Miss drugiego pokolenia

Tak sobie leniwie zerkałem wieczorem na wiadomości na portalu, i tak widzę linka „Córka znanej aktorki została Miss (Złotych Globów)”. Misska jak miska – miss czy misterem w jakimś tam gronie wielu udało się zostać – ja przyjrzałem się miniaturowemu zdjęciu, żeby podejrzeć, która to aktorka wypromowała córuchnę. I wtedy się wyprostowałem i podążyłem za linkiem.

Andie MacDowell daughter Miss Golden Globe

Andie MacDowell, wspomnienie młodych lat. Niczym matka Billy’ego Bibbita z Lotu nad kukułczym gniazdem mogłaby zadawać pytanie „czy ja wyglądam na matkę 21-letniej dziewczyny?”. Ale wtedy uświadamiam sobie, że moje ukochane Cztery wesela i pogrzeb, w tym roku staną się pełnoletnie. 

Andie MacDowell Hugh Grant four weddings funeral

Z każdym rokiem kombatanckie wspomnienia będą się stawać silniejsze:-) Można mi zaproponować tag na tę okoliczność.

Plan czteroletni

Jakoś mnie naszło na statystyki (za dużo sprawozdań sporządzam ostatnio) i popatrzyłem sobie na liczbę notek na blogu. Przed niniejszą było ich 926, więc ta będzie mieć numer 927. Do tysiąca zostaje jeszcze 73. 

Z wyliczeń statystycznych wynika, że średnio pisałem jedną notkę na dzień roboczy. I teraz mały problem – za osiem tygodni urodziny bloga, już czwarte, więc musiałbym prawie podwoić tempo, żeby na urodziny dobić do okrągłej liczby. Cóż, dwa lata temu się udało, więc i teraz by mogło:)

A w ostatnich tygodniach, nie przeczę, zapuściłem się trochę z pisaniem. Eee tam.  

E.T. 4ever

Jak było donoszone w niedzielę, Junior ulepił był bałwana o nietypowym, kosmicznym kształcie. Ojciec na razie nie kopał się w głębinach aparatu, żeby odnaleźć dobre zdjęcie w/w, a tymczasem zima postanowiła popracować dalej nad poprawą stosunków hydrologicznych, dorzuciła parę centymetrów białego tu i tam, i…

Ojciec zajrzał dziś do ogródka. Bałwan zasadniczo stoi jak stał, tylko trochę inaczej wygląda. E.T. przypomina już zdecydowanie mniej – chyba że od razu jest to E.T. w przebraniu, takim, w jakim uciekał na rowerze:

E.T. snow snowy disguise śnieżny śnieg przebraniu

Albo wstąpił do zakonu.

Zapnij się pod karkiem, czyli taśma nie zawsze pomoże

Podobno przy pomocy taśmy klejącej, zwłaszcza szerokiej, można zdziałać wiele (sam też nieraz próbuję). Pogromcy mitów sprawdzali kiedyś, czy z taśmy klejącej można zbudować.. łódkę – i jak najbardziej spokojnie pływali taką łódką po Zatoce San Francisco (inne fascynujące zastosowania taśmy znajdziecie tutaj). 

W dzisiejszym konkursie lotów w Bad Mitterndorf (popołudniowym, trzeba dla porządku dodać, bo rano rozgrywano zaległy wczorajszy), taśma okazała się nie dość skuteczna. Kiedy bowiem zepsuł się zamek błyskawiczny w kombinezonie Schlierenzauera, najpierw próbowano go łatać agrafkami, ale ponieważ zostawały dziury, to ostatecznie cały zamek zaklejono taśmą właśnie. Niestety dla Schlierenzauera, albo taśmy było za mało, albo pęd powietrza przy 100 km/h za silny, bo na dole już nie trzymała (co zainteresowany wiedział najlepiej już w chwili lądowania), przez co kombinezon był nieregulaminowy, a to mogło oznaczać – niestety dla zwycięzcy – tylko dyskwalifikację

Dlatego należy zamek mieć zawsze w dobrym stanie i zapięty.

E.T. 3D

Okazało się, że Matka Natura też już miała dość jesiennego pejzażu w styczniu, i ostatnia burza była właśnie przejawem tego niezadowolenia. Od piątku podsypuje, sypie i zawiewa śniegiem, tak że można zacząć ćwiczenia na świeżym powietrzu, a przy okazji – ulepić sobie bałwana.

Śnieg może nie zawsze do bałwanów idealny (w sumie najlepszy jest ten na wiosnę, tuż przed stopnieniem, w zeszłym roku to prawdziwe kamienie młyńskie można było ze śniegu utoczyć), ale jakoś tam się utoczyło pierwszą kulę, potem drugą.. A Junior tymczasem utoczył trzecią, tę na głowę, i ambitnie zaczął ją sam osadzać. Ojciec już tylko poprawiał mocowanie tejże głowy, patrzył i wzdychał – albowiem czemuż trzeba było tę głowę ulepić taką jakby trójkątną, a potem przyczepić tą węższą stroną?

W każdym razie, zdaniem Ojca bałwan wygląda jak śnieżny E.T. Lub inny kosmita

Postępowanie przeciwko pułkownikowi Przybyłowi

Kiedy usłyszałem o samopostrzeleniu się pana pułkownika prokuratora P., i dowiedziałem się co nieco o szczegółach, naszło mnie nieodparte pytanie, czy przeciwko panu pułkownikowi prokuratorowi nie powinno zostać wszczęte postępowanie. Ale nie, nie mam na myśli próby karania za próbę samobójczą, takie przepisy szczęśliwie już nie obowiązują (a w wielu miejscach na świecie samobójstwo i próba samobójcza bywały uznawane za przestępstwo równe morderstwu, a co), ale za niezgodne z przepisami użycie broni wojskowej (bo jeśli nawet przyjmiemy, że broń służy oficerowi także do honorowego palnięcia sobie w łeb, to powinien to zrobić skutecznie – a poza tym z przeprowadzanych dziś wywiadów wynika, że akurat nie tę przyczynę pan pułkownik prokurator miał na myśli). Przy czym raczej byłoby to postępowanie dyscyplinarne, chyba. 

Ale w sumie użył broni prywatnej.

Klinika z trampkiem

Czytam sobie spokojnie wieczorową porą gazetę, przeglądam jeden tekst za drugim. Zagłębiam się w interesujący tekst o jakiejś samowoli budowlanej w Kazimierzu, której na fejsie broni kilka tysięcy ludzi, bo jest (abstrahując od prawnych aspektów) architektonicznie wiele więcej warta niż wszelkie legalne gargamele i inne pałacyki. Docieram do ostatniego akapitu, i wtedy dowiaduję się że do sprawy chce przystąpić (w charakterze wsparcia).. Klinika Własności Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Słowo „klinika” jednoznacznie kojarzy mi się ze służbą zdrowia, słownikowi języka polskiego póki co też. Etymologicznie zresztą podobno (mądrzyć się nie będę, ciocia Wikipedia tak mówi) pochodzi to słowo od łóżka, jako miejsce nauczania medycyny przy łóżku chorego. Zacząłem więc rozmyślać, jak wygląda leczenie w Klinice Własności? Zazwyczaj w nazwach klinik stosuje się nazwę gałęzi medycyny, czyli klinika onkologii, klinika pediatrii – w konsekwencji klinika własności byłaby miejscem, gdzie leczy się przy pomocy własności (właściwie chyba nie pogniewałbym się na leczenie odpowiednio dozowaną własnością). Zdarzają się też co prawda kliniki chorób serca, czy nerek – a wtedy własność byłaby chorobą, albo chorym narządem? Trudno się ostatecznie połapać, co i czym się tam zatem leczy, nietrudno natomiast zgadnąć, że leczenia wymaga język tego kogoś, kto wymyślał tę nazwę (a może nawet całą strukturę organizacyjną, nie sprawdzałem).

Na szczęście po chwili poprawiło mi nastrój proste i bezpretensjonalne ogłoszenie:
Sprzedam duże ilości trampka
Jednego? Kiedyś to przynajmniej w parze sprzedawali. ?

Naród kocha Adama Króla Szos

Dziś ogłoszono wyniki plebiscytu na Sportowca Roku. Wygrała – co nie było szczególną niespodzianką – Justyna Kowalczyk (gratulacje, oczywiście). 

Trzecie miejsce przypadło Adamowi Małyszowi. Na liście laureatów skrupulatnie podano uprawiane przezeń dyscypliny: skoki narciarskie/rajdy samochodowe. 

Mógłbym się tu poznęcać trochę złośliwościami o wygraniu Rajdu Czterech Skoczni, ale Mistrz sobie na to zwyczajnie nie zasłużył. Zwłaszcza że ten wynik w plebiscycie, to taka nagroda za całokształt, bo mimo wszystko jeden brązowy medal na mistrzostwach świata, jeden wygrany konkurs skoków i sześć (osiem jeśli wliczymy zawody z końcówki 2010) innych miejsc na podium, nawet jeśli dały trzecie miejsce w Pucharze Świata, to chyba jednak mało, żeby rywalizować z Mają Włoszczowską, Agnieszką Radwańską czy Pawłem Wojciechowskim. Niech jedzie spokojnie przez bezdroża południowoamerykańskiego Dakaru, może za jakieś 5 lat i tam doczeka chwały.

Poczytajmy o podatkach

Przeczytałem dziś w Wyborczej (część paper-only, więc na pewno bez linka) taki spory, interesujący tekst. Fragment z malućkimi skrótami zacytuję:
Parlament przyjął nowy, uproszczony system podatkowy. Ale zaraz zaczęły się do niego wkradać kruczki i precedensy. Pewien ekspert ds. podatków, który przygotowywał reformę, dostał ofertę pracy jako lobbysta w dużym koncernie. Przyjmując ją, mówił kolegom: Zreformowaliśmy podatki, teraz będziemy je deformować. 
W efekcie system podatkowy jest skrajnie niesprawiedliwy – średnio podatki są względnie wysokie, ale te firmy, które mają układy lub dobrych lobbystów, płacą znacznie mniej niż konkurencja. Wiele firm, zamiast skupiać się na generowaniu zysków tradycyjnymi metodami, poświęca masę energii i pieniędzy na wymigiwanie się od podatków.”

Co to za kraj? Nawet jeśli wygląda znajomo, chodzi o USA (Mariusz Zawadzki, „Pieniądz rządzi w Waszyngtonie”). Czy to amerykańskie kombinowanie z podatkami to objaw charakterystyczny dla szalonych lat ostatnich? Też raczej nie, bo przypomniał mi się inny cytat (też ze skrótami dla niepoznaki):
Prawo podatkowe tworzy zupełnie nowy rodzaj ludzi, kreuje nowe dusze, a nie stany psychiczne. Jeszcze dwa, trzy pokolenia i może pojawi się nowy gatunek ludzi. Homo podatnicus.(..)
Jeśli ktoś ma pieniądze, nie zadaje sobie pytania „Czy stać mnie na to”  – ale pyta „Czy tę kwotę mogę sobie jakoś potrącić z podatku?” Przyjaciele będą walczyli o zapłacenie rachunku za lunch, ale i tak obaj mają zamiar go potrącić – cały naród jest warunkowany przez prawo, przyuczany do nieuczciwości, bo za uczciwość grozi kara.

Kusi mnie, żeby urządzić zagadkę „a kto to”, ale nie będę się wygłupiał: John Steinbeck, Sweet Thursday, 1954 (w przekładzie Krzysztofa Obłuckiego).

Oczywiście pamiętam, że Stary Dusigrosz wypowiadając te słowa był na kacu i przed pierwszym piwem:-)