Odliczanie do pierwszego gwizdka Euro trwa, nastroje rosną (i euforia, i strach, i co jeszcze tylko z głęboką niechęcią włącznie). Można pomyśleć, że to nowe święto narodowe mamy, i to mocno wielodniowe, bo gdzie nie spojrzeć, atakują człowieka barwy narodowe (i to już pal sześć, że wszystkie produkty nabrały w tych dniach biało-czerwonych akcentów). Flagi większych i mniejszych rozmiarów oraz inne narodowe gadżety wyskakują z każdego zakątka, w wielu miejscach już się toczy się już dyskusja, czy takie narodowe dekoracje to rzecz dobra czy zła, w sensie gustu raczej niż obrazy.
Osobiście w te dyskusje angażować się zbytnio nie zamierzam, pozostanę indywidualistą (nie wywieszam się bo nie, a nie dla manifestacji). Obserwując jednak, co się dzieje, nie mogę się powstrzymać od tego trendu, a przynajmniej niektórych przejawów. Rozumiem, że każdy może chcieć swój samochód dekorować jak mu pasuje, ale co źle wygląda, to źle wygląda. Chorągiewki sprawiające wrażenie, że wystają z okna, wcale nie wyglądają dobrze. Auto udekorowane dla symetrii dwiema chorągiewkami, po jednej z każdej strony, jadąc sprawia wrażenie rogatości (i powstrzymam się od rozważania, cóż by te rogi mogły symbolizować). Wczoraj widziałem zaś hurrapatriotę, który na swoim samochodzie (sporym, to prawda), przymocował flag aż trzy. Nie wiem, czy to jakiś konkurs, czy co, ale natychmiastowym skojarzeniem była Wielka Krucjata Lojalności i żołnierze śpiewający hymn, najpierw po jednej, potem po dwie, a potem po trzy zwrotki, żeby pokazać, że są bardziej patriotyczni od pozostałych.
Na szczęście pogoda jest dobra, więc i duże flagi, i mniejsze flażki, nie wyglądają źle, nie zabrudziły się ani nie poszarpały jeszcze (a prawo bezlitośnie wymaga, aby flagę eksponować z należytym szacunkiem, pod rygorem odpowiedzialności karnej, no, jak za wykroczenie). Co prawda przechodzę w tej chwili od poczucia wspólnoty do imponderabiliów, ale co tu ukrywać – za parę tygodni (oby za więcej niż mniej) naród zamieni flażki na flaszki.
PS Nie mogę się powstrzymać przed zacytowaniem (okrojonego, niestety) komentarza z FB:
„Hejtowanie euro nie czyni z hejterow osobników wyjątkowych„