Bissau

Ostatnio pasją Juniora stała się… geografia. Wystarczyło dziecku kupić album z naklejkami państw świata, i już miało zajęcie (nie ukrywajmy – Rodzice też…). Szczególną fascynację wzbudziły Gwinee, jako że jest ich aż trzy – Gwinea, Gwinea Równikowa i Gwinea Bissau. Ze stolicą w Bissau, czego Junior również szybko się nauczył. I na tyle mu się spodobało, że włączył tę nazwę do repertuaru Słów Ulubionych i Zawsze Pod Ręką. Bo w końcu, dlaczego nie może być Korsyki-Bissau, czy Sycylii-Bissau? Dla czteroipółlatka nie ma rzeczy niemożliwych:)

Google 3.0 a faworki

Przeczytałem (usłyszałem?) ostatnio, że Google wymyśliło nowy bajer, polegający na takim sprzężeniu telefonu z Internetem, że wystarczy mówić do telefonu, a ten automatycznie zapisze to jako maila, blogonotkę czy co tam komu będzie potrzebne. I jak generalnie mi takie nowinki zwisają, tak dzisiaj wieczorem uznałem, że to dobry pomysł. Kiedy stałem przy blacie kuchennym i pracowicie tłukłem ciasto na faworki, naprawdę nic nie miałem do urozmaicenia, a przy takim gadżecie to bym może sprawdzał rózne blogi i nawet gdzieniegdzie komentarze zakładał. A przy takim tłuczeniu ciasta to nawet się nie da dobrze radia posłuchać (dlatego audycja o Heaneyu się trochę zmarnowała). W późniejszej fazie procesu produkcyjnego już by się gadżet nie przydał, bo jednoosobowe realizowanie cyklu wałkuj-potnij-przewlecz-wrzuć-obróć-wyjmij-przełóż-posyp-nie zjedz od razu, wymaga koncentracji człowieka-orkiestry. Każdy, to samodzielnie się z tym zmaga, twardzielem jest i basta:)

No to zdrowie wasze w gardło.. moje.

Aha – gdyby ktoś pytał, skąd ta liczba w tytule: nie mam pojęcia jak się nazywa ten nowy gadżet Google’a, i nie chciało mi się za tym guglać. Ostatnio było Web 2.0, to teraz może sobie być 3.0.

Spady w Klingenthal

Istnieje wiele czynników, które mogą zepsuć konkurs skoków. Może to być więc kiepska pogoda, osłabiona stawka zawodników (zwłaszcza powodująca większy rozrzut poziomu uczestników), wreszcie przyjęcie zbyt krótkiego rozbiegu (często jest to powiązane z przyczynami wymieninymi wcześniej).

Dzisiaj w Klingenthal pogoda była względnie stabilna, ale brak wielu zawodników ze ścisłej i szerszej czołówki, przy jednoczesnej obecności liderów PŚ, wydał się chyba organizatorom zbyt ryzykowny, żeby ich puścić z nieco wyższej bramki. W rezultacie przeważały wyniki słabe – zaledwie pięciu zawodników miało notę wskazującą na „dwa dobre skoki”, a jedynie siedemnastu uzyskało wynik na poziomie minimum przyzwoitości, zaś najlepsze skoki i tak nie zbliżyły się nawet do HS.

W takim nierównym konkursie, to aż się prosi o zastosowanie tego wciąż testowanego wynalazku zmiany belki w toku serii, z dodanem/odjęciem zawodnikowi odpowiedniej liczby punktów odpowiednio do różnicy długości najazdu. Pardon: akurat w Klingenthal go zastosowali. Jak widać, albo nie pomaga, albo trzeba się nauczyć go używać..

Euro-English

The European Commission has just announced an agreement whereby English will be the official language of the European Union rather than German, which was the other possibility.

As part of the negotiations, the British Government conceded that English spelling had some room for improvement and has accepted a 5-year phase-in plan that would become known as „Euro-English”.

In the first year, „s” will replace the soft „c”. Sertainly, this will make the sivil servants jump with joy. The hard „c” will be dropped in favour of „k”. This should klear up konfusion, and keyboards kan have one less letter There will be growing publik enthusiasm in the sekond
year when the troublesome „ph” will be replaced with „f”. This will make words like fotograf 20% shorter.

In the 3rd year, publik akseptanse of the new spelling kan be expekted to reach the stage where more komplikated changes are possible.

Governments will enkourage the removal of double letters which have always ben a deterent to akurate speling.

Also, al wil agre that the horibl mes of the silent „e” in the languag is disgrasful and it should go away.

By the 4th yer people wil be reseptiv to steps such as replasing „th” with „z” and „w” with „v”.

During ze fifz yer, ze unesesary „o” kan be dropd from vords kontaining „ou” and after ziz fifz yer, ve vil hav a reil sensibl riten styl.

Zer vil be no mor trubl or difikultis and evrivun vil find it ezi tu understand ech oza. Ze drem of a united urop vil finali kum tru.

Und efter ze fifz yer, ve vil al be speking German like zey vunted in ze forst plas.

Ta notka cytuje wygrzebany z maila stary joke sprzed 3 lat, który mi się przypomniał po zobaczeniu nowej notki u WO🙂

Zimowe liczby

Warstwa śniegu na łące: 30 cm (na tyle się zapadałem, może było głębiej).
Zaspa śniegu wrzuconego do ogródka z podjazdu: 150 cm (dziecko i pies mają uciechę).
Warstwa lodu przed garażem: 6 m x 2,5m x 5 cm. Próbowaliśmy ją dzisiaj usunąć ze szpadlem, ale pękliśmy. Szpadel pękł pierwszy, po 1 i 1/2 godzinie, w 1/2 ostrza. Ja jeszcze trochę powalczyłem, ale efektywność spadła i też pękłem (poszedłem zrzucać 0,5-metrowe sople). Wystarczyło nas na 1/2 podjazdu, resztę.. posypiemy na razie antypoślizgowo (a mogłem przecież ślizgawkę urządzić, nawet z biletami).

Ale fajna jest zima, chociaż mogłoby być już cieplej niż -16. Za to teraz już jasno do 17-tej:)

Zaradność

Relacja Juniora z Psem to temat-rzeka. Ostatnimi czasy Pies nabrał niezdrowej tendencji do bacznego obserwowania, jak Junior je cokolwiek (takim bardzo wymownym wzrokiem), co ma niewątpliwy związek z tym, że Junior jada różne rzeczy w różnych miejscach i częstokroć przy tej okazji coś opada na podłogę (niezamierzenie).

Dzisiaj, kiedy Junior zbierał się do pójścia na górę, postanowił zabrać niedokończoną miseczkę ciastek (żeby zjeść do reszty przed kąpielą). Pies na ten widok zaczął sprawiać wrażenie, jakby chciał trafić Juniorowi prosto do ręki (co spotkało się z głośnymi komentarzami Rodziców). Junior ze swojej strony nic nie powiedział i pakował się dalej (a zwykle sporo rzeczy zabiera do pokoju na dobranoc). Kiedy zdawał się być gotowy do drogi, Matka rozejrzała się i ze zdziwieniem pyta, co Junior z ciastkami uczynił? Na co Junior triumfalnie wygrzebuje miskę spod leżącego na fotelu swetra Ojca.

Postarał się, żeby Pies mu niczego nie podwędził, a co:)

Radiowy pejzażyk zimowy

Wyszedłem dziś wczesnym wieczorem z psem na spacer. Po minucie pożałowałem, że nie wziąłem ze sobą aparatu. Nad dachami szeregowców, kominy wypuszczały w ciemne niebo szpalery słupów białego dymu. Po prostu fantastyczny widok. Niestety, ciemność, mróz -15 i pies:) to czynniki, które nawet zapaleńca mogłyby zniechęcić do prób fotografowania (poza tym co oko widzi, to nie zawsze da się przełożyć odpowiednio na zdjęcie, jeśli się jest tylko amatorem pstrykaczem). Dlatego niestety widoczku nie pokażę, musicie się obejść opisem jak w radio.

PS. Spacery z psem dostarczają mi tylu obserwacj i inspiracji do notek, że zaczynam poważnie myśleć o wprowadzeniu tagu „spacer z psem”:)

Kiibice na śniegu

Kiedy któregoś zimowego wieczora spacerowałem z psem, patrząc uważnie, gdzie próbuje wleźć i co zrobić, zauważyłem coś, co mnie zaskoczyło i ubawiło zarazem. Jakiś anonimowy kibic wypisał (wydeptał) w śniegu hasło, ewidentnie obrazujące jego antypatie. Pozwolę sobie nie cytować zbyt dokładnie, ciekawskim powiem tylko, że było ono bardzo bliskie najczęstszym życzeniom składanym rodzimemu związkowi piłkarskiemu. Przyznam przy tym, że klimat tego napisu odpowiadał moim odwiecznym preferencjom w świętej wojnie mojego miasta:) Później zauważyłem jeszcze w dwóch miejscach konwencjonalne wydeptanie nazwy naszego wspólnie ulubionego klubu.

Nie ukrywam, bawi mnie pomysłowość (vlepki i bazgroły są takie powszednie) i zapał anonimowego kibica, być może „rezydenta” blaszoka.

Psa nie straciłem z oczu:)

Refleksje kominkowe

Nie, ta notka nie będzie mieć nic wspólnego z blogowym celebrytą. Kto nie wie, o co chodzi, nic nie stracił.

Kiedy przy solidnie rozpalonym kominku mam otwartą kratkę na ciągu kominowym w pomieszczeniu na piętrze (wlaściwie mam ją otwartą zawsze, by być szczerym), to temperatura w tym pomieszczeniu rośnie znakomicie, nawet do +27-28 stopni. Kiedy tak zerknąłem dla odmiany na termometr zewnętrzny przed wieczornym wyprowadzeniem psa, aż westchnąłem, że amplituda pomiędzy lodowatym na dworze, a zacisznym przy kominku, wynosi 45 stopni. Wiem, że na Podlasiu to amplituda z temperaturą tzw. pokojową – ale też cztery lata temu i u mnie (za sprawą tegoż kominka), amplituda sięgała 55 stopni.

Kominek ma to do siebie, że zostawia po sobie sporo pozostałości, w szczególności popiołu (choć praktyka w używaniu sprawia, że coraz więcej uzyskujemy węgla drzewnego:)). Mój model kominka nie posiada popielnika, który da się w każdej chwili wyjąć na trzy minuty, więc kiedy się zapełni, to konieczne jest dać kominkowi ochłonąć. W ciągu ostatniej doby, dokładałem do kominka po raz ostatni plus minus dobę temu. Wieczorem spojrzałem z głupia frant na wiadro z pozyskanym węglem. W mniejszej ilości światła wyraźnie można było dostrzec, że jeszcze tu i tam czerwono się świeci. Żar to ma zdrowie:) (a parę godzin wiadro stało na zewnątrz, żeby nikt się nie sparzył przypadkiem).

A popiół znakomicie się przydaje do posypania zlodzonych miejsc. Zwłaszcza na ulicy, bo jednak mocniej brudzi od piasku, więc pod samymi drzwiami to mniej chętniej. A teraz jest gdzie sypać.

Barwy sportowe

Opracowano stroje dla polskich sportowców udających się na Igrzyska w Vancouver. Co do zasady są one w barwach narodowych, biało-czerwonych, włącznie z kombinezonami startowymi. Justyna Kowalczyk już zdążyła zgłosić veto, ponieważ lubi swój czarny kombinezon i dobrze się jej w nim startuje, a w nowym – niekoniecznie.

Na razie jeszcze postawa Justyny Kowalczyk nie spotkała się z potępieniem strażników cnót narodowych (może dlatego, że to nasza największa nadzieja medalowa), niemniej przypomina się zaraz, że parę lat temu niektórzy politycy gardłowali za uchwalenie ustawy nakazującej naszym sportowcom występowanie wyłącznie w strojach w barwach narodowych. Można sobie wyobrazić Agnieszkę Radwańską występującą wyłącznie w białej bluzeczce i czerwonej spódniczce (kombinacja odwrotna mogłaby być uznana za niegodną); no dobra, zostają jeszcze sukienki:)

Takie refleksje mi się ponasuwały, kiedy patrzyłem, jak w Australian Open grały Belgijki Yanina Wickmayer i Justine Henin, obie zasadniczo na błękitno, jakże odlegle od czarno-czerwono-żółtych barw flagi belgijskiej. Zauważyłem w tym belgijskim pojedynku olbrzymie napięcie, jakby dla każdej z nich (i dla ich ekip) przeciwniczka była rywalką szczególną. Ale też przecież Justine Henin pochodzi z walońskiej części Belgii, a Yanina Wickmayer – z flamandzkiej, czyli reprezentują prawie że odrębne obozy, o niewielkiej wspólności barw.