej się go jednak nie słyszy. Słownik Języka Polskiego dopuszcza istnienie takiego słowa:) ograniczając je jednak do sfery sportowej, i to tylko jako wrzut z autu.
Źródłem moich niepokojów jest pewne dyktando ze szkoły podstawowej:) Pamiętam, że – nie mając nigdy problemów z ortografią – jak zwykle byłem na nim mało skoncentrowany. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy po odczytaniu wyników okazało się, że zrobiłem dwa błędy. Kiedy poprosiłem o pokazanie kartki, na czerwono podkreślone było słowo „wrzut”. Cóż, słowem dyktowanym przez nauczycielkę w tym miejscu był „wrzód”. No i do dzisiaj się zastanawiam, czy prawidłowo dostałem gorszą ocenę. Uważni czytelnicy bloga Rafała Steca powinni skojarzyć, co mnie natchnęło do tego wspomnienia:)




