Czarna klawiatura

Po wielu milionach stuknięć, wypowiedziała mi służbę stara poczciwa klawiatura. Jako że trudno się bez tego używa komputera, małżonka zobowiązała mnie (pod groźbą zajęcia drugiego komputera) do szybkiego uzupełnienia stanu, więc pojechałem do najbliżzego marketu, stanąłem przed półką i wybrałem, skupiając się głównie na identyczności rozmieszczenia klawiszy, jak w starej (niewiele rzeczy wkurza bardziej, niż pamiętanie, że Delete czy Alt są nieco gdzie indziej, niż się przyzwyczaiło). Przywiozłem do domu, a małżonka pyta:
– O, to ona jest czarna?

Spojrzałem, faktycznie:) Podłączyłem, wypróbowałem i coś mi się przypomniało. Kiedyś znajoma zaczęła pisać bloga (wcześniej niż ja tego). Nie miała na nazwę pomysłu, więc go nazwała „Czarna klawiatura”. Ze zdjęciem:) Pozdrawiam Cię, jeśli kiedys znów zajrzysz ze swych szkockich pieleszy.

Aha: małżonce czarna klawiatura się bardzo podoba.

Ech, ta cenzura

W weekendowe popołudnie Ojciec otwiera drzwi anonimowym przechodniom dzwoniącym do drzwi. To delegacja Świadków Jehowy, którzy wyjątkowo nie chcą na szybko podyskutować o dręczących ich problemach egzystencjalnych, a jedynie uprzejmie zapraszają na swoje nabożeństwo, wręczając odpowiednią kolorową ulotkę. Ojciec przyjąwszy uprzejmie ulotkę, ma odruch wręczenia jej Juniorowi na zasadzie „weź dziecko obejrzyj jak zwykle, a potem możesz sobie z niej coś wyciąć”, ale wstrzymuje się z tym. Czytanie jak popadnie tego co Junior zobaczy na opakowaniu czy kawałku gazety można jeszcze puścić mimo uszu, ale słuchać, jak Junior ćwiczy czytanie na takiej ulotce, to już byłoby dla Rodziców zbyt wiele.

Do niedawna Rodzic musiał tylko pilnować, co mówi, by Junior nie słyszał, względnie pomijać w książeczkach niezręcznie fragmenty. Teraz musi też pilnować, czego Junior ma nie czytać. Potem będzie pilnowanie, czego ma nie oglądać lub nie znajdować w Internecie.

Ojciec się zastanawia, co będzie jak Junior samodzielnie trafi na ten blog…

Nie idę na paradę

Po pierwsze, w życiu by mi chyba do głowy nie przyszło pchać się 300 km do Warszawy na Europride. Zwłaszcza z dzieckiem.

Po drugie, jakbym juz miał gdzieś iść, to poszedłbym na „konkurencyjną” manifestację Ruchu Autonomii Śląska w Katowicach. Też jako widz, a spokojnie dziecko bym zabrał.

Po trzecie, w tę upalną sobotę według większości znaków wybiorę się w rejony podgórskie. Tam będę mógł zabrać i dziecko, i jeszcze psa. I przy okazji sprawę załatwię:)

I want to know what love iiiis..

Pojechałem dzisiaj w trasę, co jest zawsze dobrą okazją na spokojne posłuchanie radia. Jest lato, więc często nadaje się piosenki na lato, lekki, łatwe, przyjemne i romantyczne. No i popłynęła i ta piosenka. Ludzie Mojego Wieku powinni pamiętać, że w Czasach Komuny, ten teledysk potrafił lecieć w Telewizji Polskiej.. Natychmiast uhonorowałem, odstawiając straszliwe karaoke.

Kiedy dwie godziny później wracałem, w zupełnie innej audycji usłyszałem znów tę samą piosenkę. I jakże przykro mi się zrobiło, kiedy zrozumiałem, że Naród nadal tę piosenkę kocha, a ja tak swoim karaoke ją profanuję.

No to wszyscy razem w jednym tempie:
Aj łona noł łot low iiiiizzz
Aj łont ju tu sioł miiii
Aj łona fil łot low iiiiizzz
Aj noł ju ken sioł miiii
Aaaah woah-oh-ooh*

(for mor karaoke, czek mor lyriks)

A potem z tej samej audycji na uspokojenie odrobina Marka Knopflera.

*ta linijka jest dla zaawansowanych, wymaga samodzielnej interpretacji w zakresie wymowy

Kolejny sukces Mai Włoszczowskiej

Maja Włoszczowska zdobyła w Hajfie tytuł wicemistrzyni Europy, przegrywając „o błysk szprychy”. Zgodnie z maksymą „zdrowie wasze w gardła nasze”, Medalistce najserdeczniejsze gratulacje, a dla reszty to znakomita okazja, żeby Maję Włoszczowską znów pokazać z innych najlepszych stron:

Maja Włoszczowska w kasku

Taki widok zdecydowanie potrafi przekonywać do zakładania kasku. Ale ponieważ mam świadomość, że akurat Maja Włoszczowska parę razy mimo kasku nieźle się poharatała, więc przyznam szczerze, że równie dobrze można jeździć w berecie:

Maja Włoszczowska w berecie

Zdjęcia (c) Krzysztof Rybarczyk

Piesek w Pieskowej Skale

W ramach nieustającej zabawy w poznawanie nowych miejscowości, Junior dowiedział się o istnieniu Pieskowej Skały i – zgodnie z przewidywaniami – nazwą tą się zachwycił. W piękną słoneczną sobotę ruszyliśmy więc na wycieczkę.

zamek w Pieskowej Skale

Dzielnie wspięliśmy się na górę..

zamek w Pieskowej Skale

..żeby obejrzeć zamek..

pies w pieskowej skale

..i popełnić oczywisty banał robiąc pieskowi zdjęcie w Pieskowej Skale.

A Juniorowi najbardziej i tak podobał się zamkowy trawnik, na ktorym było mnóstwo dorodnych stokrotek do zbierania.

Refleksje brązowe

Mecze o trzecie miejsce na Mundialu zazwyczaj są piękne, bo motywacja spora, choć stawka już nie tak wielka. Te mecze często wygrywa się atakiem, a nie obroną. Nie inaczej było i w tym roku – piękny, dynamiczny mecz, udekorowany dodatkowo najpiękniejszą bramką Mundialu; nigdy nie miałem bowiem przekonania do podobno precyzyjnie mierzonych strzałów z Pele wie ilu metrów.

Nie wyobrażam sobie jedenastki Mundialu bez Jorge Fucile (bogowie i sędziowie, czemuż wykluczyliście go z półfinału) i Sami Khediry, najlepszego zawodnika tego meczu, nagrodzonego już wprawdzie decydującym golem. No, przynajmniej drugiej jedenastki.

A pożegnalny strzał Forlana w poprzeczkę w 92 minucie był idealnym podsumowaniem występu Urugwaju (i całej Ameryki Południowej) na tym Mundialu: jak wiele było można, jak niewiele zabrakło. Wszystkie laury dla Europy.