Po wielu milionach stuknięć, wypowiedziała mi służbę stara poczciwa klawiatura. Jako że trudno się bez tego używa komputera, małżonka zobowiązała mnie (pod groźbą zajęcia drugiego komputera) do szybkiego uzupełnienia stanu, więc pojechałem do najbliżzego marketu, stanąłem przed półką i wybrałem, skupiając się głównie na identyczności rozmieszczenia klawiszy, jak w starej (niewiele rzeczy wkurza bardziej, niż pamiętanie, że Delete czy Alt są nieco gdzie indziej, niż się przyzwyczaiło). Przywiozłem do domu, a małżonka pyta:
– O, to ona jest czarna?
Spojrzałem, faktycznie:) Podłączyłem, wypróbowałem i coś mi się przypomniało. Kiedyś znajoma zaczęła pisać bloga (wcześniej niż ja tego). Nie miała na nazwę pomysłu, więc go nazwała „Czarna klawiatura”. Ze zdjęciem:) Pozdrawiam Cię, jeśli kiedys znów zajrzysz ze swych szkockich pieleszy.
Aha: małżonce czarna klawiatura się bardzo podoba.






